Bortnowska: Święta to nie "micha", ale wzajemne karmienie

- Wigilia to okazja do przebaczenia. I to jest praktykowane. Tylko za dużo jest w tym hipokryzji: przełamiemy się opłatkiem, a potem wszystko wraca. Dobrze by było, żeby ta odrobina prawdy, która jest w przełamaniu się opłatkiem, była potraktowana jak ziarno, z którego coś wyrośnie - mówiła w Poranku Radia TOK FM Halina Bortnowska, teolog, publicystka, przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
- Nie kojarzę Bożego Narodzenia z poczuciem bezpieczeństwa. Jeśli zaczynam myśleć o tym, co obchodzimy, co mamy święcić, to wręcz przeciwnie. To wielkie upomnienie: żebyśmy tak się nie rozgościli w tym bezpieczeństwie. żebyśmy mieli otwarte drzwi, żebyśmy zawsze mieli dodatkowy talerz na stole - mówiła Bortnowska. - Wiem o cierpieniu rodzin, które nie będą razem. Wątpię, czy bezpieczeństwo to jest to, co teraz przeżywają.



- Znam wiele osób, które nie lubią udawania w Boże Narodzenie - kontynuowała. - Udawania, że między nami dobrze jest, kiedy tak naprawdę nie jest. Zdaje mi się, że to święto realnego wysiłku, żeby było naprawdę blisko i ciepło między nami. - A może to czas na zawieszenie broni? - zapytał prowadzący Poranek Jacek Żakowski. - Dobrze pamiętam wojnę i nie ufam zawieszeniom broni. Bo wtedy po cichu przygotowuje wewnątrz siła wybuchu. Nie jest dobrze zawieszać broń, trzeba ją rozmontować - odpowiedziała Bortnowska.

Najważniejsze są życzenia...

Halina Bortnowska podkreśliła, że Wigilia to okazja do przebaczenia sobie wzajemnie, i to jest zresztą praktykowane. - Tylko za dużo jest w tym hipokryzji: przełamiemy się opłatkiem, a potem wszystko wraca. Dobrze byłoby, żeby ta odrobina prawdy, która jest w przełamaniu się opłatkiem, była potraktowana jak ziarno, z którego coś wyrośnie - podkreślała.

Tylko jak odnaleźć czas na refleksję w święta, pomiędzy natłokiem spraw? - Teraz jest dużo roboty. Ja już dawno zrezygnowałam, żeby całą robotę skupiać teraz - opowiadała. - Ze sprzątaniem raczej sobie daję spokój. Nie daję sobie spokoju za to z gotowaniem. Ale ponieważ potrafię planować, to daję sobie z tym radę. Gotowanie świąteczne powinno być spokojne, wykonywane z namaszczeniem - przekonywała.



- Ja zawsze robię śledzie po turecku. Nauczyłam się tego od Danki Przywary (prezes Helsińskiej Fundacji Prawa Człowieka - red.). Śledź jest smarowany czosnkiem, posypywany proszkiem curry, posiekanym imbirem, kolendrą. Potem polewa się to oliwą. Jest istotna. Żałuję, że nie ma tam cebuli, ale ponieważ to się przechowuje długo, to cebulę lepiej dodać na bieżąco - zdradziła. I kontynuowała: - Dla mnie niezwykle ważny jest barszcz, bo długo się go robi. Buraki najlepsze są w październiku. Należy wtedy zakisić barszcz do końca. To ważne, trzeba bowiem oddać sprawiedliwość materii. Czyli niczego nie marnować, robić tak, żeby rzecz dała człowiekowi i zwierzętom całe swoje dobro. Konieczność wyrzucenia, która czasem się pojawia, uważam za skutek grzechu, bezmyślności. Trzeba zaplanować tak, żeby niczego nie trzeba było wyrzucać.



Jednakże: - Najistotniejsze są życzenia, które składamy do tego jedzenia. I podkreślam: to nie musi być obżarstwo. Uważam, że niezwykle ważna jest kultura smakowania, a nie obżerania się. Święta są nie na michę, ale na karmienie wzajemne.

Czego więc życzyć?

- Czego więc życzyć? Zdrowia, bo najważniejsze? - zapytał Jacek Żakowski.

- Zdrowia trzeba życzyć zawsze, ale nie jako najważniejszego. Bo wtedy obrażamy chorych - odpowiadała Halina Bortnowska.

- To czego pani życzyć?

- Po prostu. Miłości.

DOSTĘP PREMIUM