"Chleb podrożał, ale lokomotywy staniały..." Eksperci o nowej liście leków

"Wystąpimy o korektę", "ta lista wygląda jak efekt lobbingu krajowego przemysłu" - lekarze w TOK FM krytykują nową listę leków refundowanych. - W Polsce nie czujemy się bezpiecznie jeśli chodzi o stabilność leczenia i dostępność leków - podkreślają.
Według prof. Leszka Czupryniaka, prezesa Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, zmiany są wielokierunkowe i "generalnie niekorzystne". - Ministerstwo opowiada, że insuliny będą tańsze. Natomiast we wszelkich analizach jakie posiadamy, jest dokładnie na odwrót. To jak za Gomułki: ceny spadły! Co prawda chleb podrożał, ale lokomotywy staniały - ironizował profesor.
Chodzi o dwa rodzaje insulin. Te klasyczne, które są stosowane w cukrzycy typu II, będą w cenie ryczałtowej. - Nie staniały jakoś specjalnie - zauważa profesor. Jednak znacznie podrożały insuliny analogowe. To poprawione insuliny ludzkie przeznaczone dla chorych na cukrzycę typu I. Używanie takich leków jest światowym standardem.
- Do tej pory pacjent mógł kupić opakowanie insuliny analogowej zawierające pięć fiolek, tj. 15000 jednostek, za kilkanaście złotych. W tej chwili (według ogłoszonej listy leków refundowanych - red.) kosztują one ponad 40 złotych - wylicza profesor. - Pacjenci mogą wrócić do insulin starszej generacji, ale to się przełoży na częstsze niedocukrzenia. Spodziewamy się ostrych powikłań, śpiączek i wzrostu hospitalizacji. To będzie kosztować. Rozumiem, że będzie płacone z innej kieszeni. Ministerstwo pochwali się więc miliardem oszczędności na lekach, a nie wzrostem wydatków na szpitale - prognozuje profesor.

Zła wiadomość dla cukrzyków

Jednak, jak uważa prezes PTD, największym problemem jest zniknięcie z list refundowanych najpopularniejszych pasków do glukometrów używanych przez 70 proc. pacjentów.
- Mierzenie stężenia cukru we krwi jest traktowane jak lekarstwo. Pacjenci którzy mierzą sobie cukier często, są lepiej wyrównani metabolicznie. Pomiar służy do podjęcia decyzji, jaką dawkę insuliny przyjąć. Dobre leczenie insuliną, zwłaszcza w cukrzycy typu I, nie jest możliwe bez samokontroli. Niektórzy pacjenci wykonują sobie mierzenie cukru 7-8 razy dziennie. Do tej pory mieli je dostępne za grosz albo w cenie ryczałtu. Teraz zamiast grosza za 50 pasków, będą musieli zapłacić 50-70 zł - zaznacza profesor Czupryniak.
- Pacjenci czują, co się dzieje, w grudniu prosili nas o wypisywanie na zapas. Paski to nie jest jedyny problem. W Polsce nie czujemy się bezpiecznie jeśli chodzi o stabilność leczenia czy dostępność lęków - uważa profesor.

Zniknęły leki nie do zastąpienia

- Nowa lista wprowadza dosyć istotne zamieszanie w procesie leczenia - potwierdza prof. Zbigniew Włodarczyk z Kliniki Transplantologii i Chirurgii Ogólnej Collegium Medicum w Bydgoszczy. - Z punktu widzenia transplantologów, zniknęły dwa leki, które są nie do zastąpienia. Między innymi taki, który stosuje się jako profilaktykę zakażenia wirusem cytomegalii. Ten wirus może bardzo zaszkodzić, a nawet być śmiertelny. Używanie leku jest standardem światowym i polskim. To jest kosztowny preparat, ale w długim czasie zmniejsza koszty leczenia chorego - uważa transplantolog.
Profesor zwraca uwagę, że jeżeli obecność wirusa rozwinie chorobę CMV, to koszty leczenia pacjenta mogą iść w dziesiątki tysięcy złotych.
- Wystąpimy do ministra zdrowia z prośbą o korektę - zapowiedział profesor. - To może być przeoczenie. Wygląda na to, że lista była przygotowywana w pośpiechu. Sugerują to błędy literowe w nazwach leków - dodał.

Ministerstwo: Są tańsze odpowiedniki. Lekarze: To nie takie proste

Większość leków posiada swoje tańsze odpowiedniki, które nie powodują żadnej różnicy terapeutycznej. Resort poinformował, że dzięki negocjacjom cen leków, przeprowadzonym przez ministerstwo z firmami farmaceutycznymi, udało się uzyskać oszczędności, które umożliwią dopisywanie do listy leków refundowanych kolejnych substancji.
Jednak - jak zwracał uwagę prof. Włodarczyk - proces przechodzenia na leki generyczne, czyli leki, które są tańszymi zamiennikami jest naturalny. - Te leki są produkowane przez firmy, które nie musza już inwestować w badania kliniczne, czasem wytwarza się je w Indiach, Chinach, czy w krajach Trzeciego Świata. Nie są lepsze, ale nie muszą być gorsze - zastrzegł.

Sprawa nie jest jednak prosta. W przypadku wielu pacjentów proces przechodzenia na taki lek musi się odbywać pod ścisłą kontrolą. - Nigdy do końca nie wiemy, jak chory zareaguje na nowy lek; musimy go obserwować, robić badania. Nie może być sytuacji, kiedy pacjent jednego miesiąca dostaje w aptece jeden lek generyczny, a w kolejnym inny. To może być bardzo niebezpieczne dla jego zdrowia - ostrzegał profesor Włodarczyk.

Lista leków zwycięstwem lobbystów?

Prowadząca Komentarze TOK FM, Anna Laszuk, przypomniała, że główną ideą ustawy miałoby być zapobieganie nieuczciwemu lobbingowi firm farmaceutycznych. - Obecny kształt listy obieramy jako w dużym stopniu efekt lobbingu przemysłu krajowego - ocenia prof. Czupryniak. - W kraju jest jeden wiodący producent insuliny. Mamy wszelkie poszlaki, aby sądzić, że skutecznie blokuje dostęp analogów długodziałających. One nie są refundowane, choć dobijamy się o to już od ponad 10 lat - opowiada profesor.
- Ten sam producent insuliny wprowadził kilka miesięcy temu na rynek glukometry z paskami. Te paski znalazły się na liście. To wygląda tak, jakby ministerstwo zdrowia było przedłużeniem ministerstwa gospodarki i dbało o losy polskiego przemysłu. Obiektywnie jest korzystne, ale nie może się odbywać kosztem zdrowia chorych ludzi - mówi prof. Czupryniak.

A prof. Włodarczyk dodaje: - Z informacji, jakie posiadamy; niektóre firmy innowacyjne (te, które produkują lek dawniej stosowany) zaproponowały nawet niższe ceny, ale ich lekarstwa nie znalazły się na liście refundowanej. A znalazły się na niej preparaty droższe. Ja to wiem ze źródeł nieoficjalnych. Nie znam oczywiście kulisów negocjacji ministerstwa.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM