"Ten kalendarz nie powinien powstać. Ale może przyczyni się do dyskusji" [WYWIAD]

- Co najmniej nieszczęśliwe, o ile nie zupełnie niestosowne - tak o zamieszczeniu w kalendarzu promującym Warszawę antysemickiego plakatu z międzywojnia mówi historyk prof. Eugeniusz Cezary Król. Warszawski ratusz właśnie zadecydował, że dodruku kontrowersyjnego kalendarza nie będzie.
A chodzi o terminarz wydany w celu promocji miasta. Kontrowersyjny, ponieważ pośród reprodukcji polskich plakatów z XX w., z których składa się kalendarz, znalazł się plakat z 1925 roku przedstawiający polskiego żołnierza z miotaczem ognia, wyganiającego z domu szczury noszące jarmułki i pejsy.

Czy to dobrze, że został wstrzymany kolejny nakład? O tym z historykiem prof. Eugeniuszem Cezarym Królem rozmawia Piotr Markiewicz.

Piotr Markiewicz: Może zacznijmy od początku: czy w ogóle warto umieszczać tego typu plakaty w zbiorach promujących miasto jako przykłady grafiki użytkowej?

Prof. Eugeniusz Cezary Król, Collegium Civitas, Instytut Studiów Politycznych PAN: - W tej postaci, w jakiej ten kalendarz powstał - a był przecież skierowany do konkretnego odbiorcy, miał też promować Warszawę - taki dobór motywów ikonograficznych nie powinien powstać.

Wszystkie zawarte w tym kalendarzu prace to dobry zbiór dla specjalistów, którzy analizują funkcjonowanie opinii publicznej w Polsce w okresie międzywojennym. Nie ma powodu, żeby ukrywać tego rodzaju "smaczki", jak ten jeden inkryminowany plakat. Natomiast dla określonego przez twórców odbiorcy - krajowego i zagranicznego - taki dobór jest co najmniej nieszczęśliwy, o ile nie zupełnie niestosowny.

Nawet, gdyby opatrzyć ten jeden plakat szczegółowym wyjaśnieniem, czego dotyczył?

- Kalendarz nie jest miejscem, żeby takie rzeczy robić, bo trzeba by wszystkie inne motywy w nim zawarte opatrzyć analitycznym tekstem. A przecież kalendarz ma inną funkcję.

To istnieje jakikolwiek właściwy sposób, aby pokazać, że takie plakaty kiedyś w Polsce jednak tworzono i wieszano?

- Jest to do pewnego stopnia wstydliwa, aczkolwiek jednak część naszej historii. I są rozliczne sposoby, żeby wiedzę na ten temat przekazywać. Jest sporo konferencji naukowych i popularnonaukowych na ten temat, powstają monografie. Możliwości techniczne teraz są kolosalne. Kiedyś zrobienie dobrej reprodukcji książkowej wiązało się z ogromnymi kłopotami. Teraz jest problem praw autorskich. Ale kiedy wchodzą w grę interesujące nas dzisiaj źródła ikonograficzne, to ich już to prawo nie obejmuje - mają więcej niż 50 czy 75 lat.

Jeśli więc chodzi o miejsca, gdzie można takie rzeczy eksponować i propagować do wiedzy społecznej i dyskusji, to ich jest sporo. Uważam akurat kalendarz za niestosowne do tego miejsce, bo zamiast skłaniać do refleksji, będzie on utrwalał pewne wzorce. Jak wiadomo - kalendarz ma to do siebie, że wisi, a człowiek często mimowolnie rzuca na niego okiem. Będzie więc utrwalał pewne wzorce - w tym wypadku niekorzystne dla naszego współczesnego wizerunku. Uważam, że kalendarz nie pozwoli też na poważniejszą refleksję.

Media również powinny tą tematyką bardziej się zainteresować. Zapraszać na poważne dyskusje historyków i politologów.

Nie boi się pan, że komentarze po takich dyskusjach - chociażby w internecie - mogą potwierdzić, że w Polsce są głębokie pokłady antysemityzmu?

- Ludzie korzystający z anonimowości wydzielają z siebie często niezdrowe instynkty. Cóż z tego, że wiemy, że mamy w Polsce czarnosecinne poglądy i że po raz któryś to ustalamy dzięki temu kalendarzowi? Po raz kolejny załamujemy ręce, bo nie wiemy, jak z tym walczyć. A trzeba z tym walczyć.

Jeśli taki kalendarz wywołałby poważną dyskusję, to widzę w tym sens. Natomiast, jeżeli dają o sobie znać głosy, które trzeba będzie wstydliwie wyłączać, to co to jest za skutek pozytywny jego wydania? To raczej potwierdzenie smutnej obserwacji, którą już znamy. Nie jestem więc pewien czy wydawanie takiego kalendarza to dobra metoda, żeby te antysemickie stereotypy demontować. One będą w ten sposób utrwalane.

Dobrze, że nie będzie dodruku?

- Dobrze. Natomiast dobrze też, że ten kalendarz był - może sporo osób dojdzie do wniosku, że warto o tym problemie dyskutować. Ale poważnie, nie - anonimowo. Na forum telewizji, prasy i radia, gdzie można zadbać o względnie reprezentatywne gremium.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM