Szczuka ostro o proteście lekarzy: Reprezentują wyłącznie swój interes. To środowisko zatraciło coś ze swojego etosu

Zdaniem Kazimiery Szczuki lekarze nie mogą liczyć na zrozumienie. I sami są sobie winni. - Lekarze reprezentują tylko i wyłącznie swój interes - uważa publicystka. - Mówią: nie będziemy sprawdzać ubezpieczenia, bo jesteśmy od leczenia - i już. Nie proponują żadnego rozwiązania - dodał Andrzej Talaga z ?Rz?. Lekarzy w obronę wzięła Renata Kim. - Od lat narzekają, że brakuje im czasu dla pacjentów, bo zawalani są coraz to nowymi obowiązkami - mówiła.
Szef Naczelnej Rady Lekarskiej nie ma wątpliwości, że pacjenci rozumieją i popierają protest.

Jak mówił we wtorek w TOK FM, akcja lekarzy to "opór przeciwko draństwu", jakim jest ustawa refundacyjna.

Kazimiera Szczuka nie zostawia na protestujących suchej nitki. - Fali solidarności z lekarzami nie będzie. Nie chcę generalizować i robić przykrości wspaniałym lekarzom, ale coś niedobrego dzieje się z tym środowiskiem. Wystarczy pamiętać jak zostały podzielone nadwyżki z kontraktów NFZ. Wszystko dostali lekarze. Nie wiem dlaczego, ale to środowisko zatraciło coś ze swojego etosu - mówiła w Poranku Radia TOK FM. I podkreślała, że lekarze krytykując ustawę refundacyjną używają "całkowicie egoistycznych" argumentów. - Lekarze nic na siebie dodatkowo nie wezmą. Oprócz pieniędzy - stwierdziła publicystka i krytyczka literacka.



Według Andrzeja Talagi lekarze dobrze odrobili lekcje. A mieli się od kogo uczyć. - Spójrzmy np. na związkowców z KGHM. Pokazali, że jeśli się mocno krzyczy i jest się konsekwentnym w swoich działaniach, to dostaje się podwyżki. Lekarze nauczyli się, że korporacyjność jest skuteczna - mówił publicysta "Rzeczpopsolitej".

Zarzucił lekarzom, że krytykując nie zgłaszają konkretnych, pozytywnych propozycji.



Ale zdaniem Renaty Kim lekarze nie są od proponowania rozwiązań. - Rozumiem ich argumenty. Bo od lat z nimi rozmawiam. Rzeczą, o której mówią od lat jest to, że mają coraz mniej czasu na rozmowę z pacjentem, zrozumienie co mu dolega. Lekarze nazywają to papierologią. Faktem jest, że są zawalni coraz to nowymi obowiązkami. Nie chcą siedzieć w gabinecie bojąc się, że każda pomyłka administracyjna czy księgowa będzie skutkowała karą finansową. Oni na studiach medycznych nie uczą się księgowości - argumentowała dziennikarka tygodnika "Wprost".

Min. Arłukowicz funduje powrót do czasów Gomułki i Gierka

Andrzej Talaga wytknął lekarzom, że ich protest to tak naprawdę spychanie problemu na kogo innego. - Lekarze przybijają stempelek na receptach. A tymczasem aptekarze mają wzór recepty, która upoważnia do wydawania leków refundowanych. Nie mogą więc sprzedać lek wypisanego na recepcie z pieczątką. Bo za to zapłacą - tłumaczył.

Za zachowanie wobec aptekarzy dostało się min. Arłukowiczowi. Szef resortu zdrowia w publicznych wypowiedziach zapewnia, że do aptek trafią pieniądze za leki wydane na podstawie ostemplowanych recept. - Ale przecież kilka lat temu urzędy skarbowe zapewniały przedsiębiorców, że jeśli zawieszą działalność firmy, to nie muszą płacić ZUS-u. I co zrobiły? Pozwały firmy do sądu o zwrot pieniędzy i należne odsetki. Aptekarze mają więc rację, że mówią: obowiązuje nas prawo, a nie to co mówi minister - uważa Talaga.

- Ta próba szeptanki zamiast stanowienia jasnego prawa jest pogrążaniem Polski w najgorszych latach PRL-u. Nie mówię o zbrodniach systemu komunistycznego, tylko o zwykłym życiu. Wtedy nikt nie był taki głupi, żeby czytać konstytucję, ustawy, czy choćby instrukcję BHP. Każdy wiedział jak to się robi od kolegi albo majstra. Nie wiem dlaczego minister i jego przełożony - premier - chcą powrotu tych złotych lat Gomułki i Gioerka - zastanawiał się gospodarz Poranka Radia TOK FM - Jan Wróbel.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM