Awantura przed ogłoszeniem wyroku: "Morderca, zdrajca!". Areszt dla Adama Słomki

Sąd Okręgowy w Warszawie musiał przełożyć ogłoszenie wyroku ws. wprowadzenia stanu wojennego, bo prace uniemożliwił mu kilkudziesięcioosobowy tłum protestujących pod wodzą Adama Słomki. - Sąd pod sąd! Wolna Polska! Hańba! - krzyczeli jego zwolennicy. Były lider KPN za "naruszenie powagi, spokoju i porządku czynności sądowych" spędzi 14 dni w areszcie.
Na sali sądowej przed ogłoszeniem wyroku ws. wprowadzenia stanu wojennego stawił się tylko jeden z oskarżonych, były I sekretarz KC PZPR, Stanisław Kania. Już przed budynkiem sądu powitały okrzyki: "Morderca! Zdrajca!". Wznosił je kilkudziesięcioosobowy tłum z Konfederacji Polski Niepodległej - Obóz Patriotyczny.

Słomka na sędziowskim stole

Dawni opozycjoniści trzymali w rękach m.in. zdjęcia ofiar stanu wojennego - górników z kopalni "Wujek" i ks. Jerzego Popiełuszki. Tłumowi przewodził dawny lider KPN, Adam Słomka. Były poseł wtargnął na stół sędziowski, zanim on i jeden z jego towarzyszy zostali wyprowadzeni z sali przez policję. Ich wyprowadzeniu towarzyszyły gniewne okrzyki zgromadzonych: "Hańba!", "Wolna Polska" i "Sąd pod sąd!". Zobacz więcej zdjęć >>

Słomka wrócił po chwili na salę obrad, gdzie następnie odczytał swoje oświadczenie, w którym domagał się m.in. przyprowadzenia przed sąd drugiego oskarżonego, Czesława Kiszczaka: - Nie ma zgody na to, żeby przez 20 lat Polski niepodległej nie można było zrobić tego, co zrobili w Afryce. Tam nawet przywódców na łóżkach szpitalnych do sądu przyprowadzano. Gdzie jest Jaruzelski? Gdzie jest Kiszczak? On potrafi do Egiptu pojechać, a nie wzywa się go na odczytanie wyroku? To jest hańba!

Założyciel KNP dalej jeszcze ostrzej krytykował sąd. - Domagamy się, żeby tych skompromitowanych sędziów, prokuratorów, milicjantów zwolnić ze służby. Jeżeli tego nie zrobimy, to będzie taki kabaret, jak jest teraz - krzyczał Słomka. - To nie ma nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości! To wyłącznie 20 lat cyrku i hucpy - dodał. Protestujący następnie odśpiewali "Rotę". Stojący po drugiej stronie sali starsi mężczyźni głośno nazywali krzyczących "motłochem".

Kania: Nie czuję żalu, tylko dumę

Sam Kania nie pozostał na te okrzyki obojętny. Pytany przed posiedzeniem przez reporterkę TVN24, czy gdyby jeszcze raz mógł podjąć decyzję nt. wprowadzenia stanu wojennego, Kania odpowiedział bez wahania, że "tak, oczywiście". Dodał też, że nie czuje żadnego żalu na myśl o tamtej decyzji, a "wręcz przeciwnie - dumę". Na pytanie z kolei, co ma do powiedzenia rodzinom tych, których bliscy zginęli w 1981 roku, były I sekretarz KC PZPR odpowiedział, że "nie ma z tym nic wpólnego". Na koniec, kiedy reporterka zapytała, co myśli, kiedy słyszy okrzyki "zdrajca" i "morderca", oskarżony odpowiedział: "Dranie".

Ostatecznie sąd uniewinnił Stanisława Kanię, a Czesława Kiszczaka ukarał dwoma latami pozbawienia wolności w zawieszeniu. Prokurator IPN wnosił wcześniej o kary po dwa lata więzienia w zawieszeniu dla obu mężczyzn. Sam Kania domagał się uniewinnienia, zaś Kiszczak - umorzenia sprawy. Sprawa trzeciej podsądnej, byłej członkini Rady Państwa PRL Eugenii Kempary, zgodnie z wnioskiem IPN została umorzona z powodu przedawnienia karalności.

DOSTĘP PREMIUM