Absurd. Rzecznik Praw Pacjenta pisze do ministerstwa ws. ustawy i...

... i nic. Rzecznik Praw Pacjenta skarży się reporterowi TOK FM, że ws. ustawy refundacyjnej pisała do ministerstwa zdrowia już pięć miesięcy temu. Do tej pory nie dostała żadnej odpowiedzi. Jak to możliwe, że urzędnik w randze ministra pisze do ministerstwa i zupełnie nic z tego nie wynika?
- Informowałam o niepokojach związanych z nową ustawą i listą leków refundowanych. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałam żadnych wyjaśnień - mówi w rozmowie z TOK FM. Krystyna Kozłowska twierdzi, że jej apele nie obchodziły ani byłego ani obecnego szefa resortu. Pierwsze pisma od rzecznik do ministerstwa trafiły 5 miesięcy temu, gdy na jego czele stała jeszcze Ewa Kopacz. Kolejne miały trafiać do resortu Bartosza Arłukowicza.

Rzecznik praw pacjenta ma rangę ministra i nie jest jedyną osobą, która nie otrzymała odpowiedzi. Interpelację w sprawie ustawy złożył jakiś czas temu poseł rządzącej partii Łukasz Gibała i czeka na odpowiedź. My także przesłaliśmy do resortu Wasze pytania. Po tygodniu - żadnej odpowiedzi, choć w rozmowie telefonicznej z biurem prasowym ministerstwa zapewniono, że odpowiedź na pewno będzie.

Jak radzi sobie rzecznik?

Milczenie ministerstwa to jedno, a to, jak skuteczny jest rzecznik - co innego. Krystyna Kozłowska jest krytykowana za to, jak radzi sobie z obroną praw pacjentów przy okazji nowej ustawy. W pierwszych dniach jej obowiązywania powiedziała, że pacjenci, którym aptekarz nie chce uznać recepty bez określonego poziomu refundacji (z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ"), powinni poszukać innej apteki. - Może gdzieś znajdzie się ludzki farmaceuta, który taką receptę zrealizuje - dodała.

Jednak w ostatnich dniach wypowiadała się ostrzej. - Wszczynam postępowania wyjaśniające w sprawie naruszania prawa pacjentów - powiedziała w TOK FM. - Jeśli mimo ostrzeżenia protest pieczątkowy będzie kontynuowany, przychodnie może dotknąć kara finansowa do 500 tys. złotych.

DOSTĘP PREMIUM