Waglowski: Proszę nie wierzyć w informacje o ataku hakerów

Awaria czy atak? - Była awaria serwisu Sejmu. Serwis Ministerstwa Kultury padł nie dlatego, że wyłączyli go "hakerzy", tylko dlatego (a przynajmniej tak to wyglądało), że wyczerpały się limity transferu zakupionego tam łącza. Potem istotnie mogli się do całego zamieszania przyłączyć różni zadymiarze - pisze na swoim blogu prawnik i webmaster Piotr Waglowski.
W sobotę wieczorem padły strony prezydenta, premiera, Sejmu i Ministerstwa Kultury. Gruchnęła wiadomość o ataku hakerów z grupy Anonymous - proteście przeciw podpisaniu międzynarodowej umowy ACTA. ACTA w założeniu ma pomóc w walce z piractwem. A według organizacji międzyrządowych jest prostą drogą do ograniczenia wolności słowa i prawa do prywatności.

Później jednak pojawiły się wątpliwości, czy rzeczywiście doszło do "ataku". - Obserwowaliśmy ruch w sieci. Patrzyliśmy, w jaki sposób odpowiadają serwery, które rzekomo zaatakowano. Nie widzieliśmy tam ataku. W przypadku stron Sejmu potwierdzają to inni obserwatorzy - pisze Waglowski. CZYTAJ CAŁY WPIS >>

Jego zdaniem wszystko zaczęło się od awarii i informacji mediów, które błyskawicznie podchwyciły wątek "ataku hakerów". - Zainteresowany tematem tłum gremialnie zaczął odwiedzać wskazane (przez media - red.) serwisy, by na własne oczy zobaczyć, że rzeczywiście leżą. Tego typu sytuacja potęgowała tylko niedostępność serwisów - twierdzi ekspert. - Proszę nie wierzyć w informacje o ataku "hakerów" - podkreśla.

Według Waglowskiego wczorajszy dzień dowodzi, że w polskim internecie "zainteresowanie sprawą ACTA jest duże". - Nie można przyjmować ponad ich (internautów - red.) głowami zobowiązań międzynarodowych i nie tłumaczyć, dlaczego właściwie się tak dzieje. Nie można prowadzić w imieniu obywateli tajnych negocjacji - pisze o pracach nad umową ACTA. I przestrzega aktywistów, że sobotnie wydarzenia mogą być wykorzystane przeciwko tym, którzy w ramach prawa starają się nie dopuścić do wprowadzenia ACTA w życie.

DOSTĘP PREMIUM