Przyczyny katastrofy Tu-154. "Tylko drugi pilot odczytał prawidłową wysokość. Ale nie pilotował"

Trzech członków załogi - dowódca, drugi pilot i nawigator - posługiwało się różnymi wysokościami - mówi płk. Piotr Łukaszewicz Agnieszce Kublik z "Gazety Wyborczej" w rozmowie o tym, które z zachowań w kokpicie prezydenckiego samolotu przyczyniły się do katastrofy.
- Dowódca załogi miał przed sobą wysokościomierz barometryczny z ciśnieniem odniesionym do poziomu morza 760 mmHg, który przestawił po pierwszym sygnale "terrain ahead" z systemu TAWS. Nawigator czytał wysokość z radiowysokościomierza, czyli aktualną odległość od powierzchni terenu, nad którym przelatywał samolot. Jedynie drugi pilot czytał wysokość barometryczna odniesioną do poziomu lotniska (czyli prawidłową), ale nie pilotował samolotu - tłumaczy płk. Łukaszewicz.

- Na wysokości 100 metrów - decyzyjnej i krytycznej dla bezpieczeństwa lotu - wartości odczytane przez drugiego pilota i nawigatora pokryły się, co mogło błędnie upewnić dowódcę o prawidłowej pozycji na ścieżce zniżania. Tymczasem samolot nadal zniżał się z prędkością dwukrotnie większą niż dopuszczalna na tym etapie lotu. Po kolejnych 4 s nawigator ponownie odczytał wysokość 100 m z radiowysokościomierza, prawdopodobnie podtrzymując błędne przekonanie dowódcy, że samolot znajduje się w locie poziomym - mówi Łukaszewicz.

- Taka sytuacja - o ile miała miejsce - nazywa się utratą orientacji przestrzennej, czyli brakiem świadomości o rzeczywistym położeniu samolotu w przestrzeni. To częsta w lotnictwie przyczyna katastrof (wojskowa CASA-295 rozbiła się w2008 r. w Mirosławcu z tego samego powodu) - wyjaśnia ekspert.

Cała rozmowa w dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM