Jerzy Stuhr o walce z rakiem: Pokonuję chorobę

- Ja się odważyłem powiedzieć w czasie teraźniejszym, że pokonuję chorobę - mówi Jerzy Stuhr. Od września walczy z z rakiem. - Przyzwyczajam ludzi do swojego wyglądu - mówi w wywiadzie dla TVN aktor. I dodaje, że czuje się dobrze. Że ma w sobie wewnętrzny spokój. Że idzie we właściwym kierunku.
Gdy Jerzy Stuhr usłyszał diagnozę: rak krtani, jego życie kompletnie się zmieniło. Na razie koniec z filmem, teatrem. Nie wykłada też na uczelni. Teraz jest szpital. Ale robi coś, co jest bezcenne. Oswaja Polaków z rakiem. - Przyzwyczajam ludzi do mojego wyglądu i on już chyba taki pozostanie - zapowiedział, wspominając, jak dowiedział się, że dopiero teraz ma prawidłową wagę. Przez całe życie miał 20-30 kg nadwagi i nawet o tym nie wiedział. - Uspokoiłem się i postanowiłem, że tak musi być - powiedział z uśmiechem.

Oswajanie

Choroba nauczyła go cierpliwości: - Denerwowało mnie, że nie można postawić od razu diagnozy. Już się nauczyłem, cierpliwości, że należy iść tymi drobnymi etapami, nie widzieć końca, bo on się może nagle zmienić - powiedział. - Jest lęk, ale ten lęk trzeba w sobie oswajać. Ale oswojenie polega na tym ,że znowu wyznaczasz sobie jakiś mały kroczek: jutro pójdę, jutro wyjdę z psem, wezmę biegówki i na nartach, i już jest lepiej - mówił. - Jak ci tylko dadzą szansę, powiedzą ci, że jest jakiś postęp, należy się tego tak kurczowo ucapić, bo to daje ogromną siłę, przynajmniej mnie.

"Naprawdę uwierzyłem w ludzi"

I już widzi ogromny odzew. Cieszy się na przykład, że buddystka z Mielna napisała mu, że medytuje za niego: - Dopiero teraz widzę, że warto było uprawiać ten zawód. Że to nie jest tylko pod pręgierzem i oceną, ale też po latach tej ciężkiej pracy dla ludzi jest odzew, gdy jest ci potrzebny. Nasz kraj nie jest takim krajem, gdzie wszyscy się lubią, (...) cieszymy się z nieszczęścia innych, a tutaj nagle wszyscy z taką ogromną serdecznością. Naprawdę uwierzyłem w ludzi. I to są ludzie młodzi i ludzie starsi. Też cierpiący, którym dałem nadzieję - mówił dziennikarce TVN Jerzy Stuhr.

"Ubieram się, no bo w szpitalu ludzie chodzą w szlafroku"

Mówi, że szpital, w którym przebywa bardzo go chroni. Ale to wciąż szpital - Wszystkie pokłady aktorstwa wydobywam z siebie, żeby na przykład w szpitalu zagrać przychodzącego do ambulatorium, a nie przebywającego tam na stałe - opowiadał. - Udaje się? - zapytała dziennikarka. - Ubieram się, no bo w szpitalu ludzie chodzą w szlafroku. Ja zawsze się ubieram: buty, marynarka, że niby tutaj przyszedłem - powiedział. Stuhr mówi, że nie nawiązał znajomości z innymi pacjentami ze szpitala, bo "wbrew pozorom nie jest osobą łatwo nawiązującą kontakty".

"Trzeba się zresetować"

- Gdy się człowiek dowie, to jak mówi młodzież trzeba się natychmiast zresetować. Zero, zapomnieć co było i wszystko zaczynamy od nowa. Nie gryźć się niezałatwionym, bo to pogłębia stan ducha - powiedział. - Sam sobie powiedziałem, dobra, daję sobie rok.

Jerzy Stuhr czeka teraz na narodziny drugiej wnuczki, która ma przyjść na świat w kwietniu - w dniu jego urodzin. - Dostałbym piękny prezent, dla którego najbardziej warto żyć - cieszył się aktor. Szykuje się też do wydania książki. - Najpiękniej by było, gdyby ta książeczka miała swoją puentę "proszę państwa, muszę kończyć, bo mam próbę w teatrze" - mówił Stuhr.

DOSTĘP PREMIUM