"Nagranie w mediach to publiczny lincz?". Rutkowski: To były rejestratory ''Super Expressu''

- Dlaczego dał pan nagranie zeznań matki Magdy mediom? By wykonać publiczny lincz? - pytała w TVN24 Katarzyna Kolenda-Zaleska. Rutkowski odparł: To nagranie było własnością mediów. Rejestrator należał do ''Super Expressu''. - Poszedł pan na układ z tabloidem? - dopytywała dziennikarka. Z kolei rzecznik KGP Mariusz Sokołowski po raz kolejny zarzucił Rutkowskiemu utrudnianie pracy policji i nieetyczne działanie.
W sobotnich "Faktach po Faktach" wybuch ostry spór pomiędzy Krzysztofem Rutkowskim a Mariuszem Sokołowskim z KGP, a także na linii Rutkowski-dziennikarka Katarzyna Kolenda-Zaleska. - Dlaczego pan przedstawił to nagranie mediom? - pytała prowadząca program. - To nagranie należało do mediów. Rejestrator należał do ''Super Expressu'' - odparł Rutkowski. - Poszedł pan na układ z tabloidem, by wykonać publiczny lincz na tej kobiecie... - podsumowała dziennikarka. - Poszedłem na układ z pani stacją. Ona jako pierwsza wyemitowała ten film - odpowiedział poirytowany Rutkowski.

Katarzyna Kolenda-Zaleska zarzuciła Rutkowskiemu, że nie przejmował się dobrem matki. - A jakie można mieć na myśli dobro wobec kobiety, która albo popełniła zabójstwo, albo spowodowała nieumyślną śmierć dziecka (wypowiedź oryginalna - red.)? Podkreślił, że matka Magdy "wprowadziła w błąd setki ludzi i pociągnęła za sobą ogromne koszty pracy policji i nie tylko". - O jakiej my etyce mówimy wobec osoby, która wprowadziła w błąd tylu ludzi? - dodał. - Czyli ona już nie ma godności? To pan ma dziwne poczucie człowieczeństwa - komentowała dziennikarka. - Pani posuwa się zbyt daleko - stwierdził Rutkowski.

''Pan nie jest detektywem!''

Brak etyki Rutkowskiemu zarzucał także rzecznik KGP Mariusz Sokołowski. - Zostało zrobione show. Mieliśmy do czynienia - i dalej mamy - z szopką. Zabrakło tu etycznego działania. Rodzina Magdy zawierzyła panu i prawdopodobnie rodzina też panu podziękuje za to, że - emocjonalnie - rozjechał ją pan walcem. Policja działała zgodnie z etyką - stwierdził rzecznik KGP. - W ustawie o usługach detektywistycznych to jest zapisane. No, ale pan Krzysztof nie jest detektywem. Zna pan ustawę. Kto może wykonywać czynności detektywa? Czy ma pan licencję? - pytał Rutkowskiego.

- Nie mam licencji. Została mi cofnięta za to, że ratowałem ludzi, którym spalono hurtownię - powiedział i zaznaczył, że nie wykonywał żadnych czynności detektywistycznych.

''Utrudnił pan pracę policji!''

Zdaniem Sokołowskiego policja osiągnęłaby ten sam efekt, a działanie na własną rękę tylko zaszkodziło. - Utrudnił pan pracę i policji, i prokuratury - stwierdził Sokołowski. - Rozmowy mamy Magdy z Krzysztofem Rutkowskim nie byłoby, gdyby nie wcześniejsza praca policji. My też z nią rozmawialiśmy. Widziała, że krąg podejrzeń jest coraz bliżej, i to była kwestia czasu, kiedy powiedziałaby to, co powiedziała panu Rutkowskiemu. Nieważne zresztą, komu. Ważne jest to, co stało się potem (prezentacja nagrania mediom - red.). To dla mnie rzecz skandaliczna - stwierdził rzecznik KGP. Według Sokołowskiego "to samo można było osiągnąć z poszanowaniem emocji i praw drugiego człowieka", "szanując drugą stronę i zasady etyki zawodowej".

- Moje działania nic nie utrudniły, bo wy nie zrobiliście nic - ripostował Rutkowski. Zarzucił policji opieszałość i brak zdecydowania. Jak przekonywał - to jego praca pomogła śledczym i doprowadziła do ujawnienia prawdy. - Na podstawie moich zeznań i nagrania prokurator mógł podjąć stosowne czynności wobec Katarzyny W. - stwierdził Rutkowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM