Ojciec Madzi: Jak wynosiłem wózek córka jeszcze żyła

- Żona wróciła do domu po pieluchy. To wtedy musiało się to stać - mówi o śmierci półrocznej Magdy ojciec dziewczynki w rozmowie z RMF FM. Mężczyzna twierdzi, że kiedy pomagał żonie wynosić z mieszkania wózek z dzieckiem, ich córka jeszcze żyła.
- Nie wiem, co się stało. Nie było mnie wtedy z żoną w mieszkaniu. Z tego, co wiem, to ona wróciła do domu po pampersy - opowiada w rozmowie z rozgłośnia. Twierdzi, że rozstali się z żoną "jakieś pięć minut po wyjściu z domu - my skręciliśmy w lewo, żona poszła w prawo". On pojechał do rodziców po drzewo, a jego żona poszła pieszo do swojej matki. To wtedy miała wrócić do domu po pieluchy. - Weszła na górę i widocznie wtedy musiało się to stać - mówił.

"Żyliśmy z rodziną w kłamstwie - i to takim bardzo perfidnym"

Ojciec Magdy podkreśla, że kiedy znosili z żoną wózek, Magda jeszcze żyła: - Sąsiedzi nas widzieli. Nie wiem, skąd te domniemania, że mieliśmy z tym coś wspólnego wszyscy. Pytany, czy wierzy w słowa żony, że to był nieszczęśliwy wypadek, odpowiada: Ciężko teraz powiedzieć, w co się wierzy. Przez tyle dni żyliśmy z rodziną w kłamstwie - i to takim bardzo perfidnym - podkreślił

Dopytywany, czy nic nie zauważył, podkreśla: Żona. To jest najbliższa osoba. Wiadomo, że to się wierzy w każde słowo. No na tym polega to wszystko. Nie zastanawiałem się na tym, czy ona to mogła zrobić, skupiałem się przede wszystkim na odnalezieniu Madzi. Do samego końca nie wiedziałem - zapewnia.

DOSTĘP PREMIUM