Referendum ws. emerytur? Władza nie może ciągle mówić obywatelom: wiemy lepiej [EKSPERT]

?Solidarność? złożyła w Sejmie blisko 1,4 mln podpisów pod wnioskiem o referendum ws. reformy emerytalnej. Nie tylko związkowcy chcą, żeby to obywatele zdecydowali o zmianach. Ale przedstawiciel rządu konsekwentnie powtarzają, że referendum to zły pomysł. - Już na samym starcie mówimy obywatelom: korzystajcie z prawa, żeby siedzieć cicho. To chyba niezbyt da się pogodzić z koncepcją demokracji - uważa konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.
Do grupy przeciwników organizowania referendum należą m.in. prezydent Komorowski, premier Tusk i minister finansów Jacek Rostowski.



Jednym z argumentów, który często pada w tej dyskusji, są kłopoty ze sformułowaniem pytania referendalnego. - Nie sądzę, żeby poza granicami języka polskiego pozostawało sformułowanie sensownego pytania w tej kwestii - uważa dr Ryszard Piotrowski.

Jeśli Sejm zdecyduje się na prace nad wnioskiem "S", największy wpływ na kształt pytań będą mieli posłowie z komisji ustawodawczej. - Ale w pewnych granicach. Nie można zmienić wnioskodawcom merytorycznej treści pytań i zakresu przedmiotowego wniosku - wyjaśnił prawnik.

A co z demokracją?

Zdaniem konstytucjonalisty z Uniwersytetu Warszawskiego nie najlepiej by się stało, gdyby po raz kolejny politycy odrzucili pomysł przeprowadzenia referendum.

- Niebezpieczne jest takie zderzenie społeczeństwa, które coraz więcej wie i rozumie, z segmentem elity, który powtarza: a my wiemy lepiej. Oraz poszukuje rozmaitych uzasadnień, czasem całkiem rozsądnych, żeby powiedzieć: nie. Już na samym starcie mówimy obywatelom: korzystajcie z prawa, żeby siedzieć cicho. To chyba niezbyt da się pogodzić z koncepcją demokracji - mówił prawnik w Komentarzach Radia TOK FM.

Z ludźmi trzeba rozmawiać

Zdaniem dr. Piotrowskiego niechęć do przeprowadzania referendów wynika z przekonania, że jeśli ma się większość w Sejmie, nie trzeba nikogo pytać o zdanie. A jak podkreślił, choćby

sprawa ACTA pokazała, czym kończy się brak konsultacji społecznych.

Dlatego prawnik apeluje o rozmowy w sprawie reformy emerytalnej zaproponowanej przez rząd Donalda Tuska. Jak mówił, konsultacje mogą rozwiązać problem wniosku o referendum. - Być może takie rozmowy spowodują, że wniosek "Solidarności" jest bezprzedmiotowy. Bo wnioskodawca uzna, że znaleziono rozwiązanie, które jest na tyle wyraziste, prospołeczne i uzasadnione, że nie trzeba uruchamiać kosztownej machiny referendalnej - stwierdził konstytucjonalista.

Nie jest wykluczone, że wniosek "S" nie będzie jedynym, jaki wpłynie do Sejmu. Podpisy poparcia zbiera też SLD.

Żeby złożyć w parlamencie obywatelski wniosek o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego, trzeba zebrać przynajmniej 500 tys. podpisów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM