Sanepid nie tknął worka z solą, patrzył w papiery. Nikt nie wpadł na to, że sól można podrabiać

Przez niemal dekadę nikt się nie zorientował, że zakłady spożywcze stosowały do produkcji żywności sól przemysłową. Jak to możliwe? - Nikt nie wpadł na to, że sól można podrabiać, więc nikt jej nigdy porządnie nie przebadał - mówi nam Tomasz Patora z TVN, któremu odkrycie afery solnej zajęło niemal pół roku.
TVN ujawnił , że wśród firm, które korzystały z soli przemysłowej zamiast z soli spożywczej, są potentaci polskiego rynku mięsnego, m.in. zakłady JBB w Łysych, oraz duże zakłady rybne, m.in. Larus z Wielkopolski.

Joanna Berendt, Gazeta.pl: Jak wpadliście na trop afery solnej?

Tomasz Patora, "Uwaga" TVN: Sygnał dostaliśmy od jednego z uczciwych producentów soli w czasie wakacji. Ale ta afera pewnie nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie awaria linii produkcyjnej w zakładach Anwil SA we Włocławku. Niecałe dwa lata temu przestała ona produkować m.in. chlor, przy produkcji którego odpadem jest właśnie sól wypadowa. Przez tę awarię przez pół roku Anwil nie dostarczał na rynek soli przemysłowej. I w tym czasie nastąpiło zdumiewające przetasowanie na rynku soli. Mali producenci soli spożywczej odnotowali nawet o połowę wyższe przychody. Popyt na ich produkty był ogromny. I nagle wszystko wróciło do normy, kiedy Anwil wznowił produkcję chloru. Wtedy stało się jasne, że sprzedawana przez niego sól odpadowa trafia na rynek jako sól spożywcza.

I ten proceder miał trwać aż 10 lat. Skąd to wiecie?

- My sami jesteśmy gotowi poświadczyć, że proceder trwał przynajmniej pół roku, bo tego sami byliśmy świadkami. Ale pierwsze sygnały o potencjalnych oszustwach pojawiały się już 10 lat temu. Sól wypadowa w tamtym okresie wyglądała dużo gorzej niż dzisiaj. Nie było wystarczających narzędzi do elektrolizy, więc sól ta miała żółtawosiną barwę. W pewnym momencie producenci zaczęli bić na alarm, że sól w kilówkach [kilogramowych paczkach - przyp. red.] ma podejrzany kolor. Kontrole nie wykazały jednak niczego niepokojącego. Mimo to po rynku krążyły już plotki, że sól wypadowa sprzedawana jest jako sól spożywcza.

Jakim cudem komuś udaje się ukryć coś takiego przez dekadę?!

- No właśnie. To było pierwsze pytanie, które sobie zadaliśmy. Odpowiedź brzmi: dzięki polskiej bylejakości. Służby sanitarne nie przeprowadzały do tej pory pełnych kontroli. Nawet nie zakładały, że sól można podrabiać. Sól spożywczą bada się tylko na obecność jodu, a peklosól - wyłącznie na obecność nitrytu. I to są jedyne parametry, które się sprawdza, tymczasem na ich podstawie nie da się stwierdzić, czy na pewno mamy do czynienia z solą spożywczą. A wystarczyłoby przebadać sól na obecność np. siarczanu, którego taka sól - w przeciwieństwie do soli wypadowej - zawierać nie powinna.

Kontrole służb sanitarnych są aż tak powierzchowne?

- Tak, w 2008 roku sanepid otrzymał sygnał, że Konsalt może sprzedawać sól wypadową jako sól spożywczą. Udał się więc z kontrolą, ale sprawdził tylko dokumenty, nie dotknął nawet worka z solą. Tymczasem dokumenty były fałszywe. Sól została bowiem "przeksięgowana" przez jeszcze jedną firmę, która rzekomo miała być producentem soli spożywczej. Owa firma była jednak zarejestrowana w innym województwie, więc sanepid nie mógł jej skontrolować. Ale my mogliśmy.

I co to była za firma?

- Firma znajdowała się w prywatnym mieszkaniu w zwykłym bloku. Otworzył nam facet w gaciach... To był ten wielki producent soli.

Jak więc zabraliście się do udowadniania oszustwa?

- Samo śledztwo rozpoczęliśmy we wrześniu. Skoncentrowaliśmy się na trzech firmach, które są odbiorcami soli wypadowej sprzedawanej przez Anwil, a jednocześnie oferują na sprzedaż także sól spożywczą - czyli Konsalcie, Amasolu i ZPS Łojewski. Przez niemal pół roku obserwowaliśmy wszystko, co wjeżdża i wyjeżdża z tych firm. Żeby nie wzbudzać podejrzeń, musieliśmy działać pod przykrywką zaprzyjaźnionej organizacji ekologicznej.

A kiedy zyskaliście pewność, że macie do czynienia z przestępstwem?

- Niepodważalny dowód zdobyliśmy dopiero pod koniec grudnia. Udało nam się wtedy sfilmować ciężarówkę załadowaną solą wypadową, która wyjechała z Anwilu do Amasolu. W Amasolu sól wypadowa została zapakowana do worków z napisem "sól spożywcza". Stamtąd została zawieziona prosto do zakładów przetwórstwa rybnego. I to widać na filmie.



Sprzedawanie soli przemysłowej jako soli spożywczej to dobry biznes?

- Dość. Tonę soli przemysłowej można dziś kupić za ok. 140 zł (choć niedawno było to jeszcze 115 zł). Tymczasem za tonę soli spożywczej trzeba już zapłacić ok. 400 zł. Amasal w zeszłym roku - według danych z KRS-u - miał przychód w wysokości 6 mln zł. Dochód pozostałych dwóch firm możemy podać tylko szacunkowo i wynosi on również kilka milionów złotych rocznie.

Czemu postanowiliście skontaktować się z policją?

- Mieliśmy duże wątpliwości. Po zebraniu wszystkich materiałów uznaliśmy jednak, że skala szkodliwości działania tych trzech firm jest tak duża, że zawiadomienie policji jest konieczne. Sól wypadowa może zawierać rakotwórcze dioksyny, a na rynek trafiło jej tysiące ton. Policja i CBŚ musiały mieć szansę zainterweniować, zanim jeszcze te zakłady zaczęłyby zacierać ślady. Żeby była jednak jasność - nie współpracowaliśmy z żadnymi służbami, tylko je powiadomiliśmy, co się dzieje w tych zakładach.

Kiedy to było?

- Dwa tygodnie temu, kiedy śledztwo mogliśmy uznać za zakończone i mieliśmy już wszystkie potrzebne materiały. Po skontaktowaniu się z policją od razu skonfrontowaliśmy się z producentami. Jak przebiegła ta konfrontacja, można zobaczyć na filmie.



Ujawnicie też, które firmy spożywcze korzystały z soli przemysłowej?

- Tak, ale nie możemy poręczyć, że każda z tych firm co do jednej została oszukana. Nie możemy tego zrobić, bo Konsalt/Amasol trzymał u siebie też sól spożywczą na wypadek kontroli. I nie wiemy, co się z tą solą stało. Możliwe, że trafiła ona do jednego z klientów Konsaltu i kontrola potem wykaże, że przecież zakład sprzedawał także sól spożywczą.

Firmy produkujące żywność były świadome, że kupują od tych zakładów sól przemysłową, a nie spożywczą?

- Nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić na pewno. Przynajmniej jedna z tych firm otrzymywała sygnały na ten temat i nic z nimi nie zrobiła.

Nie macie pewności, że firmy te świadomie wprowadzały swoich klientów w błąd, a jednak ujawniacie ich nazwy.

- Przez dwa dni nad tym debatowaliśmy w redakcji z prawnikami. W końcu doszliśmy do wniosku, że lepiej to zrobić. Z dwóch powodów. Po pierwsze, ich klienci mają prawo wiedzieć, że produkty tych firm mogą być niezdatne do spożycia. A po drugie, firmy te po części zawiniły, nie żądając od producentów soli odpowiednich certyfikatów spożywczych. Możliwe, że większa kontrola w tym przypadku mogła je ochronić przed staniem się ofiarą oszustwa.

Zatrzymano na razie pięć osób. Kim one są? Czy w aferę zamieszanych jest więcej osób?

- Tych pięć osób to właściciele tych trzech firm. I trudno nam powiedzieć, czy w sprawę zamieszany jest ktoś jeszcze. To ustali już prokuratura czy CBŚ.

Pierwszą część reportażu "Uwagi" można obejrzeć na stronie programu Druga część już dziś o 19.50 >>

DOSTĘP PREMIUM