Nie panikujmy. Nie wiemy, czy sól wypadowa nam szkodzi - eksperci o aferze solnej

- Dopóki nie będzie rzetelnej analizy danych, trudno mówić o jakichkolwiek konsekwencjach zdrowotnych - mówi dla Gazeta.pl Joanna Smolińska z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, komentując obawy ws. stosowania soli wypadowej w produktach spożywczych. Wstępne wyniki badań znane będą w przyszłym tygodniu. Na razie eksperci uspokajają: gdyby sól wypadowa rzeczywiście zagrażała ludziom, przemysł spożywczy nie mógłby tak długo ukrywać jej wykorzystywania.
W tzw. soli wypadowej wykorzystywanej przez niektóre hurtownie i producentów żywności mogą znajdować się związki metali, azotu i substancji antyzbrylających. Istnieje ryzyko, że stężenie siarczanu sodu jest wyższe niż w soli jadalnej.

Jak mówił dzisiaj w "Komentarzach" TOK FM Andrzej Trybusz, szef wielkopolskiego sanepidu, obecność tych związków w soli jest właśnie sprawdzana. - Mając kompleks badań, będziemy wiedzieli, na ile ta sól parametrami odbiegała od soli jadalnej - mówił Trybusz. Wykluczył jednak, że znajdują się w niej substancje rakotwórcze.



Według niego gdyby sól wypadowa faktycznie powodowała zmiany w stanie zdrowia, to jej wykorzystywanie w produkcji spożywczej nie mogłoby tak długo trwać. Wstępne wyniki badań prowadzonych przez Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Poznaniu przy udziale Inspektoratu Weterynarii znane będą w przyszłym tygodniu.

Według Joanny Smolińskiej z Państwowego Zakładu Higieny przynależącego do Narodowego Instytutu Zdrowia ocena wpływu podejrzanej soli na organizm jest procesem naukowym, dlatego analizy ryzyka powinien dokonać instytut naukowy. - Dopiero po zrobieniu rzetelnej analizy ryzyka można mówić o ewentualnych konsekwencjach zdrowotnych, jeśli w ogóle takie będą - zaznaczyła Smolińska w rozmowie z portalem Gazeta.pl. Anonimowy pracownik jednej ze stacji toksykologicznych stwierdził, że nie dochodzi do niepokojąco większej liczby przypadków zatruć. Ich liczba - póki co - się nie zmienia.

Sól wypadowa ma więcej środka przeczyszczającego

Według szefa wielkopolskiego sanepidu dla tzw. soli wypadowej normy zawartości różnych związków są inne niż dla soli kuchennej. W tej pierwszej dopuszczalna zawartość siarczanu sodu jest znacznie wyższa. Jest to związek chemiczny, który nie jest zaklasyfikowany jako szkodliwy. - Nazywany jest solą glauberską i stosowany jako środek przeczyszczający. Nie jestem z wykształcenia toksykologiem, ale opieram się na opinii krajowego konsultanta ds. toksykologicznych - podkreślił Trybusz.



Zapytany o nadzór nad obrotem soli mówi, że odbywał się on zgodnie z obowiązującymi normami i procedurami. Według niego sól wypadowa organoleptycznie niczym nie różniła się od soli jadalnej. Była właściwie pakowana, oznakowana, towarzyszyły jej niebudzące wątpliwości dokumenty. Parametry zgodnie z polską normą również nie budziły wątpliwości. Polska norma od 1998 roku nie przewiduje badania w soli związków siarki.- I myśmy tego nie badali - dodał Trybusz.

Afera solna - zarzuty i kontrole

Śledztwo w sprawie afery solnej zostało wszczęte po zawiadomieniu dziennikarzy TVN, którzy odkryli, że niektórzy producenci żywności, w tym potentaci, od 10 lat używają do produkcji soli wypadowej zamiast kuchennej. Przez ostatnie kilka miesięcy sprawą zajmowali się równocześnie reporterzy i policjanci. Prokuratura postawiła już zarzuty pięciu podejrzanym.

Policja zabezpieczyła niemal 500 ton podejrzanej soli. Skontrolowano 88 firm w 12 województwach. Zapowiada, że więcej informacji przekaże w ciągu dnia.

DOSTĘP PREMIUM