"Byłem pół metra od śmierci. Przedział przede mną przestał istnieć"

- Nie potrafię przestać patrzeć na zdjęcie rozerwanego wagonu. Miałem niesamowite szczęście. Przedział znajdujący się tuż przede mną po prostu przestał istnieć - mówi nam mężczyzna (chce pozostać anonimowy), który wyszedł cało z katastrofy kolejowej pod Szczekocinami koło Zawiercia. Wracał do Warszawy pociągiem PKP Intercity. Siedział na końcu ostatniego wagonu 1. klasy. Oto jego relacja:
"Pół metra ode mnie zakończyła się strefa maksymalnego zgniotu. Pociąg się w tym momencie przerwał. Z przedziału przede mną wyjmowano ciała... Miałem nieprawdopodobne szczęście. To, że mam drobne rany na rękach i nogach i trochę strat materialnych, wydaje mi się teraz cudem, w który nie do końca potrafię uwierzyć.

Wydostałem się z wraku o własnych siłach

Służby ratunkowe zaczęły pojawiać się na miejscu już po ok. 20 minutach od momentu zderzenia. Kiedy udało mi się wydostać z wraku wagonu, zorganizowano już miejsca na polanie, na której gromadzono pasażerów, którym udało się wyjść o własnych siłach. Niedługo później zaczęło się przewożenie osób do szkoły, bo na miejscu brakowało miejsca dla nadjeżdżających karetek i wozów straży pożarnej.

Już kilkanaście minut po zderzeniu na miejscu katastrofy pojawiły się sępy

Jak już byliśmy w szkole, policja mówiła, że miejsce będzie zabezpieczone i wszystkie straty zostaną pokryte. Na miejscu było wielu strażaków, ale też jakichś gości. Wyglądali na dresiarzy, którzy krążyli i szukali "fantów". Ale mogę się mylić. Policja nie reagowała, był zbyt duży chaos, trzeba było ratować ludzi.

Mieszkańcy Chałupek byli po prostu niesamowici

Byłem zaskoczony niezwykle sprawną organizacją panującą w jednej z dwóch szkół, do której przewożono pasażerów. Pojawiło się wiele osób, to chyba byli wszyscy mieszkańcy wsi Chałupki. Zachowywali się bardzo opiekuńczo i gościnnie - przynosili ze sobą kanapki, parzyli herbatę. To niesamowite. Lokalny sklepikarz przyniósł ze sobą zgrzewki jogurtów i kefiru. Około godziny pierwszej w nocy PKP podstawiło autokary mające przewieźć poszkodowanych m.in. do Krakowa czy Warszawy. W międzyczasie nieliczne ciężko ranne osoby, które przewieziono do szkół, były zabierane do szpitali.

Ludzie mniej poszkodowani nie zajmowali uwagi ratowników

Pasażerom zapewniono podstawową pomoc medyczną, jednak koncentrowano akcję ratunkową na osobach z poważniejszymi obrażeniami. Ludzie, którzy nie mieli żadnych złamań ani poważniejszych obrażeń, starali się nie zajmować uwagi ratowników". W ocenie mężczyzny pomoc zorganizowano niezwykle szybko i sprawnie.



DOSTĘP PREMIUM