W jaki sposób pociągi znalazły się na tym samym torze? [INFOGRAFIKA]

Dlaczego pociągi PKP InterCity i Przewozów Regionalnych znalazły się na jednym torze? Co się wydarzyło między posterunkami szlakowymi w Sprowie i Sarzynach? Rozważane są trzy hipotezy. Błąd jednego z dyżurnych ruchu, awaria urządzeń szlakowych lub błąd jednego z maszynistów.
Przygotowaliśmy infografikę pokazującą, jak wyglądała sytuacja w sobotę o godz. 21 na newralgicznym odcinku liczącym 14,82 kilometra pomiędzy dwoma nastawniami (posterunkami szlakowymi), w których urzędują dyżurni ruchu.

Zderzenie nastąpiło w pobliżu miejscowości Chałupki (woj. śląskie): 11 kilometrów od posterunku szlakowego w Starzynach i 3,82 kilometra od posterunku w Sprowie, nieopodal wjazdu na Centralną Magistralę Kolejową.

Gdzie znajdowały się pociągi tuż przed katastrofą?

  • Pociąg TLK relacji Przemyśl - Warszawa jechał od strony Kozłowa torem 2. Zwykle jeździł torem 1., ale od 1 marca jego część jest modernizowana. Maszynista dostał od dyżurnego ruchu z posterunku szlakowego Sprowa sygnał zastępczy (zezwala na wjazd na tor w szczególnych okolicznościach, np. podczas awarii sygnalizatorów lub remontu przeprowadzanego na szlaku) na semaforze. Gdy minął już torem 2. wyłączony z ruchu fragment toru 1., został ponownie skierowany na tor 1.
  • Pociąg InterRegio relacji Warszawa - Kraków jadący od strony Psar, dostał sygnał zastępczy na semafor z posterunku szlakowego Starzyny, po czym - z nieznanego jeszcze powodu - również znalazł się na torze 1. Zazwyczaj te pociągi ze strony Warszawy wjeżdżają na tor 2. i mijają skład jadący z przeciwnego kierunku po swojej lewej stronie.



    Błąd na posterunku Starzyny?

    Jedna z hipotez na temat przyczyn wypadku jest taka, że błąd powstał w posterunku szlakowym Starzyny - dyżurny ruchu mógł skierować pociąg na niewłaściwy tor. Potwierdzić może to jednak dopiero Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych.

    Początkowo nie było jasne, który z pociągów jechał prawidłowo, a który znalazł się nie na "swoim" torze. Zwykle w sytuacjach gdy nie ma półautomatycznego kierowania ruchem, ustalają to telefonicznie między sobą właściwi dyżurni ruchu (w tej sytuacji - dyżurni z posterunku szlakowego Sprowa i z posterunku Starzyny). Sporządzają z tego pisemny raport lub - gdy rozmawiają drogą radiową - ich ustalenia są nagrywane. Zapewne będzie wkrótce jasne, co ustalili między sobą dyżurni. Jednak - jak powiedział minister Sławomir Nowak - w tej sytuacji to pociąg Warszawa - Kraków jechał pod prąd - znalazł się nie na "swoim" torze.

    Pomyłka dyżurnego czy awaria systemu?

    Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że maszyniści obydwu pociągów zostali skierowani na ten sam tor.

    Albo jeden z dyżurnych nie upewnił się, czy tor, na który wyprawia pociąg, jest wolny, albo wiedział to, ale pomylił się, ustawiając zwrotnicę. Albo też pomiędzy dyżurnymi obu nastawni, którzy ustalali, na który tor każdy z nich wyprawia "swój" pociąg, nastąpił błąd w komunikacji, źle zrozumieli swoje intencje. W rezultacie oba pociągi trafiły na ten sam tor i doszło do zderzenia.

    Inna hipoteza jest taka, że ustawienie tzw. głowicy rozjazdowej, czyli zespołu rozjazdów znajdujących się na szlaku, było prawidłowe, żaden z dyżurnych nie zawiódł, ale mogło dojść do awarii, na przykład któryś z rozjazdów mógł być niesprawny.

    Wiadomo, że obaj dyżurni byli trzeźwi, a do katastrofy doszło w momencie, gdy zaczynali swój 12-godzinny dyżur (byli w tzw. pierwszej kwarcie).

    Czy można wykluczyć błąd maszynisty?

    Czy to możliwe, by jeden z maszynistów wjechał na tor, mimo że miał na semaforze czerwone światło? Co by się wtedy stało? Dyżurny ruchu, gdy widzi, że pociąg wjeżdża na szlak, na który go nie wyprawił, uruchamia radio stop - modulowany sygnał, który odbiera radio w lokomotywie i automatycznie wywołuje nagłe hamowanie we wszystkich pociągach, które znajdują się w zasięgu tego sygnału, czyli w promieniu ok. 20 km. Takie rozwiązanie zostało wprowadzone po katastrofie pod Otłoczynem k. Torunia w sierpniu 1980 r. Doszło wówczas do czołowego zderzenia pociągu osobowego relacji Toruń - Łódź Kaliska z pociągiem towarowym. Dyżurni ruchu widzieli wtedy, że pociągi jadą naprzeciwko siebie, że dojdzie do zderzenia ,i nie mogli nic zrobić. Zginęło wówczas 65 osób, a 66 zostało rannych.

    Jednak - jak mówił dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" Grzegorz Herzyk - dyżurny ruchu z 20-letnim stażem, zwykle dyżurny nie widzi, co się dzieje na szlaku. - Nie ma żadnego podglądu z kamery na to, co się dzieje. Nie widzi na żadnym monitorze, że pociągi jadą na siebie.

  • DOSTĘP PREMIUM