Śledztwo ws. katastrofy: zabezpieczone rejestratory, świadkowie, dwie hipotezy

Błąd ludzki lub awaria techniczna - takie dwie równoprawne wersje śledcze zakłada Prokuratora Okręgowa w Częstochowie, która prowadzi śledztwo ws. katastrofy. Prok. Tomasz Ozimek wyjaśnia nam też zmieniające się informacje na temat liczby zidentyfikowanych ofiar. - Identyfikacja jest wówczas, gdy tożsamość zmarłego zostanie ustalona na podstawie okazania krewnym - mówi.
Siedmioro prokuratorów z Częstochowy było w sobotę w nocy na miejscu katastrofy. Jednymi z pierwszych przesłuchanych byli dyżurni ruchu, którym zbadano stan trzeźwości. - Obaj byli trzeźwi - mówi Romuald Basiński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Prokuratorzy współpracują z policjantami ze Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Śledczy przez całą niedzielę przesłuchiwali świadków, gromadzili dokumenty. Późnym popołudniem udało im się zabezpieczyć rejestratory z obu lokomotyw. Zebrali też dokumentację przejazdu z posterunków i nastawni na trasie. - Od początku ściśle współdziałamy z Państwową Komisją Badania Wypadków Kolejowych. Informacje ekspertów są dla nas niezwykle użyteczne. Ta współpraca będzie niezbędna w tym śledztwie - mówi Basiński.

- Nie będziemy komentować spekulacji na temat przyczyn katastrofy - mówił pracujący na miejscu tragedii prok. Tomasz Ozimek z wydziału śledczego prokuratury. Prokuratura zakłada dwie równoprawne wersje śledcze - błąd ludzki lub awarię techniczną.

Trudności z identyfikacją, przy ciałach nie było dokumentów

Oprócz głównego wątku śledztwa prokuratorzy uczestniczyli też w identyfikacji ofiar katastrofy.

Wszystkie szczątki ofiar przetransportowano do kostnicy w Zawierciu. W niedzielę w identyfikacji uczestniczyły na zmianę trzyosobowe zespoły prokuratorskie z Myszkowa i Zawiercia. Do godzin popołudniowych z 14 zwłok zidentyfikowano bez wątpliwości sześć ciał, w tym obywatelki USA - na podstawie dokumentów tożsamości i okazań krewnym. Zidentyfikowane zwłoki przewożono do Zakładu Medycyny Sądowej w Katowicach. Sekcje mają wskazać prokuraturze rodzaj śmiertelnych obrażeń.

Kolejne dwa ciała zostały zidentyfikowane z dużym prawdopodobieństwem na podstawie dokumentów. Czekano jeszcze na przyjazd do Zawiercia członków rodzin zmarłych. Nie ustalono tożsamości sześciu ciał. - Nie było przy nich żadnych dokumentów.

Identyfikacja jest wtedy, gdy tożsamość ofiary potwierdzi rodzina

W niedzielę po południu w rozbitym wagonie odkryto jeszcze dwa ciała. Prokuratura także uznała je za niezidentyfikowane. - Dla nas identyfikacja jest dopiero wówczas gdy tożsamość zmarłego zostanie ustalona na podstawie okazania krewnym - wyjaśnia zmieniające się informacje na temat liczby zidentyfikowanych ofiar katastrofy - mówił nam w niedzielę wieczorem prok. Tomasz Ozimek.

Jeszcze po godzinie 19, gdy wiadomo było, że w rumowisku nie ma już więcej ciał, prokuratorzy przy zapadających ciemnościach nadal zabezpieczali ślady, zbierali dowody. - Gdy okaże się, że jest to zbyt niebezpieczne, z uwagi na możliwość zawalenia się zmiażdżonych wagonów, przerwiemy prace do rana - zastrzegał prok. Ozimek.

DOSTĘP PREMIUM