Co zmyliło dyżurnego? Pociąg "Gubałówka" jednak kursował

Co sprawiło, że doszło do czołowego zderzenia dwóch pociągów? "Fakt" postawił tezę, że dyżurny ruchu ze Starzyn mógł myśleć, że rozjazd trzeba przestawić w związku z pociągiem "Gubałówka" z Zakopanego do Warszawy, który miał tego dnia nie jechać. Okazało się jednak, że skład jechał.
Dyżurny ruchu w Starzynach został wczoraj zatrzymany przez policję. To około 50-letni mężczyzna z kilkunastoletnim stażem pracy. Szybko odkryto, że próbował fałszować dokumentację, najprawdopodobniej chcąc ukryć swój błąd.

Mężczyzna trafił do szpitala psychiatrycznego, obawiano się, że może popełnić samobójstwo. Z powodu złej kondycji psychicznej jeszcze go nie przesłuchano i nie przedstawiono mu zarzutów.

Teoria "Faktu": dyżurny zapomniał, że pociąg nie kursuje

Dziennik "Fakt" postawił hipotezę, że przyczyną katastrofy mógł być bałagan w papierach dyżurnego ruchu w Starzynach związany z kursowaniem pociągu IR "Gubałówka" z Zakopanego do Warszawy. To skład okresowy, który przestał kursować po zakończeniu ferii zimowych. Dzień wypadku był pierwszą sobotą, w którą pociąg nie kursował. Gdyby jechał, około 19.40 przejeżdżałby przez Starzyny w stronę Warszawy i po jego przejechaniu należałoby przestawić rozjazd.

Wg "Faktu" dyżurny mógł zauważyć brak wpisu swojego poprzednika o "Gubałówce". Najprawdopodobniej uznał, że poprzednik pomylił się i nie wpisał przejazdu "Gubałówki" i nie przestawił rozjazdu. Myśląc, że "Gubałówka" kursuje, dyżurny przestawił rozjazd. Według "Faktu" był to błąd, bo ostatnim pociągiem był IC "Sawa" i rozjazd był ustawiony prawidłowo.

"Gubałówka" jednak jechała

Na prośbę naszych czytelników skontaktowaliśmy się z PKP i ustaliliśmy, że IR "Gubałówka" jechał w ostatnią sobotę.



DOSTĘP PREMIUM