Wyciek zdjęć rzeczy ofiar katastrofy smoleńskiej? Zdjęcia są od 1,5 roku na stronie "Super Expressu"

Linki do ok. 60 zdjęć przedmiotów należących do ofiar katastrofy smoleńskiej pojawiły się dziś w komentarzu gościa Niezaleznej.pl. Serwis Tomasza Lisa Natemat.pl podniósł alarm: - Doszło do wycieku! Ktoś wykradł fotografie i nie miał skrupułów, by umieścić je w sieci. Tymczasem - jak ustaliliśmy - wszystkie te zdjęcia od 2010 r. są dostępne w serwisie "Super Expressu".
Na stronie serwisu Niezalezna.pl (związanego z "Gazetą Polską") pod jednym z artykułów pojawił się anonimowy komentarz, a w nim linki do ok. 60 zdjęć pokazujących przedmioty należące do ofiar katastrofy smoleńskiej. Są wśród nich legitymacje agentów BOR, dokumenty, fragmenty ubrań czy telefonów. Niepodpisany gość portalu umieścił fotografie na popularnej stronie służącej do publikowania zdjęć i obrazków w sieci, a linki wkleił w komentarz.

Serwis Natemat.pl rozpętuje burzę

Już kilkadziesiąt minut później serwis Tomasz Lisa Natemat.pl, napisał na czołówce, że doszło do wycieku zdjęć, które ktoś najprawdopodobniej wykradł z prokuratury i bez skrupułów umieścił w sieci. Artykuł został zilustrowany kilkoma zdjęciami. Wyciek zdjęć stał się wiodącym tematem serwisu Natemat.pl



Publikacja zdjęć wzburzyła czytelników. Pod tekstem pojawiło się kilkanaście komentarzy tych, którzy stwierdzili, że serwis "żeruje na tragedii smoleńskiej".

Głosy oburzenia pojawiły się też na Twitterze. Prawicowa publicystka Joanna Lichocka napisała: "Natemat żeruje na katastrofie smoleńskiej. Zdjęcia, które ktoś dał na forum Niezależnej, usunięto, ale ci grzeją i publikują. Żałosne draństwo". W podobnym tonie oburzał się Marek Magierowski z tygodnika "Uważam Rze".

Naczelny Natemat.pl: "Po tej publikacji nikt w przeciek nie wątpi"

Natemat.pl zdjęcia szybko usunął, pojawił się natomiast komentarz redaktora naczelnego: - Opublikowaliśmy zdjęcia ze Smoleńska nie dlatego, żeby szokować i nie w trosce o oglądalność. Bardzo starannie wybraliśmy takie, które były maksymalnie neutralne. Ale i tak nie uniknęliśmy kontrowersji - napisał w komentarzu Tomasz Machała red. naczelny Natemat.pl. - Zdjęcia opublikowaliśmy tylko po to, by udowodnić, że doszło do przecieku. Po tej publikacji nikt w przeciek nie wątpi, prokuratura wojskowa zajęła się sprawą. Uznaliśmy, że osiągnęliśmy cel i dlatego zdjęliśmy ze strony zdjęcia i zostawiliśmy sam tekst.

Niezalezna.pl: "To może być prowokacja wymierzona w nasz portal"

Głos redakcji na temat zdjęć pojawił się także na stronie Niezalezna.pl. - W kilku komentarzach pojawiły się linki do zdjęć przedmiotów i dokumentów należących do ofiar katastrofy smoleńskiej. Na jednej z fotografii widać teren katastrofy z porozrzucanymi ciałami. Z opisów niektórych zdjęć, których część została zrobiona tuż po tragedii, jednoznacznie wynika, że są to dowody rzeczowe prokuratury - czytamy w komentarzu redakcji. - Nie wiemy, czym kierowała się osoba, która zamieściła w naszym portalu komentarze zawierające linki do takich fotografii, ale bez względu na intencje, z oczywistych przyczyn zostały one usunięte. Nie wykluczamy, że zamieszczenie linków miało charakter prowokacji wymierzonej w nasz portal -dodają autorzy .

Wyciek? Prowokacja? Zdjęcia są od 1,5 roku w internecie i zostały opublikowane w książce

Jeśli faktycznie nastąpił wyciek zdjęć pokazujących przedmioty należące do ofiar katastrofy smoleńskiej, to - jak ustaliła Gazeta.pl - miał on miejsce półtora roku temu i uszedł uwadze wszystkich.

Skopiowaliśmy zdjęcia umieszczone w linkach (w owym anonimowym komentarzu pod artykułem w Niezaleznej.pl) i po prostu wrzuciliśmy je do wyszukiwarki Google.

Okazuje się, że wszystkie te zdjęcia są od dawna dostępne w internecie. Pojedyncze - pojawiały się na stronach portali informacyjnych, ale gros z nich opublikował "Super Express" na swojej stronie internetowej jeszcze w październiku 2010 r. jako ilustracje kolejnych tekstów. Co więcej - zdjęcia te zostały również opublikowane w książce "Kto naprawdę ich zabił" napisanej przez dziennikarzy "Super Expressu", wydanej ponad rok temu przez wydawnictwo Pandora.

DOSTĘP PREMIUM