Tysiące wojskowych ciężarówek do wymiany. Sypią się

Kilka tysięcy terenowych ciężarówek polskiego wojska się sypie. Ponad dwie trzecie z nich ma ponad ćwierć wieku, a niektóre jednostki jeżdżą wozami poradzieckimi. MON planuje nowy wielki przetarg. Szacuje się, że wart miliard złotych - pisze ?Gazeta Wyborcza?.
Taki samochód musi przejechać trudny teren - np. wertepy poligonów. Wojsko używa ich do przewozu żołnierzy, służą jako kuchnie polowe, kontenery ze sprzętem i uzbrojeniem. Czasami mogą być opancerzone. Jednocześnie trzeba je łatwo przerzucać w dowolny rejon świata, gdzie akurat polscy żołnierze służą na misji. Trzeba je wtedy załadować do samolotów transportowych typu C-130 Hercules, jakimi lata polska armia i większość krajów NATO. Nasze wojsko ma dzisiaj takich ciężarówek kilka tysięcy. Co z tego, skoro w większości to samochody typu Star 266 - konstrukcja z lat 70. ubiegłego wieku, choć ostatnie takie pojazdy nasza armia kupowała jeszcze w połowie lat 90.

- Ponad 70 proc. używanych w wojsku ciężarówek ma więcej niż 25 lat - mówi "Gazecie" minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. - Wymiana tego taboru w ciągu najbliższych lat jest po prostu konieczna. Co do liczb i terminów nie ma ostatecznych decyzji - dodaje. Oficjalnie MON podaje jeszcze, że kilka procent ciężarówek w polskim wojsku to pojazdy poradzieckie i poniemieckie.

Jak się nieoficjalnie dowiedziała "Gazeta", nowy wielki przetarg zostanie ogłoszony prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Minister Siemoniak nie mówi, ile pojazdów musimy kupić, ale według ekspertów chodzi o tysiące ciężarówek. Koszt jednego pojazdu to kilkaset tysięcy złotych, nawet pół miliona. Zakup dwóch tysięcy pojazdów daje więc około miliarda złotych.

Więcej na ten temat w "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM