Wielowieyska: Kościół nie chce poprawić wizerunku. Po prostu mu się nie chce

- Kościół nie czuje żadnej mobilizacji, żeby się zmieniać, poprawiać jakość katechezy, poprawiać wizerunek działalności proboszczów, by kazania rzeczywiście przyciągały ludzi, były czymś poruszającym dla ludzkich sumień. Kościołowi się po prostu nie chce tego robić - mówiła w "Poranku TOK FM" prowadząca Dominika Wielowieyska. Polemizuje tym samym z dzisiejszym komentarzem Łukasza Warzechy w "Rzeczpospolitej".
A chodzi o opinię Warzechy dot. krytyki Kościoła katolickiego. Komentator napisał w "Rzeczpospolitej": "Notoryczni lewacy i ateiści, którzy nie odróżniają hostii od opłatka, są zmartwieni kondycją kleru, rozwodzą się nad rzekomymi pustkami w świątyniach i serwują dziesiątki recept, jak poradzić sobie z narastającymi problemami. Te recepty zwykle sprowadzają się do jednego: Kościół ma być bardziej otwarty - czytaj: ma się wreszcie przestać upierać, że istnieje jakaś jedna Prawda".

Wielowieyska odpowiada: On nie rozumie...

- Łukasz Warzecha nie rozumie podstawowych kwestii - odpowiedziała na ten komentarz Dominika Wielowieyska, prowadząca "Poranek TOK FM" i dziennikarka "Gazety Wyborczej". - Zatroskanie wykazują nie tylko "lewacy", notabene "notoryczni", lecz osoby, które są w tym Kościele. Problem polega na tym, że Kościół nie czuje żadnej mobilizacji, żeby się zmieniać, poprawiać jakość katechezy, by poprawiać wizerunek działalności proboszczów, by kazania rzeczywiście przyciągały ludzi, były czymś poruszającym dla ludzkich sumień. Kościołowi się po prostu nie chce tego robić - stwierdziła.

Jej zdaniem "zastraszającym zjawiskiem" jest bardzo niski poziom katechezy oraz "wciskanie młodym ludziom ciemnoty". - Mówią np., że leki homeopatyczne prowadzą do satanizmu, albo wmawiają młodzieży, że "cud w Sokółce" jest czymś nadzwyczajnym. To głoszenie "prawd", których sam Kościół nie zaakceptował - mówiła dziennikarka. - Póki Kościół nie zacznie rozmawiać z wiernymi, póki nie zacznie szukać dialogu i porozumienia, póki proboszczowie będą wykręcać się od roli lidera środowiska lokalnego, póty ten Kościół będzie tracił na znaczeniu, i to będzie zjawisko nieodwracalne.

Chodzi o rozliczanie?

Wielowieyska podkreśliła: - Dzisiaj próba zmuszenia Kościoła, aby precyzyjnie rozliczał się z publicznych pieniędzy, wydaje mi się słuszna. Myślę też, że w sytuacji, gdy różne grupy społeczne i zawodowe muszą zaakceptować wyrzeczenia, także Kościół powinien stanąć w tym rzędzie na zasadzie solidarności ze społeczeństwem. Na razie tego nie widać.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM