Armia weteranów z nowym prawem, ale nie doskonałym. "Nasze monity nie są brane pod uwagę"

30 marca w życie wejdzie ustawa o weteranach wojennych. Wg Stowarzyszenia Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju to duży krok do przodu, lecz - niestety - po tym stwierdzeniu nie brakuje "ale".
Lepszy dostęp do pomocy specjalistów, do leków czy do protez, a także finansowy zastrzyk, czyli dodatek weterana dla najciężej rannych - to wszystko ułatwi życie poszkodowanym w misjach. Ale... - Brakuje aktów wykonawczych, dzięki którym prawo mogłoby faktycznie służyć temu środowisku - ubolewa Daniel Kubas ze Stowarzyszenia Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju.

Tymczasem, zamiast minimalizować biurokrację, ustawa wprowadza kolejny dokument: legitymację weterana poszkodowanego, obok istniejącej już legitymacji osoby poszkodowanej poza granicami państwa. Nie udało się też pod skrzydła MON przerzucić żołnierzy, którzy podlegają ZUS. - A przecież problemy dotykają także żołnierzy niezawodowych, którzy byli na misjach - podkreśla Tomasz Kloc, prezes Stowarzyszenia. - Dzisiaj oni mają dużo większe problemy. Muszą często stawać przed komisjami ZUS-owskimi. Mimo że razem byliśmy towarzyszami broni na misjach, to jesteśmy pod zupełnie innymi systemami opieki. Oni wielokrotnie muszą udowadniać, że faktycznie ucierpieli - wyjaśnia Kloc.

Prezes stowarzyszenia nie do końca zadowolony jest także z samego przebiegu prac nad ustawą. - Nasze monity i to, co twierdziliśmy na temat rozporządzeń, nie jest brane pod uwagę. A mimo to pisze się, że było to z nami konsultowane i uzgodnione - kwituje.

Powojenny stres

Historia odnalezionego w Tatrach weterana Włodzimierza N. powinna otworzyć oczy Ministerstwu Obrony. Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju problem sygnalizuje od lat, dzięki jego staraniom od przyszłego roku w największych związkach taktycznych Wojska Polskiego powstaną stanowiska pełnomocników dowódców ds. weteranów.

Zdaniem Daniela Kubasa taki pełnomocnik, najlepiej w randze podsekretarza stanu, potrzebny jest też ministrowi obrony. - Musimy mieć świadomość, że to rzesza już ponad 100 tys. ludzi, w większości z doświadczeniem bojowym, którzy potrafią posługiwać się bronią, materiałami wybuchowymi, a dziś nie ma jakiegokolwiek monitoringu nad ich stanem psychofizycznym - uświadamia Kubas.

W polskim wojsku nie brakuje ani specjalistów, ani placówek medycznych, potrzeba zmiany mentalności. - Dużo tutaj zależy od kadry psychologów. To oni muszą wyjść do tych ludzi, bo liczenie na to, że to żołnierze sami będą się zgłaszać, jest dosyć marnym rozwiązaniem - kwituje.

- Ucieczka w alkohol, zamknięcie w sobie, agresja czy autoagresja... Z objawami PTSD, zespołu stresu pourazowego u weteranów wojskowych, można i trzeba walczyć - podkreśla Tomasz Kloc. - Nie było to brane pod uwagę przez dowódców, wręcz niektórych traktowano jak symulantów, którzy migają się od normalnego pełnienia służby - zaznacza Kloc.

Z wyliczeń stowarzyszenia wynika, że problem ze sobą może mieć nawet kilka procent weteranów. Kloc przywołuje jeden ze skrajnych przykładów: byłego wojskowego, który odreagował agresją skierowaną w najbliższych. - Jeżeli ktoś popełnia zbrodnię na współlokatorce i jej dziecku, to znaczy, że są to jakieś głębsze problemy. Warto tutaj wniknąć w tę psychikę i zbadać każdy taki przypadek - kwituje Kloc.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Armia weteranów z nowym prawem, ale nie doskonałym. "Nasze monity nie są brane pod uwagę"
Zaloguj się
  • chri-s48

    0

    Ministerstwo obrony wysyła na misje,płaci żołd w walutach ,to niech przejmie odpowiedzialność za skutki
    tych misji. Może wreszcie przestanie się opłacać wysyłanie wojsk poza nasze ojczyźniane terytorium w myśl
    zasady "pilnuj swojego nosa" bo i tak na tym nic nie zyskasz,tylko rannych,zestresowanych i trupy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX