Związkowcy na Warszawę. W strugach deszczu

Związkowcy z całej Polski wyjechali wczesnym rankiem na manifestację do Warszawy. Z Lublina wyjeżdżali, gdy na dworze jeszcze było ciemno, do tego padał deszcz. Ale nastroje były bojowe. - Jedziemy w słusznej sprawie, by nie podwyższać wieku emerytalnego - mówili przed wyruszeniem w trasę. W Warszawie może być ich nawet 50 tysięcy.
W jednym z autokarów spotkaliśmy panią Ewelinę, na co dzień pracującą w urzędzie pracy. - Chcemy pokazać, że także głos nas, młodych, się liczy - mówiła nam przed wyjazdem. Przyznała, że na taką manifestację jedzie po raz pierwszy. Jedzie, bo nie chce, by wiek emerytalny został podwyższony. - Jak pracować w wieku 67 lat? - pytała.

"Tragedia się robi"

Ferdynand Burył z Krzczonowa jest emerytem, ale prowadzi też gospodarstwo rolne. - Tragedia się robi, pieniążków nie ma, a jeszcze chcą podwyższać wiek emerytalny. Ludzie tego nie wytrzymają, nie ma mowy - powiedział reporterce TOK FM.

Pan Andrzej z trąbką

Związkowcy mają ze sobą m.in. bębny, trąbki, piszczałki, ale też transparenty, specjalne kamizelki z napisem "Nie dla podwyższenia wieku emerytalnego" i flagi. - Jesteśmy zaprawieni w bojach - powiedział nam pan Andrzej, który przyjechał z czerwoną piłkarską trąbką.

"Pan Bóg jest dla nas łaskawy"

Ludzie przyznawali przed wyjazdem z Lublina, że ich wrogiem może być deszcz. - Boimy się deszczu, kto by się nie bał. Ale jakoś przestaje padać. Pan Bóg jest dla nas łaskawy - mówiła pani Maria. - A ja mam ochronę przed deszczem, czyli płaszcz przeciwdeszczowy. Może padać - dodał pan Wojciech.

- Chcemy zabrać głos w sprawie przeprowadzenia zmian emerytalnych. Mam nadzieję, że nasz wyjazd będzie skuteczny. Tak ważne problemy nie mogą być rozwiązywane na kolanie, powinna być szeroka dyskusja na ten temat - mówił TOK FM Marian Król, szef "Solidarności" w regionie środkowowschodnim.

DOSTĘP PREMIUM