Jesteś gejem? A zaświadczenie? Uchodźca z Ugandy w Polsce

John z Ugandy starał się w Polsce o status uchodźcy. Twierdzi, że jest gejem i z tego powodu w ojczyźnie grożą mu prześladowania. Polscy urzędnicy najpierw kazali mu przynieść zaświadczenie, że jest homoseksualistą. Kiedy je pokazał, stwierdzili, że w Ugandzie sytuacja gejów nie jest wcale taka zła, więc ochrona międzynarodowa mu nie przysługuje.
Batalia Johna z polskimi urzędami trwa już ponad dwa lata. Pomaga mu Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ugandyjczyk przyjechał do Polski w 2009 roku na studia i od razu złożył wniosek o nadanie statusu uchodźcy, bo w jego kraju za bycie homoseksualistą można trafić do więzienia. Sam spędził w areszcie 10 dni za uprawianie seksu z mężczyzną. Urząd ds. Cudzoziemców poprosił o zaświadczenie, które potwierdzałoby, że John faktycznie jest gejem.

- Sama deklaracja czasami nie wystarcza - tłumaczy rzeczniczka urzędu Ewa Piechota. - Prosimy cudzoziemców o takie zaświadczenia. Sami mogą wybrać, czy pójdą po nie do seksuologa, czy psychologa. Inne sposoby na potwierdzenie orientacji seksualnej to zeznania świadków albo opinia organizacji pozarządowej, która działa na rzecz osób LGBTI [skrót określający grupę lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych - przyp. red.].

Ten dokument nic nie znaczy

- Domaganie się zaświadczenia to naruszenie prywatności - twierdzi Zofia Jabłońska z Kampanii przeciw Homofobii. - Nie ma możliwości medycznej ani okołomedycznej stwierdzenia orientacji seksualnej. Ten dokument nic nie znaczy.

John mimo wszystko dostarczył dokument od seksuologa, ale urząd i tak stwierdził, że choć sytuacja homoseksualistów w Ugandzie faktycznie jest zła, samo bycie gejem czy lesbijką nie grozi bezpośrednim prześladowaniem.

- W Ugandzie, podobnie jak w 36 innych krajach Afryki, homoseksualizm jest zakazany prawem. Afrykanie uważają, że jest nie-afrykański i jest efektem importu ze zgniłej kultury Zachodu - tłumaczy Adam Leszczyński z "Gazety Wyborczej", którego książka na temat Afryki niedługo się ukaże. - Parlament w Ugandzie jeszcze kilka miesięcy temu debatował nad ustawą, która za akty homoseksualne przewidywała karę śmierci lub dożywocie. Jej najnowsza wersja jest nieco łagodniejsza, ale też przewiduje wieloletnie więzienie. W Ugandzie zdarzały się morderstwa i lincze na gejowskich aktywistach, a gazety publikują zdjęcia osób homoseksualnych wraz z ich adresami i wezwaniami do samosądów. Groźba jest realna.



Szef Urzędu ds. Cudzoziemców w październiku 2011 roku odmówił nadania Johnowi statusu uchodźcy. W lutym tego roku mężczyzna odwołał się do Rady ds. Uchodźców - czyli organu, który rozpatruje odwołania i zażalenia na decyzje urzędu.

Dwa urzędy - taka sama decyzja - różne argumenty

- Mężczyzna tłumaczył, że gdyby wrócił do Ugandy, groziłoby mu poważne niebezpieczeństwo. Rada zapoznała się z dostępnymi materiałami, w tym filmem BBC, i przyznała mu rację - wyjaśnia Karolina Rusiłowicz z Fundacji Helsińskiej. - Tym samym członkowie rady podważyli decyzję urzędu. Stwierdzili też, że urząd nie powinien był domagać się zaświadczenia o orientacji seksualnej Johna. Mimo to rada podtrzymała negatywną decyzję.

Członkowie rady dopatrzyli się nieścisłości w dokumentacji Johna i uznali, że jest on przez to niewiarygodny - zmieniał swoje własne zeznania, twierdzi, że swobodnie przekraczał granicę Ugandy z Kenią, choć w tym samym czasie miał być poszukiwany przez policję, a niektóre z dokumentów, jakie przedstawił, wyglądają na podrobione. A skoro wiarygodność Johna jest niska - skąd wiadomo, czy faktycznie jest gejem? Oto fragment decyzji rady: "Bardzo niska wiarygodność wnioskodawcy musi rzutować także na ocenę zadeklarowanej przez niego orientacji homoseksualnej (biseksualnej), której w związku z tym - i wbrew twierdzeniu organu pierwszej instancji - nie można uznać za udowodnioną". Urzędnicy twierdzą, że John mówi nieprawdę, ponieważ bardzo zależy mu na zalegalizowaniu pobytu w Unii Europejskiej.

Nawet nie wezwali go na rozmowę

- Najbardziej zadziwiające jest to, że rada całkowicie zmieniła uzasadnienie decyzji, nie wzywając nawet Johna na rozmowę. Nie miał szansy, by odpowiedzieć na stawiane mu zarzuty o nierzetelność - tłumaczy Rusiłowicz. Prawnicy Fundacji Helsińskiej przygotowują skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i wniosek o wznowienie postępowania przed Radą do spraw Uchodźców.

- Niestety, z naszego doświadczenia wynika, że wstrzymanie przez sąd decyzji o wydaleniu Johna może potrwać nawet kilka miesięcy. W tym czasie mężczyzna może zostać wyrzucony z Polski, bo przebywa u nas nielegalnie - dodaje Rusiłowicz.

Między 2006 a 2011 rokiem 17 osób ubiegało się w Polsce o status uchodźcy ze względu na groźbę prześladowań z powodu orientacji homoseksualnej. Byli to obywatele Ukrainy, Mołdawii, Rosji, Białorusi, Ugandy, Kamerunu, Pakistanu, Iraku i Bangladeszu. Do tej pory zapadła tylko jedna decyzja pozytywna - dziewięć było negatywnych, dwa postępowania umorzono, a pięć jest w toku.

* Bohater tekstu prosi o anonimowość. Jego imię zostało zmienione przez redakcję.

Wyłączyliśmy możliwość komentowania ze względu na wulgarne i obraźliwe komentarze. Redakcja

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM