Po filmie "Córka" "GP" oskarża: Musiała pakować te straszliwe paczki, bo Komorowski musiał tam wejść

W "momencie między śmiercią a pochówkiem na Wawelu" Marcie Kaczyńskiej "kazano pakować" osobiste rzeczy rodziców - twierdzą dziennikarze "Gazety Polskiej". Faktycznie Kaczyńska mieszkała w Pałacu Prezydenckim aż do ogłoszenia wyników wyborów.
O zabieraniu przez Martę Kaczyńską rzeczy zmarłych rodziców opowiada film "Córka", który został dołączony do dzisiejszej "Gazety Polskiej".

Na początku dokumentu widzimy przylot trumny z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Okęcie i skrzywioną od płaczu twarz Marty Kaczyńskiej, która pochyla się nad trumną ojca. Napis informuje nas, że opowieść została zarejestrowana 16 kwietnia 2010 roku.

W kolejnych ujęciach widzimy prywatne pokoje w Pałacu Prezydenckim. Marta Kaczyńska opowiada o rodzicach, zbierając ich osobiste rzeczy. Widzimy prywatne zdjęcia rodziny Kaczyńskich, fortepian, na którym lubiła grać pani prezydentowa, figurki kaczek, jakie dostawali często w prezencie, książki historyczne i winylowe płyty. W filmie pojawiają się też zwierzęta należące do Lecha i Marii Kaczyńskich - suczka Lula, znaleziona na stacji benzynowej, i kot Rudolf.

- Ja muszę to wszystko zabrać. Książki zabieram do mieszkania rodziców w Sopocie. Większość z nich będę chciała mieć przy sobie, przede wszystkim zdjęcia i osobiste rzeczy - opowiada Marta. - Tu obok jest sypialnia moich rodziców. Już częściowo spakowana, bo takie rzeczy osobiste chciałam wziąć ze sobą w pierwszej kolejności, chociaż przyznam się, że było mi bardzo ciężko - mówi, przechodząc do kolejnego pokoju.

"Kazali jej. Bo szybko, szybko, szybko, bo Komorowski..."

Kaczyńska w filmie nie mówi, dlaczego pakuje rzeczy rodziców. Wyjaśniają to w kilku wypowiedziach dziennikarze "Gazety Polskiej".

- Ona pakuje te rzeczy rodziców... Dlaczego? W takim momencie między śmiercią a pochówkiem na Wawelu. Bo jej kazali, żeby to było jak najszybciej, musiała przyjechać, zostawić dzieci, siedzieć, oglądać te przedmioty, błądzić wśród tych przedmiotów i pakować te straszliwe paczki... bo szybko, szybko, szybko, bo już Komorowski musiał tam wejść... bo trzeba było zabić tę pamięć! - mówiła Maria Dłużewska, reżyserka filmu.



Podobnie komentuje to w "Gazecie Polskiej" Robert Tekieli. Dziennikarz twierdzi, że film Dłużewskiej "pokazuje empatię gwiazdy PO" prezydenta Bronisława Komorowskiego. "16 kwietnia, na dwa dni przed pogrzebem obojga rodziców, Marta Kaczyńska została zmuszona do pakowania ich osobistych rzeczy, jakby nie można było z tym poczekać. Słoma z butów, słoma z butów. Niecierpliwość Dyzmy, wrażliwość kamienia" - pisze dziennikarz.

Kaczyńska mieszkała w Pałacu do wyborów

Jak było naprawdę? Marta Kaczyńska mieszkała w Pałacu Prezydenckim jeszcze prawie 3 miesiące po śmierci rodziców. W wywiadach deklarowała, że opuści Pałac do wyborów i ma sporo pracy z pakowaniem rzeczy po rodzicach.

Bronisław Komorowski po objęciu urzędu pracował w Belwederze. Mówił, że o wyborze miejsca zdecydowały względy symboliczne i fakt, że w Pałacu "rezydowała Pani Marta Kaczyńska". - Trzeba było zachować pewien dystans w tych sprawach - powiedział.

Tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich media donosiły, że Kaczyńska nocuje w Pałacu wraz z mężem Marcinem Dubienieckim i córkami. Tabloidy opublikowały zdjęcia Dubienieckiego wpuszczanego do Pałacu w noc wyborczą przez wartowników. Kaczyńska wspierała wówczas startującego w wyborach stryja. Opuściła Pałac dopiero w poniedziałek 6 lipca 2010 roku i powróciła do Trójmiasta wraz z mężem. Rzeczy jej rodziców zabrała ciężarówka.

- Według posiadanych przez Kancelarię Prezydenta dokumentów pani Marta Kaczyńska podpisała protokół rzeczy wywożonych z apartamentu prezydenckiego 5 lipca 2010 roku o godzinie 10 rano - powiedziała nam Joanna Trzaska-Wieczorek, dyrektor biura prasowego kancelarii. Kancelaria nie chciała komentować wypowiedzi dziennikarzy "Gazety Polskiej".

"Opóźniła remont" vs "Ktoś mógł mi wyznaczyć termin"

Komorowski w pierwszym wywiadzie po wyborach decyzję o przeprowadzce do Pałacu Prezydenckiego uzależniał od decyzji swojej rodziny i od tego, jak szybko da się zrobić remont. - Bo pani Marta Kaczyńska mieszkała tam do ostatnich godzin przed ogłoszeniem wyników wyborów, więc też i remont, który był planowany - jak słyszałem - od dłuższego czasu, pewnie się opóźni - mówił. Także Jacek Michałowski z Kancelarii Prezydenta tłumaczył, że Kaczyńska "za późno oddała klucze" do pokoi i przez to opóźnił się remont.

- Nikt ze mną o tym nie rozmawiał, a przecież jeśli szybko potrzebny był remont, to ktoś mógł mi o tym powiedzieć. Pakowałam tak szybko, jak byłam w stanie. Trudno to robić, mieszkając w innym mieście. Ktoś mógł mi wyznaczyć jakiś termin na zabranie rzeczy, a nic takiego nie usłyszałam - tłumaczyła się Kaczyńska.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM