Legalnie na gapę w Tallinnie. Niestety, u nas bez szans

Czy w czasach kryzysu możliwe jest wprowadzenie bezpłatnej komunikacji w stolicy europejskiego kraju? W Warszawie na taki luksus nie ma co liczyć, można za to z zazdrością spoglądać w stronę stolicy Estonii.
Bo wszystko wskazuje na to, że od stycznia 2013 roku blisko 400-tysięczny Tallinn ma szansę stać się pierwszym dużym miastem w Europie z darmowym transportem publicznym.

Pod koniec marca mieszkańcy Tallinna w referendum opowiedzieli się za bezpłatnym transportem publicznym. Propozycję, która od 1 stycznia 2013 roku znosi opłaty za komunikację miejską, poparło 75,5 proc. głosujących. W sumie w głosowaniu wzięło udział 68 tys. mieszkańców Tallinna, czyli ok. 20 proc. uprawnionych do głosowania.

Burmistrz stolicy Edgar Savisaar z Partii Centrum, która ma większość w miejskiej radzie, tłumaczył, że "dzięki bezpłatnej komunikacji miejskiej ograniczymy korzystanie z samochodów, zwiększymy mobilność biednych rodzin, a także przyczynimy się do ochrony środowiska w wymiarze lokalnym oraz globalnym".

Opozycja, a zarazem przeciwnicy darmowej komunikacji, argumentowali, że to pomysł bezsensowny, bo skorzystają na tym również ludzie, których stać na kupowanie biletów, a komunikacja miejska z powodu zwiększonej liczby pasażerów stanie się niewydolna.

W Polsce - bez szans

Czy mieszkańcy Polski mogą pomarzyć o takim luksusie? Na razie nie ma na to - niestety - najmniejszych szans.

Sprawdziliśmy reakcję stolicy na ten pomysł. - W Warszawie nie ma w planach takiego referendum - odpowiada rzecznik stołecznego Ratusza Bartosz Milczarczyk: - Gdybyśmy zapytali kogokolwiek, czy chciałby podróżować za darmo, czy chciałby mieć wodę, prąd czy gaz za darmo, oczywiste jest, że niewielu z nas powiedziałoby, że nie. I dodaje: - Zawsze jest coś za coś. Natura nie znosi próżni, gdybyśmy nie mieli wsparcia w postaci pieniędzy z biletów, musielibyśmy szukać ich gdzie indziej. I np. ciąć wydatki na inwestycje, edukację czy kulturę.

Warszawy na to nie stać

- Każdy pomysł zachęcania mieszkańców dużych miast do korzystania z komunikacji jest dobry i choć pomysł radnych Tallinna jest ciekawy, to na pewno Warszawę na takie coś nie stać - podkreśla Milczarczyk. - Miasto i tak dopłaca do komunikacji, bo podróżny, kupując bilet, płaci tylko 1/3 jego realnej wartości - wyjaśnia.

Pomysł z kilku powodów chwali z kolei Patryk Bielecki ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze: - Na pewno przypadek Tallinna powinien rozpocząć dyskusję, jak zwiększyć liczbę podróżujących komunikacją miejską. Bezpłatny transport jest u nas raczej niemożliwy, ale zdecydowanie możliwe jest obniżenie cen biletów.

Zdaniem Bieleckiego mniejsze miasta w Polsce spokojnie mogłyby się nad takim rozwiązaniem zastanowić. - Warszawa ma ten problem, że ma różne rodzaje transportu, tj. metro, tramwaje, autobusy, a to generuje koszty utrzymania. Mamy także kilka spółek transportowych, ich utrzymanie również kosztuje. A już od stycznia mieszkańców Warszawy czeka kolejna podwyżka cen biletów. Może to dobry moment, żeby Rada Warszawy przynajmniej anulowała tę uchwałę? - sugeruje Bielecki.

Bilety w Warszawie i tak nie są najdroższe

- Bilety w stolicy wcale nie są najdroższymi w Polsce - odpowiada rzecznik Ratusza. Poza tym cały czas trwają inwestycje właśnie w transport publiczny, budujemy metro, kupujemy nowoczesne tramwaje, autobusy, modernizujemy siatkę połączeń i choć pomysł radnych z Tallinna jest ciekawy, u nas byłby za bardzo kosztochłonny, zwłaszcza w czasach spowolnienia gospodarczego.

- Kilka lat temu Stowarzyszenie Zielone Mazowsze proponowało wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej dla mieszkańców Śródmieścia. Pomysł jednak upadł, bo byłoby to niesprawiedliwe względem mieszkańców innych dzielnic - dodaje Bielecki. Ale zawsze można spróbować wprowadzić np. kilka bezpłatnych linii w centrum miasta i w taki sposób zachęcić zmotoryzowanych do korzystania z komunikacji miejskiej.

Dziś w Tallinnie bilet miesięczny kosztuje 18,5 euro, wpływy z biletów pokrywają ok. 40 proc. wydatków na komunikację.

W Warszawie koszty utrzymania komunikacji przekroczą w tym roku 2 mld zł, a wpływy z biletów pokryją tylko ok. 30 proc. tej kwoty.

Co do pomysłu radnych z Tallinna - to podobne rozwiązania funkcjonują już w mniejszych miejscowościach, np. w stolicy fińskich autonomicznych Wysp Alandzkich Mariehamn czy w szwedzkiej gminie Avesta.

Odstawisz auto na rzecz komunikacji miejskiej, jeśli byłaby bezpłatna?

DOSTĘP PREMIUM