Kryminolog: Nie publikować manifestu Breivika, to może być zaraźliwe

Nie publikowałbym jego manifestu. To może być zaraźliwe. Mimo potępienia przez zdrową część społeczeństwa norweskiego, znajdują się ludzie, którzy się solidaryzują z Breivikiem. Po co jeszcze rozszerzać falę nienawiści? - mówił w Radiu TOK FM kryminolog prof. Brunon Hołyst.
Wczoraj w Oslo rozpoczął się proces Andersa Breivika oskarżonego o zabójstwo 77 osób w zamachu bombowym w Oslo i strzelaninie na wyspie Utoya. W drugim dniu procesu Breivik odczytał w sądzie specjalne oświadczenie, w którym napisał, że niczego nie żałuje. - Tak, uczyniłbym to jeszcze raz - zapewniał zamachowiec. Ekstremista wygłosił ponadgodzinną mowę na podstawie przygotowanego wcześniej tekstu. Według jego adwokata "jest to konieczne, aby stwierdzić, czy jest on zdrowy psychicznie, czy nie". Proces jest transmitowany na żywo przez telewizję informacyjną TV2 Nyhetskanalen. Sygnał jest emitowany z dwuminutowym opóźnieniem, a niektóre części wystąpień, które oznaczałyby epatowanie przemocą, są wyciszane. Przemowa Breivika decyzją sądu nie była transmitowana.

Kryminolog przypominał w TOK FM, że prawnicy i psychiatrzy na całym świecie zastanawiali się, jak człowiek, który zaplanował zbrodnię, kilka lat do tego zabójstwa się przygotowywał, mógł zostać uznany za niepoczytalnego. - To by znaczyło, że nie rozumiał znaczenia czynu i nie mógł pokierować swoim postępowaniem - mówił Hołyst. - Opinia publiczna jednoznacznie to potępiła, a sąd norweski uznał to za słuszny postulat i zarządził ponowne badania psychiatryczne. Okazało się, że jest poczytalny i może odpowiadać za swoje czyny.

"Nie wolno z niego robić celebryty"

Jak mówił Hołyst, nikogo nie zadowala 21 lat pozbawienia wolności (maksymalna kara w Norwegii). - Historia może się powtórzyć. On powiedział, że gdyby był wolny, nadal by zabijał. Jest zdeterminowany, opanowany żądzą zabójstwa - mówił. - On jest nienormalny w sensie społecznym. Jest pospolitym zbrodniarzem, który odbiera ludziom życie. Ale jest normalny w sensie psychicznym, zaplanował tę zbrodnię, przygotowywał się do niej. Wiedział, co czyni. Jego deklaracja, że nadal chce zabijać, świadczy, że to, delikatnie mówiąc, jest bardzo zły człowiek. Mówi, że broni Norwegii przed wielokulturowością, przed zalewem muzułmanów, a zabił swoich ziomków. Nie wolno mu wierzyć, że to był jego główny cel działania. Ja na miejscu telewizji norweskiej nie pozwoliłbym, żeby jego manifest został upubliczniony. Nie można z niego robić celebryty. Uważam, że powinny pojawiać się tylko komentarze negatywne.

Zdaniem Hołysta, Norwegowie wygrają, gdy go osądzą. - Przegraliby wówczas, gdyby on został uznany za niepoczytalnego. Choć z drugiej strony byłoby to na rękę Norwegom. Oto ta czarna owca nie jest normalna. Bo normalni Norwegowie są dobrymi obywatelami, dobrymi ludźmi. To stanowiło dla nich alibi, którego teraz musieli się pozbyć - mówił Hołyst w rozmowie z Grzegorzem Chlastą.

Zło jest atrakcyjne

Jak mówił w TOK FM kryminolog, zdarzenia z lipca zeszłego roku uderzają też w nasze poczucie bezpieczeństwa. - Każda taka sprawa może mieć odbicie, choć w trochę w mniejszej skali. Ludzie mogą sobie myśleć: "On w ten sposób się zachował, to i my też sobie możemy pozwolić na dokonanie zabójstwa". Zło jest atrakcyjne, ma dużą siłę przebicia. Dobro nie. Gdy ktoś czyni dobro, to mówią: "To taki poczciwy, głupi człowiek". Ale gdy ktoś czyni zło, to może nawet dorobić się aureoli bohatera. Człowiek jest dotknięty licznymi wadami, należy dbać o to, żeby te wady się nie ujawniły.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM