Kibice Lecha: I tak będziemy w stolicy, nie ma siły, która by nas powstrzymała

- Nie możemy dopingować na stadionie, więc zrobimy to przed obiektem - mówią kibice Lecha. Po tym, jak wojewoda mazowiecki zdecydował, że mecz Legii z poznańskim klubem odbędzie się bez udziału fanów gości, ci nie składają broni. Przyjadą w sobotę do Warszawy dopingować swoją drużynę pod stadionem. Wygląda na to, że ich zgromadzenie będzie nielegalne - ratusz odmówił zgody.
- Zgłosiliśmy władzom Warszawy zgromadzenie publiczne na ulicy Łazienkowskiej 3. Z tego, co mi wiadomo, nie ma żadnych przeciwwskazań, by się odbyło - mówi TOK FM Jarosław Pucek ze Stowarzyszenia Kibiców "Wiara Lecha".



Jak dowiedzieliśmy się nieco później prezydent Warszawy nie wyraziła zgody na to zgromadzenie. Ale kibice nie zamierzają się dostosować - nadal wybierają się na Łazienkowską. - Będziemy dopingować naszych piłkarzy, mimo zakazu - mówi Pucek.

Sam nie jest pewien, ile osób weźmie udział w manifestacji. - Spodziewamy się, że co najmniej tyle, ile miało zasiąść na trybunach stadionu, czyli ok. półtora tysiąca. Ale tak naprawdę trudno powiedzieć. Może przyjedzie ich ok. 3 tysięcy? I teraz pytanie: kogo łatwiej opanować? Zorganizowaną grupę 1,5 tysiąca kibiców, która jedzie pociągiem specjalnym do stolicy, czy też 3 tysiące w zupełnie niekontrolowany sposób przybywających do Warszawy? No, ale to już nie jest nasz problem - dodaje członek Wiary Lecha.

- Czy oprawa meczu będzie podobna jak podczas pojedynków, które kibice oglądają na stadionie? Będą transparenty, środki pirotechniczne? - pyta reporter TOK FM. - Na pewno będziemy głośni. Natomiast myślę, że środków pirotechnicznych używają związkowcy "Solidarności", górnicy, hutnicy. Pielęgniarki mają zazwyczaj gwizdki... A więc asortyment jest dla warszawskiej policji sprawdzony, jak rozumiem - odpowiada Pucek.

Klub: Chcemy zmiany decyzji wojewody

- Decyzja wojewody jest dla nas niezrozumiała, nie zgadzamy się z nią. Nie rozumiemy, dlaczego obiekt, który jest nowoczesny i spełnia wszelkie normy bezpieczeństwa, nie może przyjąć naszych kibiców. Nie rozumiemy, dlaczego fani innych zespołów mogli wspierać swoje drużyny na Łazienkowskiej, a nasi nie - mówi z kolei Joanna Dzios, rzeczniczka Lecha Poznań.

- Może ma to związek z tym, co się stało w Bydgoszczy podczas finału Pucharu Polski rok temu? - pytamy. - Wielokrotnie potępialiśmy to zdarzenie, ale nie można porównywać poziomu bezpieczeństwa nowoczesnego, dopuszczonego do rozgrywek Ekstraklasy obiektu Legii z tym w Bydgoszczy. On nie był przygotowany na organizację takiego wydarzenia jak finał Pucharu Polski - twierdzi rzeczniczka Lecha.

- Podejmujemy działania, by dowiedzieć się, jakie są powody decyzji wojewody i będziemy dążyć do tego, by została ona zmieniona. Póki co rozmowy się toczą i ciężko powiedzieć, jak to się skończy - kwituje.

Pojedynek Lecha z Legią w ramach 27. kolejki Ekstraklasy odbędzie się w sobotę o godz. 13.30.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM