"Tymon": "Kolorowa Niepodległa" to matołkowata harcerska złośliwość, której daleko do bohaterstwa

Wziąłem udział w "Kolorowej Niepodległej", bo myślałem, że będzie demonstracją solidarności z gejami, lesbijkami, wszelkimi innowiercami, ludźmi o innym kolorze skóry. Po czasie widzę, że była w tym wszystkim jakaś matołkowata, harcerska złośliwość, której daleko do prawdziwego bohaterstwa. Jakbyśmy - z braku laku - prosili się o swoją małą wojenkę domową - pisze na swoim blogu trójmiejski muzyk Ryszard "Tymon" Tymański.
"Tymon" Tymański ostro zaatakował "Kolorową Niepodległą". Pisze na swoim blogu: "Kilka dni temu odbyłem ciekawą dyskusję z reżyserem Grzesiem Jankowskim i Tomkiem Madejskim, znakomitym operatorem naszego musicalu "PG". Tomek zarzucił mi, iż biorąc udział w "Kolorowej Niepodległej", zostałem wmanewrowany w pewną niewygodną sytuację, której niezależny artysta powinien unikać.

To była jakaś harcerska złośliwość

"Wziąłem udział w "Kolorowej Niepodległej", bo myślałem, że będzie demonstracją solidarności z gejami, lesbijkami, wszelkimi innowiercami, ludźmi o innym kolorze skóry. Odważną mobilizacją przed budzącymi się siłami neofaszyzmu. Uczestnictwa w samej akcji nie żałuję, i choć manifestacja była naprawdę w porządku, cały jej kontekst został użyty dla rozdrażnienia ludzi z drugiej strony, po której poglądy skrajnie nacjonalistyczne - jak sądzę - tworzą zdecydowaną mniejszość" - pisze Tymański i dalej kontynuuje:

"Po czasie widzę, że była w tym wszystkim jakaś matołkowata, harcerska złośliwość, której daleko do prawdziwego bohaterstwa. Jakbyśmy - z braku laku - prosili się o swoją małą wojenkę domową. Jakby nie starczyło tych wojen w historii Polski. To znamienne, że mój przyjaciel Robert Brylewski chwilowo znalazł się po drugiej stronie barykady. Został za to bezlitośnie zdisowany przez lewicę i anarchistów, ale w prywatnej rozmowie wyjawił mi swoje powody - żali się "Tymon".

Chciał się na własne oczy przekonać, czy faktycznie po tamtej stronie znajdzie się tysiąc łysych nazioli, na których obecność godzą się prawicowcy i narodowcy. Oczywiście nic takiego nie zobaczył. Ufam Robertowi, bo wiem, że jest to człowiek, którego osobista etyka wykracza ponad prymitywne, ideologiczne podziały. Ja również nie chciałem nikomu naubliżać. Pragnąłem tylko wyrazić troskę o losy mniejszości, ale wyszło z tego jakieś głupie rzucanie kamyczkami. "Hej, ch... (skrót. - red.) - jestem lewicowcem! Jestem lepszy i pier... (skrót - red.) twoją prawicę!" Mam w gdzieś takie deklaracje i takie podziały."

Politycy to niemoralne nieroby

Tymański dalej pisze o swoim stosunku do polityki: "Polityka jest wyjątkowo niewdzięczną suką, a politycy to wyjątkowe, amoralne nieroby. Wyobrażam ich sobie zawsze z podwójnymi, potrójnymi podbródkami, jak wspólnie żrą i chleją wódę, jak razem chodzą na dziwki i drzemią w Sejmie.

Nie szczędzi też gorzkich słów PO: "Ze starego przyzwyczajenia głosowałem i pewnie dalej będę głosował na liberałów, choć powoli przestaję wierzyć w sens wspierania którejkolwiek ze stron. Natomiast przez ostatnie lata zauważyłem dość przykrą prawidłowość.

Ilekroć ktoś proponował jakąś artystyczną akcję, jakąś dokumentację w postaci książki czy płyty, z reguły byli to ludzie z PiS-u... PO-wcy zajęli się głównie trzepaniem kasy i machlojami, mając wszystko gdzieś. Można mnożyć nazwiska lewych prezydentów i burmistrzów, ale nie o to chodzi. Nie mam na to ochoty ani siły."

PiS pomaga kulturze

Stwierdzam tylko fakt - najczęściej to PiS-owcy zainteresowani byli łożeniem na program informacyjno-kulturalny "Łossskot", to PiSowcy próbowali zmodernizować Trójkę, wydawać płyty i robić koncerty w ramach imprez Muzeum Powstania Warszawskiego.

To PiS-owcy działali przy Jazz Jamboree i wydawali książki o Pomarańczowej Alternatywie czy Totarcie. I nie obchodzą mnie ich motywacje, tylko czyny. Pisząc to, mam świadomość, że daleko mi do głosowania na PiS - zbyt drażni mnie psycholstwo i histeria ludzi z wierchuszki tej partii. Stwierdzam tylko rozczarowujące fakty."

Tymon ostro pisze też o swoim podejściu do sympatii politycznych i lokalnych wojenkach: "Nie obchodzi mnie, kto ma lewicowe, a kto ma prawicowe poglądy. Tak naprawdę mam dupie lewicę, prawicę i niekończący się bełkot o polityce. (...)"

"To bez sensu, żeby Polacy napierdalali się na śmierć i życie z powodu ŁKS-u i Widzewa, Wisły i Cracovii, Lechii i Arki, lewicy i prawicy, żydowstwa i polskości, poglądów na temat przeszłości i przyszłości. I jeśli nie będzie jakiejś radykalnej potrzeby, następnym razem po prostu nie dam się wmanewrować w żadne masowe okazywanie sympatii tej czy innej stronie. Nie ma potrzeby mentalnych wojen domowych" - kończy Tymański.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM