Sprawa generała Papały: "Po zabójstwie szefa policji zachowywali się, jakby nic się nie stało"

"Rzeczpospolita" dotarła do informacji, które nasuwają kolejne poważne wątpliwości co do najnowszej wersji zabójstwa generała Marka Papały. Z akt innej sprawy, w której pojawiają się domniemani mordercy, dowiadujemy się, że tuż po śmierci generała zachowywali się tak, jakby nic się nie stało - pisze dziennik.
Z kolei znający to środowisko Jarosław S., "Masa", uważa, że niemożliwe byłoby, aby taka sprawa nie wyszła na jaw - pisze gazeta. Według niego ówcześni warszawscy złodzieje samochodów to większości młodzi ludzie. - Prawie wszystko, co zarobili, wydawali na kokainę. Nie ma siły, żeby któryś po narkotykach się nie wygadał - mówi "Rz" "Masa". Poza tym skruszony gangster wspomina, że po śmierci szefa policji warszawscy bandyci "przyczaili się".

Gazeta powołuje się też na anonimowych śledczych, którzy twierdzą, że informacja o morderstwie Papały musiałaby dotrzeć do szefów gangu pruszkowskiego, którzy wtedy brali od złodziei samochodów haracz.

- Złodzieje samochodów nie odważyliby się ukryć informacji o zabójstwie przed gangsterami z Pruszkowa, którym był podporządkowany "Patyk" - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Łódzcy śledczy ogłosili niedawno, że szefa policji zastrzelili w 1998 roku złodzieje aut, którzy chcieli mu ukraść samochód. Igor M., pseudonim "Patyk", miał strzelić generałowi w głowę.

Według policyjnych psychologów po zastrzeleniu szefa policji przestępcy powinni byli wycofać się na jakiś czas, by nie rzucać się w oczy. Tymczasem gang "Patyka" już cztery dni po zabójstwie zaczął kraść kolejne samochody.

Wątpliwości ma też badający zeznania świadków koronnych dr Zbigniew Rau. - Nie spotkałem się z przypadkiem, żeby tak ważne informacje świadek koronny ujawnił po tak długim czasie. To podważa jego wiarygodność - mówi "Rz" Rau.

DOSTĘP PREMIUM