U Lisa o "Koko Euro Spoko": "Wieśniackie" i "Dowodzi, że nasza kultura jest plebejska"

Polska piosenka na Euro 2012? - To pastisz. To jest wieśniackie, ale mówi o tym, że jest wieśniackie - bronił "Koko Euro Spoko" w programie Tomasza Lisa satyryk Michał Ogórek. Polemizował z nim Andrzej Mleczko. - Piosenka świadczy o plebejstwie polskiej kultury - oskarżał rysownik. Wszyscy goście zgodzili się za to, że Polakom brakuje do siebie dystansu.
Michał Ogórek, Andrzej Mleczko oraz satyryk Marcin Wójcik z kabaretu Ani Mru-Mru i Grzegorz Markowski ze "Szkła Kontaktowego" rozmawiali w programie "Tomasz Lis na żywo" o poczuciu humoru Polaków. Punktem wyjścia do dyskusji była kontrowersyjna piosenka "Koko Euro Spoko".

"Polakom brakuje wyrafinowania"

Panowie nie zgodzili się co do tego, czy piosenka jest pastiszem. Michał Ogórek utrzymywał, że owszem. - Pastisz jest świetną rzeczą, która się sprzedaje. Kupują to ludzie, którzy rozumieją, że to jest pastisz i śmieją się z tego, bo jest śmieszne. Kupują to też ludzie, którzy nie zdają sobie z tego sprawy - mówił. - To jest wieśniackie, ale mówi o tym, że jest wieśniackie - dodał.

Dla Andrzeja Mleczki polska piosenka na Euro świadczy o plebejstwie polskiej kultury. - Ta piosenka świadczy o tym, że jesteśmy kulturą plebejską. Mi brakuje w kulturze polskiej wyrafinowania i cienkości - ubolewał, by po chwili się zreflektować: - Może to uwaga nie na miejscu w tym kontekście. Przecież piłka nożna jest zabawą plebejską.



"Polacy ciągle czują się gorsi niż inni"

Goście Tomasza Lisa zwrócili też uwagę, że przygotowania do Euro 2012 ujawniają kompleksy Polaków względem innych, m.in. osób, które przyjadą z zagranicy oglądać mistrzostwa. - Dla nas wciąż każdy Anglik czy Francuz to ktoś, względem którego czujemy się gorsi - zauważył Grzegorz Markowski.

- Dobrze więc, że będą też Rosjanie! - wtrącił ktoś inny, na co Andrzej Mleczko zareagował uwagą, że Polacy mają problem ze zdecydowaniem się, czy cierpią z powodu "kompleksu niższości czy wyższości". - Ale one funkcjonują w symbiozie! - skwitował z kolei Lis.

"Poseł Gowin udławiłby się opłatkiem..."

Panowie doszli do wniosku, że problemem Polaków jest przede wszystkim brak dystansu do samych siebie. Rysownik wspomniał o rzeźbie Davida Czernego w Pradze, która przedstawia dwóch mężczyzn, którzy załatwiają się do sadzawki, która ma kształt granic czeskich. - Gdyby taka rzeźba pojawiła się w Polsce, poseł Gowin udławiłby się opłatkiem, a posłanka Kempa by zaniemówiła - skonstatował Mleczko.

- Według mnie, patrząc na życie z bliska, to jest z reguły tragedia, a z daleka czysta farsa. I ja dzielę ludzi na krótkowidzów i dalekowidzów. I się obawiam, że w Polsce dominuje krótkowidztwo, nieumiejętność spojrzenia na rzeczywistość z pewnym dystansem - zdiagnozował rysownik.

Zgodził się z nim Marcin Wójcik: - My, Polacy, mamy tak, że jak jeden się śmieje, to dwóch kolejnych śmieje się razem z nim. Ale już trzeci się zastanawia, z czego oni się śmieją i już myśli, jak wbić szpileczkę... Być może Czesi potrafią się śmiać właśnie wszyscy razem.

Poczucie humoru grozi... śmiercią?

W programie nie obyło się też bez żartów. W ferworze dyskusji na temat tego, czy poczucie humoru jest większą przeszkodą w życiu, czy raczej kołem ratunkowym, Mleczko zawyrokował, że stanowi ono przede wszystkim... zagrożenie dla życia. - Wyobraźmy sobie taką sytuację: jedziemy przez miejscowość Świebodzin samochodem i nagle pojawia nam się gigantyczna postać Chrystusa. Dostajemy ataku śmiechu, wpadamy na drzewo, zabijamy się i... idziemy do piekła - opowiedział ku uciesze widowni.

Jedyny niewzruszony pozostał Markowski. - Śmiech w tej sytuacji to jest grzech - mówił z udawaną dezaprobatą.

DOSTĘP PREMIUM