Stuhr odcina się grubą kreską: Zrobili ze mnie dyżurnego chorego kraju

- Zrobili ze mnie dyżurnego chorego kraju, tak jak jest dyżurny lekarz. A teraz, kiedy uwierzyłem... Przepraszam, ciągle się poprawiam na ostrożniejsze sformułowania. No więc teraz, kiedy zaczynam wierzyć, że wracam do zdrowia, to dla higieny psychicznej muszę ten temat z siebie wyrzucić - mówi w ?Tygodniku Powszechnym? Jerzy Stuhr, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów.
Pretekstem do przeprowadzenia wywiadu była książka Stuhra "Pamiętnik z czasu choroby", którą wyda Wydawnictwo Literackie. - Pisze Pan piórem, w zeszycie... - zauważają dziennikarze tygodnika Bartek Dobroch i Przemysław Wilczyński.

- Pisałem, bo właśnie oddałem ostatni fragment. W zeszycie, bo kiedy zaczynałem, miało być tylko dla mnie. Realizowałem to, co mi w tym zeszycie napisała w czasie choroby córka: żebym się czymś zajął. Nawet na początku tego pamiętnika gdzieś stoi, że piszę piórem, żeby mnie żadne Wydawnictwo Literackie ani Znak nie skłoniło do wydania. Pracownice - wspaniałe, skrupulatne panie - nie mogą nieraz tego mojego zeszytu rozczytać - mówi aktor.

"Dzwoni lekarz: Panie Jerzy, mamy pacjenta, dwadzieścia lat i nie chce żyć"

Dlaczego aktor zgodził się więc na wydanie pamiętnika? - Bo zobaczyłem, że jestem teraz publiczności potrzebny do czegoś więcej niż rozśmieszanie, dawanie refleksji, wzruszanie. Dzwoni lekarz: "Panie Jerzy, mamy pacjenta, dwadzieścia parę lat i nie chce żyć, niech mu pan coś powie przez telefon". Albo lekarka: "Oni czytają pana wywiady, podkreślają fragmenty". Do tego przychodzi codziennie po paręnaście e-maili, SMS-ów. Ludzie w miejscach publicznych mówią: "Nie chcę głośno, do pana tylko powiem: mam ten problem" albo: "Moja żona zmaga się z tym od 12 lat". Słyszę to i myślę: "Co też mi się przytrafiło, że ja w jakiś inny niż tylko błaznowanie sposób mogę być ludziom potrzebny" - opowiada.

Pamiętnik ma też zamknąć temat choroby Stuhra. - Książka będzie wyraźną cezurą. Odtąd będę mówił: "Odsyłam do publikacji". Żeby to była, jak mówił Mazowiecki, gruba kreska.

"Wścibstwo. Jemu było gorzej..."

- Pytania o nowotwór męczą już, choć jednak w ramach tego, jak się moje życie potoczyło i jaki zawód sobie wybrałem. W tej konkretnej sytuacji mam poczucie sterowalności, bo to ode mnie przecież zależy, czy wejdę w tę czy inną rozmowę - dodaje.

Stuhr odnosi się też do tabloidów, które "bez rozmowy" piszą o jego chorobie. - No i kombinują. Układają coś z różnych fragmentów, snują domysły. Jak czytam ten swój pamiętnik, widzę, że mnie to na różnych etapach drażniło. Ten zgiełk niekontrolowany, sytuacje, w których robią z tobą, co chcą. Kto to czyta, nie wiem. Taka jest chyba natura ludzka. Ten voyeuryzm, wścibstwo. Żeby się od kogoś odbić, żeby "jemu było jeszcze gorzej, bo mnie jest wtedy lepiej". Po to przecież są te gazety - konstatuje.

Cały wywiad w "Tygodniku Powszechnym".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM