Uczmy się dialogu. To się historycznie opłaci - Bortnowska dla TOK FM

- Dialog na pewno się opłaca. Nie wiem, czy na rynku, na bazarku, w sensie finansowym, ale na pewno w sensie korzyści długoterminowej i historycznej - mówi w rozmowie z TOK FM Halina Bortnowska. I ubolewa, że samego dialogu jest coraz mniej. - A poprzez dialog wszędzie możemy dojść do rozsądnego rozwiązania konfliktu - podkreśla.
Dialog - to najważniejsza rzecz, której powinniśmy się dzisiaj nauczyć - uważa Halina Bortnowska, teolog, publicystka i przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Zapytaliśmy ją po sporach w Sejmie, czy umiejętność prowadzenia rozmowy i rzetelnego dialogu jeszcze się opłaca. Nasza rozmówczyni odpowiada jednoznacznie: opłaca się.

- Nie znam się na rynku i trudno mi powiedzieć, co się opłaca w sensie finansowym. Natomiast dialog na pewno się opłaca w sensie korzyści długoterminowej, historycznej - społeczeństwo, które potrafi dialog uprawiać, jest zdolne do postępu i przystosowania się do nowych wymagań, które się rysują w związku z postępem technicznym, wyczerpaniem się pewnych zasobów, pojawieniem się innych. Wszędzie tam możemy dojść do rozsądnego rozwiązania konfliktu i problemu poprzez umiejętność dialogu - mówi.

"Przykład zachowań antydialogowych"

- Jestem przekonana, że dialog staje się najważniejszą rzeczą do nauczenia - podkreśla publicystka. - Dzisiaj działa cały czas publiczne zgorszenie, czyli publiczne czynienie ludzi gorszymi, poprzez dawanie im przykładu zachowań antydialogowych, czy też lekceważenie dialogu, bo rzekomo się nie opłaca - pod wpływem tego, że potrafiliśmy przeprowadzić z kimś sensowną rozmowę, stan naszego konta przecież nie wzrośnie - zauważa.

Publicystka krytykuje też testowe sprawdzanie wiedzy, też pozbawione kontaktu osobistego sprawdzającego ze sprawdzanym. - Jestem wrogiem pseudotestów, które kwitną w naszej dydaktyce od lat - mówi Bortnowska. - To nawet nie są prawdziwe testy, bo przygotowanie prawdziwego testu jest bardzo drogie, kosztuje lata pracy i czas fachowców. A dzisiaj ktoś ułoży sobie parę pytań według swojego widzimisię, nazywa to testem i w ten sposób chce decydować o przyszłości i o szansach dzieci, młodzieży, dorosłych i nawet staruszków. Testowość nie może zastąpić porządnego, rzeczywistego, indywidualnego poznania człowieka i przemyślenia tego, kim jest i kim chce się stawać. Tego typu egzaminy są wielką krzywdą dla ludzi, którzy są im poddawani.

Pytanie: kiedy?

- Nauka dialogu zaczyna się od rozmowy rodziców z dziećmi: jak obserwują rozmawianie między sobą dzieci, jak zwracają im uwagę, co chwalą, co uważają za głupie czy szkodliwe. Nauka dialogu zaczyna się wraz z nauką porozumiewania się za pośrednictwem słów - kontynuuje publicystka. - To się przejawia w obcowaniu z rodziną, ze zwierzętami, kolegami w przedszkolu. Młodzi powinni się sami uczyć dialogu, nie słuchając tych "mistrzów", którzy mówią, że się to nie opłaca. Dialog jest podstawowym środkiem do tego, żeby praca była zespołowa i dawała skutki. Jeżeli zamieni się w serię konfliktów, egocentryczną pracę nad konfliktami, to nie będzie z pracy efektów. Nie będzie rozkładu jazdy, planu lekcji, tego wszystkiego, co jest efektem pracy zespołowej - wymienia nasza rozmówczyni.

- Dialog rzadko - ale nie powiem że nigdy - zawiera momenty superdramatyczne, które się ładnie pokazuje np. w telewizji - dodaje Bortnowska. I zaznacza: - Gdyby prowadzący rozmowy przemyśleli sobie je wcześniej, z punktu widzenia wprowadzenia w to wszystko momentu dramatycznego przesilenia, który nie byłby tym, że wreszcie ktoś się zdobył, żeby dać drugiemu po mordzie, można by poprawić sytuację. Ale chodzi o to, żeby to dramatyczne przesilenie polegało na pozytywnym przebłysku i zorientowaniu się przez rozmówców, że wiedzą, o co drugiej stronie chodzi. Jeszcze się z tym nie zgadzają, ale zaczynają się orientować w myślach drugiej strony, widzą perspektywę. Gdybyśmy się nauczyli takie momenty pokazywać, pisać o nich, to byśmy się w ten proces dialogu sami włożyli.

- Nie kryję jednak, że dialog jest przede wszystkim w domenie spotkania twarzą w twarz. Utrudniony jest przez telefon, komputer, bo brakuje tej komunikacji pozawerbalnej, która najbardziej wprowadza ducha dialogu - podkreśla publicystka.

"Jesteśmy ludźmi, nie królami"

Zdaniem Bortnowskiej w dialogu liczy się to, jak traktujemy swojego rozmówcę. - Kiedyś pewien rzekomy mędrzec hinduski zaproponował mi, żebym usiadła na podłodze u jego stóp. Nasz dialog się nie zaczął, bo nie uważam, żebym miała właśnie od takiego gestu zaczynać - mówi. - A takie rzeczy się dzieją - chcemy symbolicznie posadzić ludzi na podłodze, a sami zostać na tronie. Z podłogi się nie przemówi do tronu. Władca na tronie, nawet jak nie jest podły, to widzi człowieka w szczególnej perspektywie.

- Zastanawiałam się nad tekstami biblijnymi z ostatniej niedzieli. Tam jest taka scena, w której św. Piotr, protoplasta papieży, mówi do człowieka, który przed nim upadł na twarz: wstań, ja też jestem człowiekiem! Wydaje mi się, że to ma zastosowanie dzisiaj. Tylko trzeba pamiętać, że też się jest człowiekiem - podkreśla. I podsumowuje: - Dialog to jeden z moich tematów życia - ciągle próbuję rozmawiać i ciągle mam przekonanie, że mi się to opłaca.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM