RPO ws. zastrzelonego Nigeryjczyka: Jeśli były błędy w śledztwie, będę interweniowała

- Jeśli okaże się, że postępowanie było prowadzone niewłaściwie, to, tak jak w wielu innych przypadkach, będę domagała się zmiany tego rozstrzygnięcia - zadeklarowała w TOK FM prof. Irena Lipowicz. Rzecznik Praw Obywatelskich skomentowała decyzję prokuratury, która umorzyła śledztwo ws. śmiertelnego postrzelenia przez policjanta Nigeryjczyka Maxwella Itoyi.
Zdaniem Jacka Żakowskiego dużo było obstrukcji w działaniu organów wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie. - Co rzecznik z tym zrobi? - pytał swojego gościa prowadzący "Poranek Radia TOK FM". - Będę prosiła o akta tej sprawy. Monitorowałam ją z urzędu, teraz, po jej umorzeniu, mogę zażądać całych akt prokuratorskich, które specjaliści z zakresu prawa karnego w moim urzędzie będą analizować - komentowała prof. Irena Lipowicz. - Jeśli okaże się, że postępowanie było prowadzone niewłaściwie, to, tak jak w wielu innych przypadkach, będę domagała się zmiany tego rozstrzygnięcia - zadeklarowała Rzecznik Praw Obywatelskich.



Zginął podczas interwencji policji pod Stadionem Dziesięciolecia

W maju 2010 roku podczas kontroli na targowisku policjanci w cywilnych ubraniach podeszli do grupy handlujących mężczyzn. Według policji jeden z nich zaczął uciekać. W przejściu podziemnym funkcjonariusz przewrócił go na ziemię i usiłował założyć mu kajdanki. Wtedy policjant miał zostać zaatakowany przez grupę mężczyzn. Doszło do szamotaniny. Z relacji funkcjonariuszy wynika, że śmiertelny strzał padł podczas próby wyrwania broni. Według relacji kolegów Maxwella Itoyi policjant, zanim oddał strzał w stronę Nigeryjczyka, celował do innych ludzi przebiegających obok niego. Nigeryjczyk nie był uzbrojony.

Zdaniem Żakowskiego problem jest dużo głębszy i bardziej skomplikowany. - Mamy tu do czynienia z jakimś narastającym zjawiskiem. W ciągu ostatniego roku miałem dwa razy kontakt z grupami młodych ludzi, ksenofobów krótko ostrzyżonych i wyposażonych w sprzęt bojowy. Za każdym razem w klubach Krytyki Politycznej: raz w Bytomiu, drugi raz w Gdańsku. Mam takie wrażenie, że dawniej to się nie zdarzało, pięć lat temu nie było takiej presji tych środowisk - mówił prowadzący TOK FM.

RPO: Próbuję bić na alarm

Według Żakowskiego pojawia się jakiś rodzaj tolerancji dla tego typu postaw. - W Białymstoku podczas Świąt Wielkanocnych miało miejsce przejście przez miasto neonazistów, skrajnej prawicy. Ludzie byli bici, trafiali do szpitali. Jakoś się ziemia od tego nie trzęsie. Czy nie jesteśmy w pułapce obojętności wobec odrodzenia czy narastania tych niebezpiecznych zjawisk? - pytał prof. Lipowicz. - Próbuję bić na alarm - odpowiedziała Rzecznik Praw Obywatelskich.



Irena Lipowicz widzi możliwe przyczyny odradzania się tego typu zjawisk: - Przede wszystkim mamy kryzys. Przechodzimy przez niego względnie łagodnie, ale są obszary biedy, powstała klasa prekariatu, do którego potrzeb nie jest dostosowana zmiana polityki państwa. Jest oczywistością, że w kryzysie partie skrajne zyskują na znaczeniu. Pozbawiona wzorców, wykorzeniona młodzież pada łatwym łupem tych ideologów, którzy chcą swoją ideologią zarazić. To wymaga interwencji ze strony państwa - tłumaczyła RPO. Rzecznik Praw Obywatelskich oświadczyła, że podjęła szereg czynności, aby zaradzić temu zjawisku. - Rozmawiałam z prezydentem Białegostoku, wystosowałam wystąpienia generalne, spotykałam się w swoim biurze z przedstawicielami mniejszości narodowych w Białymstoku. Od tego miasta zaczęłam pewną akcję profilaktyczną - tłumaczyła Lipowicz. - Jednak sama tego nie zrobię - dodała z rezygnacją.

Rzecznik zasugerowała, że to wojewoda ma uprawnienia nadzorcze, które mógłby wykorzystać w rozwiązaniu kwestii rosnącej przemocy w mieście. - Te narzędzia nie dotyczą tylko działań samorządów w sprawie budowy basenu. Można je wykorzystać również w tej sprawie - podsumowała.

"To takie samo zadanie państwowe jak orliki"

Zdaniem prof. Lipowicz powinniśmy patrzeć na to, jak inne kraje rozwiązały u siebie problem odradzania się skrajnych ideologii. - Szwecja miała w pewnym momencie falę powrotu wręcz hitlerowskiej ideologii wśród młodzieży. Szwedzi zorientowali się, że nastąpiła wymiana pokoleń i uczniom tamte wydarzenia wydają się historią niemal starożytną. Postanowili na nowo obudzić emocje i pokazać, co się wydarzyło. Powstała akcja edukacyjna, która przeszła przez wszystkie szczeble edukacji, wszystkie szkoły i samorządy. To było zadanie państwowe, takie jak orliki. Nie jesteśmy bezradni, ale musi to być działalność wspólna - podsumowała Rzecznik Praw Obywatelskich.



DOSTĘP PREMIUM