Protest taksówkarzy zablokuje duże miasta. "Deregulacja zaszkodzi wszystkim"

Kierowcy sprzeciwiają się deregulacji przygotowanej przez min. Jarosława Gowina. Protesty odbędą się w środę m.in. w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. - Deregulacja oznacza likwidację zawodu taksówkarza. Taksówki będą prowadzone przez osoby przypadkowe - alarmuje Michał Szczygłowski z "Solidarności" taksówkarzy.
Protest taksówkarzy to przede wszystkim bardzo duże kłopoty dla mieszkańców miast, w których odbędzie się akcja. I nie tylko dlatego, że trzeba będzie bardzo długo czekać na zamówiony samochód.

Kierowcy chcą z różnych stron miast - powoli - jechać w stronę centrum. A to oznacza jedno: korki w godzinach porannego szczytu. Bo akcja zacznie się już o 7 rano.

W Warszawie taksówkarze ruszą do centrum z pięciu kierunków. Zbiórki zaplanowano na parkingach przy Tesco przy ul. Stalowej, centrum handlowym Reduta przy Al. Jerozolimskich, Realu przy ul. Jubilerskiej, Cmentarzu Wojskowym na ul. Powązkowskiej oraz przy torze łyżwiarskim na Stegnach.

O 11 zacznie się protest przed budynkiem Sejmu.

Taksówkarze protestowali już wcześniej, ale min. Gowin zapowiedział, że nie wycofa się z pomysłu otwarcia dostępu m.in. do tego zawodu. I chwali się poparciem PiS dla swoich pomysłów.

"Znikną profesjonaliści"

Organizator protestu - Michał Szczygłowski ze Związku Zawodowego Taksówkarzy "Solidarność" - straszy, że deregulacja przygotowana przez ministra sprawiedliwości oznacza likwidację zawodu kierowcy taksówki. - Taksówki prowadzone będą przez osoby przypadkowe, skończą się profesjonaliści. Nie będzie osób, które będą się w stanie utrzymać z tej profesji - mówił w programie "OFF Czarek".

Taksówkarze wieszczą realizację czarnego scenariusza, bo ich zdaniem deregulacja nigdzie nie skończyła się sukcesem. - W innych państwach obowiązuje limit albo bardzo trudny egzamin. W Europie są tylko dwa państwa, które zrezygnowały z takich regulacji. Ale właśnie je przywracają - stwierdził związkowiec.

I przypomina "czarne żniwo", jakie zebrała poprzednia polska deregulacja, która dotyczyła zawodu taksówkarza. - Ponad 20 lat temu min. Mieczysław Wilczek całkowicie otworzył rynek. Mieliśmy wtedy do czynienia z rażącym wzrostem patologii. Zmuszano taksówkarza do tego, żeby utrzymywał się z trzech kursów dziennie, więc od razu ceny bardzo poszły w górę - przypominał Michał Szczygłowski.

Taksówkarze na pierwszy ogień

Kierowcy taksówek poszli na pierwszy ogień. Znaleźli się wśród 49 profesji, do których dostęp chce otworzyć min. Jarosław Gowin. W sumie szef resortu sprawiedliwości chce odblokować dostęp do ponad 200 zawodów.

Na początku planowano całkowitą rezygnację z egzaminów dla taksówkarzy. Teraz okazuje się, że ministerstwo złagodziło stanowisko. - Zmieniliśmy zasady: teraz gmina będzie decydować, w drodze uchwały, czy niezbędne jest przeprowadzenie egzaminu dla taksówkarzy, w którym pojawiają się pytania dotyczące topografii miasta - wyjaśniał w TOK FM, Jarosław Bełdowski z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Jak zasugerował, poziom trudności obowiązujących teraz egzaminów jest bardzo różny. Bo w większym mieście znacznie trudniej taki egzamin zdać.

Obecnie projekt ministerstwa trafił do pozostałych resortów, które mają dwa tygodnie na zgłoszenie swoich uwag do ustawy.

DOSTĘP PREMIUM