Macierzyństwo w Polsce? Graff: albo jest się kurą, albo jest się suką

- Sytuacja w Polsce jest zero-jedynkowa, to znaczy albo jest się "kurą", która całkowicie wchodzi w rolę macierzyńską, albo jest się "suką" porzucającą dziecko w żłobku na wiele godzin. Obie te przerysowane postacie są pod pręgierzem dyskursu medialnego - mówi w rozmowie z Pauliną Górską na łamach "Kultury Liberalnej" Agnieszka Graff.
"Kultura Liberalna" zapytała dr Graff, jak wygląda rodzicielstwo dzisiaj w Polsce. Pretekstem do rozmowy była słynna już okładka tygodnika "Time", na której widniała matka karmiąca piersią trzylatka. - My jesteśmy w innym miejscu - uważa Graff. I mówi: - Po pierwsze, my wciąż rozmawiamy o macierzyństwie, nie o rodzicielstwie, a polski dyskurs o macierzyństwie jest dość konserwatywny. Po drugie, to jest niemal wyłącznie debata o potrzebach dzieci, obie strony zakładają, że potrzeby matki są tu nieistotne, a ojciec jest w tej rozmowie praktycznie nieobecny. W gruncie rzeczy sprowadza się to zatem do dyskusji między psychologami, czy lepiej karmić dziecko o ustalonych godzinach, czy na żądanie.

Zdaniem rozmówczyni "KL" w Polsce dominuje spojrzenie przez pryzmat dobrostanu dziecka, brakuje jednak refleksji z perspektywy obu płci. - Do Polski wchodzi kultura rodzicielstwa publicznego, zawierająca pierwiastek ideologii bliskości. Wzorzec ten jest szczególnie rozpowszechniony w Europie Zachodniej, gdzie kultywuje go klasa średnia i wyższa średnia. W myśl modelu publicznego dziecko nie jest traktowane jak tobołek, który zostawia się w domu razem z zamkniętą w czterech ścianach matką lub nianią, ale jak osoba, którą zabiera się do knajpy, dlatego wymaga się od tej knajpy czystego powietrza, menu i stolika dla dzieci, higienicznego miejsca do przewijania i tak dalej. Takie podejście jest w Polsce stosunkowo świeżym i ograniczonym zjawiskiem - zauważa.

Zero-jedynkowa sytuacja

Według Graff sytuacja matek w Polsce jest obecnie zero-jedynkowa. - To znaczy albo jest się "kurą", która całkowicie wchodzi w rolę macierzyńską, albo jest się "suką" porzucającą dziecko w żłobku na wiele godzin. Obie te przerysowane postacie są pod pręgierzem dyskursu medialnego - uważa. - Jedna jest rozlazła i leniwa, druga jest zimna i drapieżna. To nie jest poradnictwo, tylko opowieść o tym, że z kobietami coś jest nie tak, a dzieci na tym cierpią - podkreśla.

I podsumowuje, oceniając "bliskościowe" podejście do wychowywania dzieci: - Jeśli masz więź z dzieckiem, to wiesz, co dla niego jest najlepsze. Podkreśla się stopniowość, kompromis i rodzicielską równość płci. Naprawdę włączajmy do opieki ojców. A jeśli przekazujemy komuś dziecko, to na dwie, trzy godziny, a nie od razu na osiem. Ale to oczywiście wymaga równościowej polityki państwa i pewnych rozwiązań na rynku pracy, których zarówno w Polsce, jak i w Stanach jest niewiele.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM