"Wypie*****ł nas Urząd Skarbowy na 1 900 000 zł". Banner na salonie samochodowym

Na salonie samochodowym w Zamościu zawisł banner z treścią "Wypie*****ł nas Urząd Skarbowy Warszawa-Targówek. Na 1 900 000 złotych". Właściciel firmy mówi nam, że w związku z decyzją fiskusa musiał zwolnić 15 pracowników. A co na to urzędnicy?
Zdjęcia banneru z wulgarnym napisem pojawiły się najpierw na profilu Piotra Tymochowicza na Facebooku. Właściciel salonu jest jego znajomym. Fotografie szybko stały się hitem internetu.

- Nareszcie! Po wielu przykładach doprowadzania do bankructwa przedsiębiorców przez bezkarnych urzędników Urzędów Skarbowych, po pokornym godzeniu się na niekompetencję i bezprzykładne niszczenie firm przez kretyńskich urzędników, wreszcie znalazł się jeden odważny, który postanowił ujawnić owe działania i wypowiedzieć urzędasom wojnę - pisze Tymochowicz. O co właściwie chodzi?

"Już mieliśmy decyzję o zwrocie. Pobraliśmy kredyty, pozostaliśmy z niczym"

To historia dwóch udziałowców: pana Olafa i pana Zbigniewa, i dwóch firm: Car Management i Autobial.

Zaczęło się od tego, że salon Autobial z Zamościa miał problemy finansowe. Wtedy wykupił go pan Zbigniew, przedsiębiorca z Warszawy, i sprzedał firmie Car Management, której udziałowcem jest wraz z panem Olafem. Oddzielnie sprzedany został budynek, w którym mieści się salon. Koszty tej transakcji wynosiły 8,5 miliona złotych, w tym 1,9 mln zł VAT. Teraz przedsiębiorcy domagają się zwrotu zapłaconego podatku.

- Najgorsze jest to, że mieliśmy już wstępną decyzję o zwrocie, był protokół skarbowy. Na jego podstawie poprosiliśmy o kredyt na zakup nowych samochodów do salonu. Zobowiązaliśmy się, że je sprzedamy. Jednak dwa dni przed określonym terminem zwrotu VAT dostaliśmy informację o jego przedłużeniu na czas nieokreślony - opisuje sytuację Olaf Żelazny.

- W dokumentach, które dostaliśmy, napisano, że zachodzi podejrzenie zakupu nie budynku, lecz "zorganizowanej części przedsiębiorstwa i należy dokonać weryfikacji podatnika" - wyjaśnia Żelazny.

"Żyjemy w próżni"

- Nam nie chodzi o słuszność podejrzenia, tylko o dwie rzeczy. Wcześniejszy protokół, na podstawie którego podjęliśmy decyzje finansowe. I fakt, że nie wiemy, ile będzie trwać weryfikacja. W tej chwili żyjemy w próżni. Nie mamy samochodów na sprzedaż, nie mamy pieniędzy, nie mamy terminu ich zwrotu - mówi przedsiębiorca. Jak dodaje, był zmuszony zwolnić 15 pracowników. W przeciwnym wypadku nie mógłby wypłacić im pensji.

- Możemy zamknąć firmę albo czekać. Te bannery to rozpaczliwy krok, ale innego wyboru nie mamy. To była nasza ostatnia szansa, żeby sprawę jakoś nagłośnić - mówi Żelazny.

- Teraz nie mogę nic. Nie mogę nawet zaskarżyć postanowienia urzędniczki. Dopiero ostateczną decyzję urzędu skarbowego - kończy.

Urząd skarbowy: "Nic nie możemy powiedzieć w tej sprawie. Tajemnica"

- Szczegółowo w tej sprawie nie możemy nic powiedzieć. To indywidualna decyzja skarbowa, objęta tajemnicą skarbową, której muszę przestrzegać - mówi Joanna Butyńska, wiceprezes Urzędu Skarbowego Warszawa-Targówek, który zajmuje się tą sprawą.

- Jeśli uznamy zasadność zwrotu VAT, urząd zwraca pieniądze w terminie do 60 dni. Jeśli przeprowadzamy czynności weryfikacyjne, ten termin zwrotu jest przesunięty o czas nieokreślony, potrzebny do weryfikacji i podjęcia decyzji - dodaje. Kwota zwracana jest wtedy z odsetkami.

- Zażalenie można złożyć dopiero po wydaniu przez nas decyzji. Składa się je na ręce urzędu, a my kierujemy sprawę dalej. W tym wypadku do Izby Skarbowej - wyjaśnia Butyńska.

DOSTĘP PREMIUM