Solidarni 2010 na Krakowskim Przedmieściu? Niemal zawsze. Zgromadzenie mogą zgłaszać codziennie

Solidarni 2010 przez cały czerwiec mogą codziennie pojawiać się na Krakowskim Przedmieściu - swoje zgromadzenia zgłosili na każdy dzień tego miesiąca, od godz. 12 do 22. Robią tak już od kilku miesięcy, wcześniej jednak ich zgłoszenia nie dotyczyły codziennej obecności, lecz co kilka dni. - Jeżeli są chętni uczestnicy, to niech się gromadzą - komentuje aspekt prawny tych zgromadzeń konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.
Solidarni 2010 mogą co prawda nie przyjść na Krakowskie Przedmieście, jednak taką możliwość mają przez cały czerwiec. Na stronie m. st. Warszawy, w wykazie zgromadzeń publicznych, stowarzyszenie widnieje codziennie, zgłoszone od godz. 12 do 22.

- Te zgromadzenia wymagają zawiadomienia organu gminy, właściwego ze względu na miejsce zgromadzenia. Jeżeli zgromadzenie odpowiada warunkom przewidzianym w ustawie, to organ gminy nie może go zakazać, ponieważ może to zrobić tylko wtedy, jeżeli cel zgromadzenia lub samo odbywanie się go będzie sprzeczne z ustawą albo będzie stwarzało zagrożenie - tłumaczy w rozmowie z TOKFM.pl dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista.

"Codzienne zgromadzenie nie musi stwarzać zagrożenia"

- Ustawa nic nie mówi o częstotliwości zgromadzeń, mówi tylko, że zgromadzenie ma być zgrupowaniem co najmniej 15 osób, że ma być zwołane w celu wspólnych obrad lub w celu wyrażenia wspólnego stanowiska, że ma być pokojowe i że ma się odbywać na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób - doprecyzowuje Piotrowski.



Konstytucjonalista zwraca uwagę, że ustawa nie uzależnia korzystania z wolności zgromadzeń od tego, czy korzystamy z tej wolności rzadko lub często, czy zgromadzenie ma skład osobowy identyczny, czy zmienny. - Korzystanie z wolności zgromadzeń przysługuje każdemu. Ta wolność może być ograniczona przez ustawę, ale tylko z powodów wskazanych w konstytucji, tzn. takich jak: bezpieczeństwo lub porządek publiczny, ochrona środowiska, zdrowie i moralność publiczna, wolność i prawa innych osób. W demokratycznym państwie każdy może codziennie przychodzić w dowolne miejsce, o ile spełnione są wymienione w ustawie warunki - mówi.

I powtarza: - Takiego zgromadzenia można zakazać tylko wtedy, gdy jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi. A samo odbywanie się codzienne nie musi stwarzać takiego zagrożenia.

Zgromadzenie? Tak. Nawet jak denerwuje

Dr Piotrowski podkreśla, że codzienne zgłoszenie zgromadzenia nie jest w żadnym wypadku nadużywaniem prawa. - Jeżeli ktoś się gromadzi codziennie w tym samym miejscu, to nie jest to doprowadzenie prawa do zgromadzeń do absurdu. Muszą być powody, dla których uczestnicy zgromadzeń jednak to robią.

- To, co człowieka porusza, skłania go do zajęcia stanowiska wspólnie z innymi, nie może być w żadnym razie przez kogokolwiek uznane za absurdalne - zaznacza. I dodaje: - My nie mamy władzy nad myślami, poglądami, przeżyciami ludzi, a państwo demokratyczne polega na tym, że 15 ludzi może mieć ciągle ten sam pomysł, tę samą ideę i może ją eksponować. Nawet jeżeli jest to denerwujące dla innych obywateli.

- Wydaje się bardzo wątpliwe, że konieczne w demokratycznym państwie byłoby wprowadzenie ograniczenia polegającego na tym, że można korzystać z tej wolności zgromadzeń np. co trzy dni, co tydzień. Dopóki są zainteresowani korzystaniem z wolności zgromadzeń, dopóty te zgromadzenia mogą być zgłaszane i nie można ich zakazać - twierdzi nasz rozmówca.

Albo demokracja, albo...

- W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wyrażono przekonanie, że zgromadzenia mogą manifestować idee również niemiłe i nieakceptowane przez innych obywateli. Nawet przez większość - zauważa Piotrowski. - Gdybyśmy przyjęli, że jest jakiś standard i trzeba się w nim zmieścić, aby korzystać z wolności, np. zgromadzeń, to wtedy nie mielibyśmy ustroju demokratycznego, lecz ustrój władzy większości. Jeżeli są chętni uczestnicy, to niech się gromadzą. Dopóki nie stwarzają zagrożenia dla innych, które nie może być rozumiane jako popsucie nastroju innych, to niech zbierają. Gdyby przyjąć, że tylko to, co jest akceptowalne przez większość, może korzystać z ochrony, to unicestwiłoby to ustrój demokratyczny.

DOSTĘP PREMIUM