"Mediom udało się skutecznie podgrzać atmosferę przed meczem z Rosją, nie ma co"

- Sądy są bardzo łaskawe wobec osób, które wszczynały bójki przed meczem Polska - Rosja - mówiła w Poranku TOK FM Janina Paradowska. I skomentowała: - Jeżeli w ten sposób mamy walczyć z chuliganami, to nigdy tego nie zwalczymy.
Paradowska odnosiła się do burd, które miały miejsce w centrum Warszawy przed meczem Polska - Rosja. W ich wyniku zatrzymano ok. 150 osób, z czego osiem już zostało skazanych. Zdaniem publicystki dużą rolę w podgrzaniu atmosfery przed meczem odegrały media, które odnosiły się często do tego spotkania jak do wojny. To jednak nie zmienia faktu, że - zdaniem dziennikarki - sądy w karaniu są bardzo łaskawe. Janina Paradowska podkreśliła: w ten sposób na pewno nie zwalczymy chuligaństwa na stadionach.

Procedury? Nic niewarte

- Przed rozpoczęciem Euro 2012 dostałam na skrzynkę mailową komunikat z Ministerstwa Sprawiedliwości, jak to wymiar sprawiedliwości jest fantastycznie przygotowany do tego typu sytuacji, ilu jest dodatkowych sędziów, ile sądów - opowiadała publicystka. - A teraz okazuje się, że te wszystkie procedury są nic niewarte. I to sami sędziowie mówią, że policja przedstawia niepełne materiały. Właściwie istnieje cały zestaw kruczków prawnych, żeby uniknąć kary. Np. wystarczy, że podejrzany oświadczy, że leczył się psychiatrycznie, i już trzeba zasięgnąć opinii biegłego, co już wyklucza ten szybki tryb karania - mówiła.

I podkreśliła: - Dziwi mnie również to, że szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, pan Jacek Cichocki, mówi, że wszystko było przygotowane. Ale skoro wiedziano wcześniej, że grupy polskich chuliganów szykują się na starcie z Rosjanami, to może trzeba było coś profilaktycznie zrobić?

Pan Błaszczykowski zwany Kubą. Co oni się tak kolegują?

W porannym przeglądzie prasy Janina Paradowska zwróciła też uwagę na sposób opisywania Euro 2012. - Okazuje się, że to nie są mistrzostwa Europy, tylko Polski. Według gazet Polaków powinno interesować tylko to, co dotyczy Polski - mówiła.

I opowiadała: - Główny dylemat, który roztrząsają gazety, to kwestia podstawowa: Szczęsny czy Tytoń. To sprawa narodowa. Cała pierwsza strona "Gazety Wyborczej" jest o tym, kto będzie bronił w sobotnim meczu o ćwierćfinał. Wcześniej wszyscy podpowiadali trenerowi Smudzie, kogo i jak ma zmieniać podczas meczu, a teraz większość podpowiada, że to pan Tytoń powinien bronić. Pan Szczęsny stracił sympatię i okazuje się, że pan Tytoń jest jak balsam; pan Szczęsny krzyczy na obrońców, zarządza, a pan Tytoń uspokaja, ustawia, ale nie fruwa między słupkami.

- Zobaczymy, jak pan trener ten narodowy dylemat rozstrzygnie i za co otrzyma następną burę od komentatorów - skonstatowała Paradowska. I przeszła do omawiania tabloidów. - Kolejny raz przeżywamy gol pana Błaszczykowskiego, zwanego przez dziennikarzy Kubą. Oni jakoś dziwnie wszyscy są po imieniu. Gdyby tak w świecie politycznym takie skumplowanie było, to pojawiłyby się zarzuty, że to jakaś korupcja... W każdym razie ten gol był dla mamy pana Błaszczykowskiego - tak donosi "Super Express". I jest to "exclusive" "Super Expressu" - podsumowała publicystka.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM