Połowa z nas zgadza się na torturowanie terrorystów. Osiatyński: To mniej niż myślałem

Co drugi badany dopuszcza stosowanie tortur wobec domniemanych terrorystów, wynika z badania IIBR. - Choć połowa to oczywiście dużo, moim zdaniem jest to dość dobrze świadczący o Polakach wynik - komentuje dla tokfm.pl prof. Wiktor Osiatyński. - Nie do wszystkich dotarły standardy wypracowane przez Europę po lekcji II wojny światowej - dodaje.
- Myślę, że w Ameryce 80 proc byłoby za, w wielu innych krajach więcej niż 50 proc. - tłumaczy swoją ocenę prawnik, specjalista w dziedzinie praw człowieka. - Połowa to jest oczywiście dużo, choć myślałem, że ok. 80 proc. będzie za. To jest mniej, niż się obawiałem, że będzie - dodaje.

Więcej na tak, część się waha

Badanie przeprowadził IIBR na zlecenie "Newsweeka".

Na pytanie, "czy dopuszczasz stosowanie tortury wobec domniemanych terrorystów, jeśli takie działania stwarzają szanse na udaremnienie zamachów?", odpowiedziała reprezentatywna grupa 800 Polaków w wieku od 15 do 50 lat. "Zdecydowanie tak" powiedziało 28 proc., "raczej tak" i "raczej nie" po 22 proc., "zdecydowanie nie" 18 proc. Pozostałe 10 proc. uznało, że "trudno powiedzieć".

- Po II wojnie światowej Europa odrobiła lekcję w postaci europejskiej konwencji praw człowieka, gdzie zaczęto zmieniać i wprowadzać nowe standardy - przypomina prof. Osiatyński. - Samo to badanie wykazuje, że te standardy nie sięgnęły do wszystkich, nie wszyscy je przyjęli. Ale są przynajmniej wśród sędziów i ludzi decydujących - dodaje.

Przed decyzjami emocjonalnymi chronią nas procedury

Prof. Osiatyński podkreśla, że takie pytanie odwołuje się bardziej do emocji niż do namysłu. Właśnie dlatego kwestie takie jak pytania o dopuszczalność kary śmierci, stosowania tortur nie powinny być poddawane pod referendum.

- Takie problemy są chronione przez zasady konstytucyjne i prawne. Różne procedury służą temu, żeby dać ludziom czas, żeby się zastanowili nad tym, co im podpowiada pierwszy odruch - tłumaczy prawnik, specjalista w dziedzinie praw człowieka. - Ja tego odruchu nie potępiam. Martwi mnie on, ale taka jest rzeczywistość i tacy są ludzie - dodał.

Z praktyki: stosowanie tortur niewiele daje

- Świat jest przeciwko torturom. Twierdzi się, że w zasadzie wiadomości uzyskiwane tymi metodami niemalże nigdy nie dawały oczekiwanego rezultatu. Twierdzi się, że tortury powodują rozbestwienie, bestialstwo przez ludzi je stosujących i tych, którym państwo powiedziało, że w jakichś warunkach można stosować przemoc. Negatywy są ogromne - wylicza w rozmowie z tokfm.pl.

Nasz rozmówca przyznaje jednocześnie, że stosowanie tortur to bardzo trudny problem. - Jest naruszane jakieś dobro bezpośrednio i jakieś dobro przyszłe, niepewne, które może być naruszone. Bardzo trudno sformułować jednoznaczną zasadę - mówi.

Nie ma zezwolenia na tortury. Mogą być okoliczności łagodzące

Prawnik zwraca uwagę na orzeczenie Sądu Najwyższego Państwa Izrael w tej sprawie.

- Orzeczenie mówi tak: w żadnym wypadku nie można stosować tortur, zawsze będzie to przestępstwem. Natomiast, przy samym wymiarze kary, sąd może zastanowić się nad proporcją dobra chronionego i dobra poświęconego - wyjaśnia. - To nie jest zezwolenie na tortury, to jest zwolnienie z części kary dla kogoś, kto zastosował je w dramatycznych okolicznościach. To nie jest usprawiedliwienie, ale (zwrócenie uwagi na) okoliczności łagodzące - podkreśla nasz rozmówca.

- Wydaje się, że to orzeczenie najlepiej wyjaśnia zagadnienie - ocenia.

Co z kulturą chrześcijańskiego miłosierdzia?

Skąd takie wyniki w kulturze, która wyrosła na chrześcijaństwie? - Jest zasada wyższego dobra, pisali o tym Ojcowie Kościoła. Chrześcijaństwo do niedawna było potwornie okrutną religią. Religią, która nie za bardzo liczy się z dobrem ludzkim, dobrem jednostkowym - komentuje prof. Osiatyński. - Odróżniam cywilizację chrześcijańską w sensie władzy Kościoła od posłania tylko i wyłącznie ewangelicznego. Tam jest posłanie inne - zaznacza.

DOSTĘP PREMIUM