"Gesty piłkarzy to okazja do przemycenia prawd o Polsce"

Piłkarze, którzy przyjechali do Polski na Euro 2012, zbierają punkty nie tylko na boisku. O sympatię i szacunek zabiegają, wykonując także gesty z pogranicza międzynarodowej polityki - wystarczy wspomnieć Rosjan składających kwiaty pod tablicą upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej, Holendrów i Włochów zwiedzających Auschwitz czy wizytę Niemców na Westerplatte.
Wizyty zagranicznych piłkarzy w takich miejscach zazwyczaj nie są związane ze spontaniczną potrzebą. Są też czymś więcej niż wypracowywaniem sobie pozytywnego wizerunku w oczach gospodarza. Najczęściej stoją na pograniczu międzynarodowej polityki. Stanowią swego rodzaju uznanie historycznej prawdy.

- Ekipy organizujące czas piłkarzom nie działają w odizolowaniu od polityków i służb państwowych - nie ma wątpliwości historyk i specjalista od dyplomacji dr Janusz Sibora. - Kontekst polityczny zawsze jest poufnie konsultowany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych - wyjaśnia.

Szczególne znaczenie - przyjazd do Oświęcimia kilka dni po wpadce Obamy

To, że źródła zachowania piłkarzy można doszukiwać się w zaciszu gabinetów, nie oznacza jednak, że nie niosą one korzyści. - Przy okazji można przemycić dużo wartościowych treści - przyznaje Sibora. - Szczególne znaczenie miał przyjazd do Oświęcimia kilka dni po wpadce prezydenta USA. Obama mówił o "polskich obozach śmierci", a każdy, kto śledził piłkarzy, mimochodem dowiadywał się, że obozy koncentracyjne, takie jak Auschwitz, były nie polskie, lecz nazistowskie - dodaje.

Czy piłkarze skupieni na meczach mają ochotę jeździć do miejsc polskiej pamięci narodowej? Nawet jeśli to jest na zasadzie "chłopaki, musimy tam jechać", to przynosi jakąś korzyść. - Choćby to było lepsze zrozumienie filmu wojennego. A to, co dotrze do piłkarzy, przez ich kibiców, telewizję i media społecznościowe pójdzie dalej w świat - uśmiecha się Sibora.

Najbardziej autentyczni - Rosjanie

Najbardziej spontaniczny, zdaniem historyka, był gest rosyjski. - Ta wiązanka kwiatów złożona pod tablicą ofiar katastrofy smoleńskiej była bardzo skromna, ale duchowo miała wielki wymiar. Ten gest był najbardziej autentyczny.
Równie ważne jak to, co obserwujemy w zachowaniu gości Euro 2012, jest to, czego nie zauważamy. W dyplomacji liczą się też gesty niedokonane. Proszę zwrócić uwagę, że nikt w naszą stronę nie kieruje złych gestów - podkreśla Sibora.

Zdaniem historyka warto wpatrywać się też w otoczkę kolejnych, coraz ważniejszych meczów na Euro. - Goście na trybunach będą coraz bardziej znamienici. To, co zrobią, albo czego nie zrobią, może być bardzo istotne - zauważa.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM