Środa o Figurskim i Wojewódzkim: Łatwo, prostacko, bez wysiłku, każdy głupi to kupi

Wojewódzki i Figurski w swoim ostatnim programie zachowali się nie jak błyskotliwi satyrycy, ale jak polscy reklamodawcy, którzy tanim kosztem, bez wysiłku, chcą wcisnąć klientom towar, bo wiedzą, że klient prostym człowiekiem jest - pisze w swoim felietonie Magdalena Środa.
Po co się więc wysilać?! W reklamie obowiązuje prosty przepis: trzeba ograć jakiś stereotyp, dorzucić seksizm, trochę wulgaryzmów i sukces gotowy! Łatwo, prostacko, bez wysiłku, każdy głupi to kupi. A jak ktoś się będzie czepiał, to się powie, że jest wolność i cenzura to skandal! Tak działa - w mojej opinii - większość polskich reklamodawców: stereotyp, seksizm i ładna pupa.

Ale na Boga - nie tego oczekuje się od subtelnych i przezabawnych satyryków! Nie można zniżać poziomu programów satyrycznych do metod polskiej reklamy! Nawet wtedy, gdy ich autorzy są tak zmęczeni i tak zdeterminowani jak producent, który chce wcisnąć klientom gładź, blachodachówkę czy stanik.

Nie, żebym miała jakieś wygórowane oczekiwania, ale w końcu jest jakaś różnica między prostym handlem i metodami uwodzenia klientów a satyrą, która należy do dziedziny nie tylko komercji, ale również kultury!

I nie ma co zaciemniać problemu argumentem cenzury! Między wolnością a cenzurą jest coś jeszcze. A nawet wiele rzeczy. Może to być dobre wychowanie, wyczucie, błyskotliwość, kultura osobista, zrozumienie Innego, delikatność, inteligencja, wyrafinowanie, szacunek, wiedza o świecie, kreatywność, fantazja, empatia, zdrowy rozsądek.

Bo przecież nie jest tak, że jak nie ma cenzury, to wszystko wolno lub że jedynymi granicami wolności jest cenzura. Między śmiechem z wyrafinowanej satyry a śmiechem z puszczaniem bąków czy bekania jest wiele innych form rozrywki!

Wojewódzki na swoim blogu ironizował, że jego krytycy chcą wkraczać w świat satyry z cenzorskimi zapędami. Myślę, że program nie jest tak ważny, by dzięki niemu powstał jakiś projekt cenzury. Po prostu szkoda programu i jego autorów, którzy przeholowali w swojej "fajności", obrażając innych, choć sami, gdy są obrażani, bardzo się irytują.

Trochę empatii, panowie! Trochę wrażliwości na szkodliwość stereotypu, trochę subtelności, bardziej rozbudzonej inteligencji, poczucia smaku. To nie ogranicza wolności i nie stanowi zwiastunów cenzury. Przeciwnie! To wzmacnia wolność o nowe horyzonty i inwencję, bo przecież gdy się zrozumie, że wyśmiewanie się ze stereotypowego traktowania innych, z seksizmu i puszczania bąków - mało kogo śmieszy (lub śmieszy wyłącznie prymitywów) - to jest to motyw dla inteligencji, by się bardziej wysiliła. Poddanie się pewnym normom nie ma nic wspólnego z cenzurą, a raczej z kulturą. Reklamodawcy nie są tego w stanie zrozumieć, ale dwóch panów z działu satyry, należącej do domeny kultury - powinno to zrobić.

DOSTĘP PREMIUM