"Religijny knebel przestał doskwierać Bonieckiemu. Trzeba rozdrapać strupy"

"Ksiądz Boniecki ma kłopot" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Wojciech Maziarski. Europejski Trybunał Praw Człowieka stanął w obronie zwolnionego z pracy za cudzołóstwo kierownika kościelnego chóru. "Nagle pojawia się wyrok, który na nowo każe stawiać niewygodne pytania i rozdrapywać strupy" - dodaje były naczelny "Newsweeka". Sugeruje, że "zakneblowany" Boniecki powinien walczyć z Kościołem o swoje prawa obywatelskie.
Maziarski przypomina, że gdy w zeszłym roku zakon marianów zabronił ks. Bonieckiemu publicznych wypowiedzi, w "Newsweeku" wskazywał na łamanie konstytucyjnej wolności wypowiedzi. "Fakt, że ks. Boniecki ślubował posłuszeństwo władzy zakonnej, nie ma tu nic do rzeczy, bo władza ta nie może łamać prawa państwowego i pozbawiać obywateli Polski ich konstytucyjnych praw. Właściwie rzecz się kwalifikuje do Rzecznika Praw Obywatelskich i prokuratora" - pisał wówczas. W "Gazecie Wyborczej" utyskuje, że po tych słowach "religijna prawica wpadła w furię", a "talibowie z Frondy" go "zrugali".

"To ci dopiero grzech i skandal"

Były szef "Newsweeka" z satysfakcją pisze o niedawnym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który "przyszedł mu z odsieczą". Chodzi o sprawę Niemca, kierownika chóru kościelnego, który żył w separacji z żoną, podczas gdy jego konkubina zaszła w ciążę. "To ci dopiero grzech i skandal" - ironizuje Maziarski. Mężczyzna został zwolniony z pracy. Mimo odwołań do niemieckich sądów, dopiero Trybunał w Strasburgu orzekł, że "nikt nie może być wyrzucony z pracy za cudzołóstwo, nawet z pracy w Kościele. A to dlatego, że prawo państwowe stoi ponad prawem kościelnym" - pisze.

Zdaniem Maziarskiego wyrok sprawia, że ks. Boniecki mógłby walczyć o swoje prawa. Wątpi jednak, by ten zdecydował się na konfrontację z zakonem", z którym wiąże go nie tylko podległość instytucjonalna, lecz także więzi emocjonalne". "Religijny knebel nałożony nań przez władze kościelne zdążył się już jakoś uleżeć. Może nawet przestał doskwierać?" - pyta retorycznie.

Maziarski zaznacza, że choć "nikogo nie można zmuszać do toczenia wojny, na którą nie ma ochoty", każdy ma "prawo i obowiązek" stawać w obronie Bonieckiego.

Nazistowski siepacz ideologiczny

Słowami o "talibach z Frondy" poczuł się natomiast urażony Łukasz Adamski z portalu wpolityce.pl. Na swoim blogu twierdzi, że skoro obrońców "zasad cywilizacji judeochrześcijańskiej" przyrównuje się do "masowych morderców", "nie stoi nic na przeszkodzie, bym porównał Maziarskiego do nazistowskiego siepacza ideologicznego z niemieckich klinik, gdzie stosowano masowo aborcję". "W końcu Maziarski niejednokrotnie publicznie popierał jej legalizację". Na koniec przyznaje, że "oczywiście nie uważa Maziarskiego za mordercę i nazistę" i "nigdy nie przyszłoby mu do głowy", by to napisać.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM