Kręcina, Czarnecki, Lato. Trzech kandydatów na szefa PZPN. Jeden lepszy od drugiego

Wszyscy trzej chcą uzdrowienia polskiej piłki, a swoje kandydatury traktują jak najbardziej serio. Który lepszy? Zdzisław Kręcina, któremu status oskarżonego nie przeszkadza w kandydowaniu, a w samolotach może pić i rozrabiać, bo nie jest pilotem; Grzegorz Lato, "biały człowiek", równie zawzięty, co niekomunikatywny; czy Richard Henry Czarnecki, światowiec i mistrz transferów?
Profil facebookowy Zdzisława Kręciny ma spore poparcie wśród kibiców. Jego wpisy komentują setki osób, sam profil ma prawie 15 tys. fanów. Tyle że to profil fikcyjny, tzw. fake. Ostatni wpis "Zdzicha z Żywca" brzmi: "Dosyć mamy leśnych dziadków przyspawanych do stołka w strukturach PZPN, czas w końcu na jakąś świeżą krew!!! Reasumując, JESTEM GOTÓW!".

Również prawdziwy Kręcina (bez prawdziwego konta na FB) jest gotów. W czwartek wyznał: - Będę chciał wykorzystać moje doświadczenie z 20-letniej pracy w związku i UEFA. Zgłoszę swoją kandydaturę na prezesa PZPN.

Kręcina, który nie jest pilotem, ale jest oskarżonym

Swoją deklaracją Kręcina wywołał spore zaskoczenie. Zrobiło się o nim prawie tak głośno, jak rok temu, kiedy na prośbę współpasażerów został wyproszony z pokładu samolotu relacji Wrocław - Warszawa, bo był pijany i zachowywał się wulgarnie. - Nie byłem pilotem tego samolotu, więc wypiłem sobie piwo - tłumaczył wtedy Kręcina. I przekonywał, że z pokładu wyszedł na własne życzenie. "Miałem coś do załatwienia w Bełchatowie" - mówił, wtedy jeszcze jako sekretarz PZPN.

Stanowisko sekretarza stracił w tzw. aferze taśmowej. Dotyczyła budowy nowej siedziby PZPN, a na ujawnionych nagraniach słychać, jak Lato rozmawia z Kręciną o pieniądzach i procentach za działkę pod nowy budynek związku.

W Łodzi właśnie rozpoczął się proces w sprawie niegospodarności w klubie piłkarskim Widzew (chodzi o ponad 15 mln zł), w którym Zdzisław Kręcina jest jednym z oskarżonych (swoją drogą w czasie dzisiejszej rozprawy zasnął - zobacz wideo). Kręcina - jak podaje IAR - nie uważa zresztą, by proces był przeszkodą w kandydowaniu na stanowisko szefa PZPN. Jak dodaje, zarzuty zostały mu postawione w 2008 r. i nie widzi powodu, żeby ciągle tylko czekać na rozstrzygnięcie.

"Kuchnia to moja pasja. Potrafię z daleka wyczuć, jeśli danie jest nieświeże" - sylwetka Kręciny na Sport.pl

Czarnecki - ekspert od transferów. Duża praktyka: ZChN, AWS, Samoobrona, PiS...

Ryszard Czarnecki, a właściwie Richard Henry Czarnecki, dziś jest znany przede wszystkim jako polityk PiS. Pod skrzydła prezesa Kaczyńskiego trafił po przebyciu drogi długiej i krętej. Wcześniej uległ czarowi Korwin-Mikkego i przez jakiś czas działał w Unii Polityki Realnej. Później trafił do ZChN, był też posłem z ramienia AWS, żeby trafić w końcu do Samoobrony, a stamtąd ostatecznie do PiS, gdzie jest do dziś. W międzyczasie kandydował na prezydenta Wrocławia.

Widać więc, że tematyka transferów jest mu bliska, a jako europoseł może się pochwalić ogładą towarzyską i światowym obyciem. Ma więc atuty wyraźnie odróżniające go od Grzegorza Laty i wielokrotnie wymieniane jako konieczne przy pełnieniu funkcji szefa PZPN.

Czarnecki, jako prawdziwy znawca piłki nożnej, jakiś czas temu poręczył za kibola Legii "Starucha", który trafił do aresztu. A na fotel prezesa PZPN ma chrapkę nie od dziś. Już raz zapowiadał swoją kandydaturę, jednak nic z tego nie wyszło. Teraz podbija stawkę, obiecując - co jest pewnym novum w historii wyborów szefa związku - że jako prezes PZPN zrzeknie się pensji. Być może szef PZPN po prostu pensji nie potrzebuje, w czym Czarnecki się połapał, obserwując działania związku od jakiegoś czasu. Przyznaje także, że chciałby "postawić na piłkę nożną kobiet".

Grzegorz Lato i jego niepowtarzalny styl

Już tylko Grzegorzowi Lacie wydaje się, że bycie wybitnym piłkarzem w latach 70. jest wystarczającą kwalifikacją do bycia prezesem PZPN w XXI wieku. Stał się symbolem patologii trawiących związek.

Z afery taśmowej wyszedł cało. Prokuratura nie dopatrzyła się śladów przestępstwa i choć porażka wizerunkowa była dla PZPN i Laty miażdżąca, działacze związku, na posiedzeniu za zamkniętymi drzwiami (tym samym, na którym odwołali Kręcinę z funkcji sekretarza), pozostawili Latę na stanowisku prezesa.

Lato ma swój niepowtarzalny styl zarządzania. Po wyborze Leo Beenhakkera na trenera kadry rzucił do dziennikarzy: - Macie, co chcieliście! A teraz my będziemy was j...! Dyplomatycznie motywował holenderskiego trenera, mawiając: "Paweł Janas przy Beenhakkerze to był gość". A po rezygnacji Beenhakkera mówił o "podaniu sobie ręki jak biali ludzie".

Słynna jest także polemika Laty ze Zbigniewem Bońkiem, okraszona metaforą roweru. "Nie jego rower, nie jego pedały, niech nie próbuje pedałować" - odpierał zarzuty Bońka.

Do historii przeszła jego konferencja, na której starał się mówić po angielsku.



Swój start w październikowych wyborach Lato argumentuje: - Zachowanie ciągłości działań dobrze wpłynie na PZPN - mówił. - Znam środowisko i wiem, co trzeba zrobić, aby w piłce działo się lepiej. Jako piłkarz nigdy nie oddałem żadnego meczu walkowerem.

- Jeśli odejdę ze związku, to tylko po przegranej z takim przeciwnikiem, który lepiej ode mnie zadba o rozwój piłki nożnej w Polsce - przekonywał Lato.

>>KTO POWINIEN ZOSTAĆ NOWYM SZEFEM PZPN - GŁOSUJ>>

DOSTĘP PREMIUM