Sky Club: Nie boimy się śledztwa prokuratury

Nie obawiamy się postępowania prokuratorskiego - tak o działaniach warszawskiej prokuratury okręgowej mówią szefowie upadłego biura Sky Club. - Niestety, dosięgły nas długi, za które nie byliśmy odpowiedzialni, a to spowodowało reakcję łańcuchową - tłumaczy członek zarządu Agnieszka Chmielewska.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie sprawdzające w sprawie tego biura podróży. Wnioski w tej sprawie złożyli: marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik oraz poseł SLD Dariusz Joński.

Agnieszka Chmielewska, członek zarządu Sky Club, tłumaczy, że decyzja o bankructwie firmy została podjęta ostatniego dnia. Dlatego firma do końca sprzedawała klientom oferty wycieczek zagranicznych.

- To była decyzja ostatniej chwili, ostatniego dnia - powiedziała Chmielewska. Dodała, że najważniejszą intencją biura w tej sytuacji było zminimalizowanie strat klientów. Wyjaśniła, że początek sezonu jest dla biur podróży najtrudniejszy, bo muszą płacić przedpłaty za hotele i loty czarterowe.

- Niestety, dosięgły nas długi, za które nie byliśmy odpowiedzialni, a to spowodowało reakcję łańcuchową, wniosek wierzyciela o upadłość i wstrzymanie finansowania i w konsekwencji ryzyko dla klientów - dodała.

Chmielewska dodała, że złożenie wniosku o upadłość było ostatecznością. Nie chciała jednak komentować obecnej sytuacji spółki i możliwości rekompensaty strat klientom, którzy zostali poszkodowani w wyniku upadłości Sky Club.

W pierwszej kolejności warszawscy prokuratorzy chcą sprawdzić dokumenty finansowe biura podróży. Jednocześnie ma być badany wątek, czy zarząd biura złożył w odpowiednim czasie wniosek o upadłość.

Informację o upadłości zarząd firmy Sky Club ujawnił na swojej stronie internetowej we wtorek o godzinie 17. Wniosek o upadłość trafił do sądu dopiero następnego dnia.

Na skutek upadłości biura kilka tysięcy osób zostało za granicą. Część turystów była z dnia na dzień wyrzucana z hoteli, inni są w drodze powrotnej do Polski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM