Piwo z nalewaka jest "chrzczone"? Ukryta kamera i test w laboratorium [POLSKA OD KUCHNI]

Dlaczego w Polsce piwo z nalewaka nie smakuje dobrze? Czy w pubach do kufli dolewają wody? Ile w rzeczywistości procent ma to, co pijemy? Postanowiliśmy sprawdzić jakość piwa podawanego w stołecznych pubach. Do badań wynajęliśmy specjalistyczne laboratorium. Wyniki badań dla wielu mogą być zaskakujące.
Miłośnicy piwa nie mają w Polsce lekko. Ci, którzy z lubością piją za granicą piwo z kija, narzekają, że w naszych lokalach dostają trunek niesmaczny i rozcieńczony. W powszechnej opinii chrzczenie piwa w knajpach jest na porządku dziennym.

- Barmani robią tak, że zasłaniają dół szklanki ręką i na wysokość tej ręki nalewają wody. I potem do tego dolewają piwa. Więc jak ktoś jest wstawiony, to nie ma szans, żeby się zorientował - opowiadała nam w cyklu "Polska od kuchni" kelnerka, która pracowała w kilku modnych warszawskich knajpach.

Według miejskiej legendy są też bardziej skomplikowane sposoby. Do rurki łączącej kran z beczką można podłączyć drugą rurkę prowadzącą do kranu z wodą. - Sama się z tym nie zetknęłam. Słyszałam od innych barmanów, że to kosztowne i rzadkie przedsięwzięcie - mówiła kelnerka.

Ile piwa w piwie?

Wakacje to dla browarów okres największych żniw. A pełne ludzi lokale i ogródki pewnie sprzyjają piwnym oszustwom. Dolewają wody? Postanowiliśmy to profesjonalnie sprawdzić. Poprosiliśmy o pomoc specjalistów z Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego, którzy obiecali, że jeśli dostarczymy próbki piwa w wysterylizowanych pojemnikach, zbadają je nam na zawartość alkoholu.

W jeden z upalnych, lipcowych wieczorów wybraliśmy się do czterech, stołecznych lokali. Aby udokumentować nasz test, do każdego z miejsc poszliśmy z ukrytą kamerą. Nie informowaliśmy o naszej wizycie właścicieli - chcieliśmy być potraktowani jak każdy inny klient. Ale po kolei.



Lokal nr 1: podupadająca restauracja rodem z PRL-u

Na pierwszy ogień poszła restauracja/pub z przystępnymi cenami - popularny niegdyś stołeczny lokal, który lata świetności ma już za sobą. Mimo dobrego położenia, w otoczeniu ministerstw, urzędów i siedzib wielu firm, wyglądał na zaniedbany. Niezmieniony od lat wystrój, zdominowany przez zakurzone sztuczne kwiaty. Zamówiliśmy litrowy kufel jednego z popularnych, koncernowych piw. Złoty trunek dostaliśmy do stolika, nie widząc momentu nalewania.

Zlaliśmy dyskretnie piwo do wysterylizowanej wcześniej butelki.

Nasza recenzja: piwo niesmaczne, w smaku miało coś sztucznego. Skojarzenie? Jakbyśmy pili piwo z rozpuszczonej piany, choć piany na nim nie było. Czy jest rozwodnione? Tak nam się wydawało, choć nie miało klasycznie rozwodnionego smaku.

Lokal nr 2: popularna dyskoteka

Z restauracji przenosimy się do lokalu, który za dnia jest pubem z ogródkiem piwnym, a wieczorami - popularną dyskoteką. To, zdaniem barmanów, właśnie w takich ruchliwych miejscach najczęściej oszukuje się klientów, dolewając wodę do piwa. Sprawdzimy. Siadamy w ogródku piwnym, tłum ludzi, samo centrum miasta. Po piwo trzeba się pofatygować do baru. Wybór był niewielki, więc zdecydowaliśmy się na tę samą markę co w poprzednim lokalu.

Nasza recenzja: piwo smakuje inaczej niż trunek tej samej marki wypity pół godziny wcześniej. Jesteśmy pewni, że jest rozwodnione. Niby smakuje podobnie do tego samego piwa w butelce, ale jest wodniste.



Lokal nr 3: restauracja sieciowa

W trzecim lokalu, popularnej restauracji sieciowej, siedliśmy przy ostatnim wolnym stoliku. Tłum, gwar i zamieszanie teoretycznie umożliwiają dolanie wody do piwa. Zamawiamy piwa w promocji, z innego niż dotąd browaru. W ogródku brak miejsc, w lokalu gorąco, ponad 30 stopni, czekamy na piwo, którym raczą się już wszyscy wokół nas. Chce się pić i wybrzydzać nie zamierzamy. Ale zawód jaki przeżywamy, jest silniejszy niż pragnienie.

Recenzja: Piwo smakuje koszmarnie, jest kwaśne. Lura, o głębi smaku piwa nie ma mowy. Nie mamy wątpliwości, że jest rozcieńczone, jest nawet jaśniejsze niż zwykle. Po pobraniu próbki zostawiamy resztę niewypitych piw, które były w promocyjnym pakiecie.

Lokal nr 4: PRL-owska piwiarnia z tradycjami

Ostatni lokal to istniejąca od kilkudziesięciu lat knajpa z zakąskami, z dużym ogródkiem piwnym. Przesiadują tu starzy bywalcy - ale piją piwo nie z nalewaka, tylko z butelki. Zamawiamy lokalne piwo, ale produkowane w browarze należącym do koncernu. Gdyby nie konieczność pobrania próbek, wypilibyśmy z przyjemnością.

Recenzja: Było bez zarzutu, lekkie, świeże, smak nie różnił się od tego, który znamy z butelki. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że jest niechrzczone.

Próbki jadą do laboratorium

Nasze próbki, przechowywane kilka godzin w chłodzie, w szczelnie zamkniętych butelkach, zawozimy z samego rana do stołecznego Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego przy ul. Rakowieckiej. Instytut od lat zajmuje się m.in. badaniem piwa - jest dobrze znany właścicielom wszystkich polskich browarów.

Próbki odbierają od nas laboranci Zakładu Technologii Piwa, przelewają je do kolb stożkowych, i w specjalnej maszynie odgazowują (w ten sposób zmniejsza się granicę błędu przy badaniu poziomu alkoholu). Następnie piwo zostaje podłączone do alkolizera, które mierzy ilość alkoholu i ekstraktu brzeczki.



Wyniki są zaskakujące

Z niecierpliwością czekamy na wyniki badań. Gdy je dostajemy - jesteśmy w szoku.

Zgodnie z deklaracją producenta pierwsze i drugie piwo powinno mieć 5,7 proc. Ma odpowiednio: 5,49 i 5,47 proc.

Trzecie piwo, najgorsze w smaku, tak jak poprzednie powinno mieć 5,7 proc. - badanie pokazało 5,56 proc.

Producent ostatniego piwa deklarował, że ma 5,8 proc., ale okazało się, że ma 5,31 proc.

Oszukiwali? Zgodnie z polskimi normami browar, który deklaruje na etykiecie powyżej 5,5 proc., może "pomylić" się o 1 proc., przy piwach poniżej 5,5 proc. granica błędu to +/- 0,5 proc. Dlatego browary chętniej deklarują zawartość alkoholu powyżej 5,5 proc.

Wszystkie zbadane przez laboratorium piwa miały więc zawartość alkoholu zgodnie z normą. Czyli nie dolewają wody!

Ale dlaczego piwo, choć nie było "chrzczone", okazało się niesmaczne i lurowate?



Piwo mocne, ale brudne

Zarówno technolodzy, jak i browary wskazują na nieprawidłowe warunki przechowywania i serwowania. Słońce, a przede wszystkim temperatura i warunki sanitarne, mogą pogorszyć, a nawet zniszczyć efekt pracy piwowara. W nieodpowiednio wyczyszczonych przewodach, zwłaszcza latem, kiedy jest ciepło, mogą rozwijać się bakterie octowe i mlekowe, które zmieniają smak piwa.

- To, co wpływa na smak piwa, to materiał na książkę albo co najmniej pracę doktorską. Temperatura przechowywania piwa to tylko jeden z czynników - mówi Dorota Michałowska z instytutu biotechnologii żywności. - Przy tym nasz smak jest subiektywny, zależy m.in. od dnia.

Przy tak delikatnym trunku jak piwo ważny jest każdy szczegół, np. szklanki nie można stawiać do góry dnem, bo może przesiąknąć zapachem szmatki, na której stoi. Także pierwsze piwo po otwarciu baru powinno być wylane (bo w rurkach jest jeszcze stary napój). Nie jest to niestety powszechna praktyka.

Dlaczego piwo z kija bywa kwaśne

A może za jakość odpowiedzialny jest producent? - Smak piwa często wynika z warunków panujących w lokalach i restauracjach - mówi nam Sebastian Tołwiński, rzecznik Grupy Żywiec. I mnoży negatywne praktyki. - Według naszych zaleceń keg może być otwarty tylko trzy dni i w międzyczasie nie można go odpinać. Niestety praktyka jest taka, że barman rozliczany jest z jednej beczki i inny barman, przychodząc do pracy, podłącza swoją beczkę. A wtedy piwo jest już na pewno nieświeże - opowiada. - Niestety wiemy, że nie wszędzie czyści się instalacje barowe. W takim kraniku zostają resztki piwa i od tego całe piwo kwaśnieje.

Znane browary starają się kontrolować jakość ich piwa serwowanego w lokalach. W knajpach pojawiają się serwisanci, którzy czyszczą urządzenia do nalewania piwa. Ale, jak widać, to nie wystarcza.

Irlandczycy lubią piwo z kija, Polacy chętnie piją w domu

Nic dziwnego, że Polacy są uprzedzeni do piwa z nalewaka. Z badań wynika, że zaledwie co 10. piwo wypite w Polsce to piwo nalewane z beczki. W Irlandii udział piwa w kegach w sprzedaży ogólnej piwa wynosi aż 68 proc., a w Anglii 55 proc. Badania pokazują też, że Polacy chętniej niż inni piją piwo w domu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM