TVN24 przerywa program, by pokazać Rutkowskiego. Janke twittuje ze studia: "Dziennikarstwo umiera"

Uczestnicy "Loży prasowej" TVN24 nie kryli oburzenia, gdy stacja przerwała program, by nadać transmisję konferencji prasowej Krzysztofa Rutkowskiego. - Siedzimy w poważnej stacji, to są rzeczy, o jakich mamy debatować? - pytał Igor Janke, konstatując w tym samym czasie na Twitterze: "Tak wyglądają dziś media". W programie wtórował mu Sławomir Sierakowski: - To nekrofilia.
Tradycyjnie w niedzielne południe w studiu TVN24 zebrało się kilku znanych dziennikarzy, by podyskutować o wydarzeniach mijającego tygodnia. W pewnym momencie prowadząca "Lożę prasową" Małgorzata Łaszcz przerwała program i zapowiedziała transmisję konferencji prasowej Krzysztofa Rutkowskiego, który wraz z członkami rodziny Madzi mówił o aresztowaniu Katarzyny W.

Po blisko 10 minutach transmisję przerwano. - Panowie, muszę powiedzieć, że jak oglądam konferencje prasowe Krzysztofa Rutkowskiego, to mam mieszane uczucia, zwłaszcza z tą żywą dekoracją z tyłu. (...) Jak panowie przyjmują w ogóle tego typu historie? - zagaiła Łaszcz.

Janke oburzony: O tym mamy debatować?

- Ja przede wszystkim mam bardzo mieszane uczucia wobec faktu, że państwo przerywacie program i nadajecie tę transmisję i musimy komentować coś takiego. Dla mnie to świadczy o upadku mediów - odpowiedział z głębokim westchnieniem Igor Janke. Wcześniej dziennikarz napisał na Twitterze: "Siedzę w Loży Prasowej. Program przerwany, bo dzieją się sprawy państwowej. Konferencja Krzysztofa Rutkowskiego. Tak wyglądają dziś media"

- Ta historia całą Polskę poruszyła, cała Polska szukała małej Madzi - broniła się Łaszcz.

- To jest nakręcane, Krzysztof Rutkowski jest dzisiaj najważniejszą osobą w Polsce. I te historie, jakich słuchaliśmy, to są rzeczy, o jakich mamy debatować? - przerwał jej Janke z miną pełną dezaprobaty.

- Tak jak tu siedzimy nikt z nas nie ma pojęcia, co się tam wydarzyło. Sprawą powinna zajmować się prokuratura, specjaliści i to jest w zasadzie jedyny komentarz, jaki można mieć. Ja rozumiem, dlaczego pan Rutkowski robi tę konferencję, to jest dla niego słuszny krok marketingowy i potem się przełoży na bardzo konkretne zyski. Ale ocenianie tego w jakikolwiek sposób... Uważam, że tę tragedię należy zostawić ludziom, którzy zawodowo się nią zajmują - powiedział Bartosz Węglarczyk.

- To jest sprawa, którą od wielu miesięcy żyje cała Polska, programy telewizyjne i gazety. Krok po kroku słyszymy, co się działo. Także to jest takie społeczne zjawisko - tłumaczyła dalej Łaszcz.

"Żyjemy tym, bo media na tym zarabiają"

- Żyjemy tym, bo na tym zarabiają media. Po prostu ta pani i ten pan mają swój współczynnik marketingowy, świetnie wiedzą to dziennikarze i wydawcy TVN, wiedzą, ile będą kosztowały reklamy po tym programie i przed tym programem - wymieniał Sławomir Sierakowski.

- Teraz pan żartuje oczywiście, reklamy to by kosztowały, gdybyśmy wiedzieli o tym miesiąc wcześniej i gdy dział sprzedaży sprzedawał reklamy. Trochę pan przypomina polityków, którzy mówią coś, co jest niezgodne z prawdą - przerwała mu Łaszcz.

- Sprzedaż reklam zależy od poziomu oglądalności. I, niestety, jest taka świadomość, że podejmuje się takie, a nie inne wybory. Ja rozumiem, że do tego może zmuszać rzeczywistość ekonomiczna - mówił dalej Sierakowski.

- My puściliśmy tę konferencję, bo myśleliśmy, że pan Rutkowski coś powie nowego w tej sprawie, ale, niestety, ona nic nie wniosła - tłumaczyła się Łaszcz.

"Media zdobywają widzów, uderzając w emocje"

Paweł Lisicki przywołał z kolei sprawę zaginięcia Madeleine McCann, która przez długi czas fascynowała media. - Niestety, żyjemy w świecie, gdzie media, żeby funkcjonować, starają się opowiadać historie, które uderzają jak najmocniej w emocje. Co uderza najmocniej w emocje? Dziecko, które jest dotknięte przemocą. I, niestety, żeby na tym zdobywać widzów i popularność, następuje pewne przemielenie świadomości - mówił.

Lisicki zwrócił uwagę na ilość "zwrotów akcji", które wyróżniają sprawę śmierci Madzi. - Ta historia jest pasjonująca, ciekawa, niezwykła. Ale w tej chwili siedzimy w poważnej stacji, która przerywa program. To pokazuje, na jakim etapie rozwoju jesteśmy - mówił Janke.

"Nekrofilia". "Temat żre"

- Ja bardzo wszystkich przepraszam, ale to jest po prostu nekrofilia. Bierzemy udział w podgrzewaniu niezdrowych emocji i nie chodzi mi o jakieś spiskowe teorie dziejów, że ktoś na tym zarabia. Istnieje coraz bardziej instytucjonalna świadomość, że media przeżyją dzięki tego typu sensacyjnym historiom. To coraz bardziej odziera słowo "media" z konotacji, treści, funkcjonowania w poważnej debacie publicznej. Ja mogę ubolewać, że to jest jedyny sposób na przeżycie, ale to bardziej temat z socjologii mediów, ale nie będę udawał, że to jest poważny temat w debacie publicznej - mówił dalej Sierakowski.

Janke wspomniał rozmowę z wydawcą jednego z największych polskich portali, który powiedział mu, że takie tematy jak śmierć małej Madzi "żrą". - Takie problemy wykręcają oglądalność i dlatego się je daje, nie po to, żebyśmy dyskutowali o poważnym problemie. I to świadczy o upadku mediów - mówił Janke.

- To musi pan zmienić zawód, panie Igorze - odpowiedziała ze śmiechem Łaszcz. Kończąc, odpowiedziała na zarzuty publicystów o sprzedawanie tragedii. - Ja za chwilę usłyszę, że namówiłam Katarzynę, żeby zamordowała swoją córką, do tego to zmierza - powiedziała.

Janke odpowiedział jej na Twitterze: "Małgosia Łaszcz namawiała mnie w Loży Prasowej do zmiany zawodu. To rozsądna propozycja. Dziennikarstwo umiera szybciej niż myślałem".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM