Mowa nienawiści? Prof. Płatek: Decyduje o tym wrażliwość policjanta

- Mamy w Polsce już chyba tradycję i praktykę urywania takim sprawom łba. Nie załatwimy ich przez Kodeks karny - mówi o mowie nienawiści prof. Monika Płatek. - Poszkodowane osoby nie mają innych instrumentów działania, niż odwołanie się do policjanta, który może mieć podobną wrażliwość, co sprawca.
Na początku lipca grupa Polaków żydowskiego pochodzenia została - jak twierdzą jej członkowie - obrzucona antysemickimi wyzwiskami w jednym z krakowskich lokali. Jeden z poszkodowanych zgłosił sprawę na policję, jednak usłyszał od funkcjonariuszy, że nie mają wolnych patroli, które mogliby wysłać na miejsce. Powiedzieli, że przyjadą za około dwie godziny. Grupa stwierdziła, że nie ma sensu tak długo czekać. Dyżurny miał ich zapewnić, że sprawą zajmie się dzielnicowy. Pokrzywdzeni złożyli w końcu doniesienie na policję, sprawa jest w toku. Nie był to jednak jedyny w ostatnich tygodniach przypadek mowy nienawiści na polskich ulicach.

Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl: Dlaczego sprawy dotyczące tzw. mowy nienawiści, które powinny być ścigane z urzędu, spadają na poszkodowanych, którzy muszą radzić sobie z tym sami? Dlaczego państwo nie angażuje się, tylko zostawia to samym poniżonym obywatelom?

Prof. Monika Płatek, karnistka z Uniwersytetu Warszawskiego: - Pierwsza moja odpowiedź: nie wiem. Trzeba byłoby zapytać policjanta, który kwalifikuje sprawę tak, a nie inaczej. Druga: mogę się domyślać, że dzieje się to ze względu na sposób opisania sprawy, gdzie policjant w dobrej wierze kwalifikuje ją właśnie w ten sposób. Trzecia: mogę brać pod uwagę sytuację, że policjant, który ma niewielką wiedzę i doświadczenie w takich sprawach i nie wie jak postępować, stara się przerzucić procedurę na osobę, która roszczenie postępowania zgłasza. I dlatego sprawa kończy jako ścigana z art. 216 Kodeksu karnego (z oskarżenia prywatnego o zniewagę -red.), a nie z art. 257 KK (z oskarżenia publicznego o nawoływanie do nienawiści - red.). W sytuacji, gdy dochodzi do użycia mowy nienawiści, to w dużej mierze kwestia wrażliwości decyduje o tym, jak będziemy to kwalifikować.

Dlaczego tego typu sprawy często są umarzane ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu lub niewykrycie sprawcy?

- Mamy w Polsce już chyba tradycję i praktykę urywania takim sprawom łba. My tych spraw przez Kodeks karny nie załatwimy. Gdybym była policjantem, to bym zapytała: gdzie, jak, od kogo mam się dowiedzieć, jak interpretować mowę nienawiści? Gdzie mamy wykładnię, pokazującą, że te zdarzenia, które są regularnie umarzane, są mową nienawiści? Te sprawy najczęściej nie dochodzą do sądu, nie zapadają orzeczenia. I to jest dopiero bulwersujące - w naszej przestrzeni publicznej jest mało miejsca na wyraźne powiedzenie, że tego typu zachowania to mowa nienawiści. Oczywiście, różne organizacje, np. "Otwarta Rzeczpospolita", robią to. Ale nie mamy tego ze strony organów władzy, wśród których są ludzie, którym bardzo daleko do tego, żeby się identyfikować z tego typu zachowaniami.

Ale spójrzmy chociaż na sprawy z oskarżenia prywatnego: tam, gdzie prokurator uważa, że zachodzi interes prawny, może się w taką sprawę włączyć. Sprawdźmy więc, w ile się włącza. Jeżeli w większości spraw, to widocznie tak zakwalifikowano sprawę na podstawie posiadanych danych i informacji. Ale jeśli nie, to bardziej prawdopodobne jest tłumaczenie, że chodzi o to, żeby te sprawy pozostawić samym zainteresowanym. A więc nie wyczuwamy, nie widzimy interesu, tak politycznego, jak i prawnego, żeby poprzez proces karny tego typu sprawom przeciwdziałać.

Prawo karne nie załatwi sprawy. Ale my nie tylko je lekceważymy, nie podejmujemy też na innych frontach działań w takim wymiarze, który przeciwdziałałby zachowaniom - powiedzmy to jasno - świadczącym o tym, że mamy problem z antysemityzmem.

Kiedy moi nieznający prawa znajomi słyszą "sprawa umorzona ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu, to pytają "no jak to znikoma, przecież to ogromna szkodliwość społeczna?"

- Pana znajomi mają rację. Tego typu zachowanie daje bardzo wyraźny przekaz społeczny: że mowa nienawiści, homofobia, antysemityzm, są akceptowane jako jedna z normalnych form ekspresji poglądów w społeczeństwie. Sprawdźmy, w ilu sprawach, które dotyczą mowy nienawiści, zakwalifikowano je z art. 216, a nie z art. 257, i w ilu prokurator się do nich włącza. Zarzut, który stawiamy obywatelom, jest słuszny, ale jednocześnie ten zarzut trzeba by było postawić organom władzy. Są dyrektywy unijne nakazujące przeciwdziałanie tego typu zachowaniom, nakładają też pewne zobowiązania na władze. Jeżeli obywatele polscy tak się zachowują, to dają świadectwo tego, że władza nie spełnia swoich zadań.

Statystyki z 10 lat dotyczące tego, ile postępowań wszczęto z "216", mówią, że liczba takich spraw wzrosła dwukrotnie, ale z wciąż są to bardzo małe liczby. Polacy nie wierzą w wymiar sprawiedliwości?

- Gdyby to ode mnie zależało, to ja bym w ogóle zlikwidowała te przepisy. Mamy trudność z uznawaniem ludzi za przestępców za wypowiedziane w gniewie słowa, które dla przeciętnego policjanta, prokuratora czy sędziego nie są dostatecznym dowodem, żeby kogoś uznać za przestępcę i skazać. Co nie musi zresztą świadczyć o ich złej woli. Ale samo istnienie tych przepisów powoduje lenistwo umysłowe: niepodejmowanie działań na innych frontach. A skazanie kilkudziesięciu ludzi doprowadzi do tego, że będą uznawani albo za bohaterów, albo za ofiary.

Czyli taki delikwent wyjdzie z więzienia przekonany, że to jemu się krzywda stała?

- Tak - że Żydzi są za to odpowiedzialni, że został skazany. To nie pomoże w likwidowaniu przejawów antysemityzmu, homofobii czy niechęci do kobiet. Muszą być podjęte inne formy działań niż penalizacja. I na to muszą być fundusze.

To znaczy, że tego trudnego kulturowo problemu nie da się zepchnąć do działki prawa karnego...

- ...bo skoro przepisy już istnieją, to wykorzystuje się je właśnie w ten sposób. W sprawie krakowskiej daleka jestem od jakichkolwiek ocen i stwierdzeń, ponieważ nie do końca jeszcze wiadomo, co tak naprawdę miało miejsce w restauracji Moment. Ale mam wystarczającą wiedzę i doświadczenie, żeby stwierdzić, że tego typu przypadki się zdarzają. Kulturowo akceptujemy to, żeby mówić w sposób prześmiewczy, obraźliwy, krzywdzący, o Żydach i kulturze żydowskiej...

O Innym po prostu...

- Dokładnie. Jest rzeczą fatalną, że gdy dochodzi do takich zdarzeń, poszkodowane osoby nie mają praktycznie innych instrumentów pozytywnego działania, niż odwołanie się do policjanta, który może - nie musi - mieć podobną wrażliwość, co sprawca. A co my zrobiliśmy, żeby policjant był wyczulony? Co zrobiliśmy, by prokurator rozumiał, o co chodzi i włączył się w postępowanie?

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny