Bezkarność za okrzyki "ruska k...a". Mowa nienawiści polskiej ulicy

Żaden z kiboli zatrzymanych po meczu Polska - Rosja nie został skazany za mowę nienawiści - ustalił portal Gazeta.pl. - Nikt z zawstydzonych Polaków, nie zwrócił uwagi tym od "ruskiej kur...y". Powstał przekaz, że mowa nienawiści, homofobia, antysemityzm, są akceptowane jako normalna forma ekspresji poglądów w społeczeństwie - komentują psychologowie i prawnicy.
Warszawa, 12 czerwca, przed meczem Euro 2012 Polska - Rosja. Kibice "Sbornej" maszerują na Stadion Narodowy. Słychać okrzyki "Je...ć Rosję". Panującą od kilku dni atmosferę futbolowego święta zastępuje - na szczęście na krótko - festiwal agresji w centrum miasta: bójki polskich i rosyjskich kiboli, wulgarne zaczepki. Policja skutecznie interweniuje. Ale na długo zapamiętamy medialne obrazki pijanych grup Polaków biegających Nowym Światem i skandujących przyśpiewkę "Ruska k...". I żaden z nich nie został ukarany.

Połowa spraw do umorzenia. "Niewykrycie sprawcy"

- Do 4 lipca w związku z polsko-rosyjskimi awanturami podczas Euro w Warszawie do sądu rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia (większość spraw trafiła do tego sądu - red.) wpłynęły 123 sprawy w stosunku do 144 osób, w tym 9 cudzoziemców - mówi portalowi Gazeta.pl sędzia Igor Tuleya, rzecznik ds. karnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Zapadły 82 wyroki, w tym 43 prawomocne. Ale żaden - za mowę nienawiści, którą było słychać na ulicach. - Nie mamy z sądów rejonowych informacji, by po zamieszkach przed meczem Polska-Rosja ktokolwiek został skazany z art. 257 KK - potwierdza nam sędzia Tuleya.

Policja: ''Ludzie rzadko wnoszą skargę''

Dlaczego kibole obrażający Rosjan tylko za to, że są Rosjanami, nie ponieśli jakiejkolwiek kary?

- Nie jest tak, że policja godzi się, by ludzie, którzy wykrzykują obelgi czy hasła rasistowskie czy ksenofobiczne, chodzili bezkarni. Takie wydarzenia absolutnie nie powinny mieć miejsca. Niestety, w takich przypadkach ludzie rzadko wnoszą skargę, a przy sprawach zbiorowych, gdzie adresatem jest tłum, a obrażającym - też tłum - wychwycenie odpowiedzialnych za pojedyncze okrzyki jest trudne. Ale staramy się wykorzystywać inne przepisy, by utrudnić takim ludziom życie i na przykład na podstawie monitoringu aresztujemy ich za udział w bójce czy zbiegowisku - mówi portalowi Gazeta.pl Maciej Karczyński, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Państwo zrzuca ściganie zniewag na poszkodowanych?

Kraków, 7 lipca, finał Festiwalu Kultury Żydowskiej. Po ostatnim koncercie grupa polskich i izraelskich Żydów przysiada w restauracji Moment na piwo. Kilkoro ma na głowie jarmułki, niektórzy rozmawiają po hebrajsku. Jest późno, kelnerzy zaczynają sugerować, że zamykają lokal, klienci chcą zostać.

W odpowiedzi - według relacji świadków, którym zaprzecza menedżer restauracji - słyszą: "Pier... Żydzi, nie obsłużymy was, wyp...lać do Izraela!". Prokuratura nie wszczyna śledztwa ws. nawoływania do nienawiści. Doniesienie składają z oskarżenia prywatnego sami poszkodowani.

Dwa artykuły, duża różnica

W polskim prawie zachowania takie jak w Warszawie i Krakowie regulują artykuły 216 i 257 kodeksu karnego. Pierwszy to zniewaga, drugi - nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, rasowym, etnicznym i wyznaniowym. Pierwsze jest ścigany na wniosek pokrzywdzonego, drugie - z urzędu. Problem w tym, że co roku spora ilość spraw kwalifikujących się do ścigania przez państwo jako mowę nienawiści, kończy jako zwykła zniewaga. Czyli dochodzenie sprawiedliwości przerzucane jest na barki samego pokrzywdzonego. A według policyjnych statystyk choć liczba postępowań wszczętych po prywatnych skargach wzrosła w ciągu ostatnich 10 lat niemal dwukrotnie, to jest ich niezwykle mało - w 2011 r. tylko 292.

Wstydziliśmy się, ale nikt nie zwrócił uwagi tym od "ruskiej k...y"

- Niestety, jeśli już ktoś zgłasza takie przestępstwo, to zwykle jest to sama urażona na tle etnicznym osoba. Bardzo często policja, prokuratura czy sądy boją się kategoryzacji rasistowskiej wypowiedzi jako "mowy nienawiści". Samo prawo jednak nas nie uchroni. W czasie Euro 2012 widziałem w Warszawie kibiców ubranych w koszulki z napisem "1920" i "W...ierdol 2012". Czułem głęboki wstyd. Ale nikt z nas, zawstydzonych Polaków, nie zwrócił uwagi tym od "ruskiej kur...y" - mówi portalowi Gazeta.pl dr Michał Bilewicz z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista od psychologii języka i badań nad antysemityzmem. - Byliśmy wobec nich bezradni. Spodziewamy się, że sądy wszystko za nas załatwią - a tak raczej się nie stanie.

Sprawy nie dla sądu

- Te sprawy najczęściej nie dochodzą do sądu, nie zapadają orzeczenia. Władze nie podejmują wystarczających działań, żeby temu przeciwdziałać - mówi portalowi Gazeta.pl prof. Monika Płatek z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. - Tego typu zachowanie daje bardzo wyraźny przekaz społeczny: że mowa nienawiści, homofobia, antysemityzm, są akceptowane jako jedna z normalnych form ekspresji poglądów w społeczeństwie - ostrzega prof. Płatek.

Znikoma społeczna szkodliwość?

Czy wyzwiska rzeczywiście w swojej masie wciąż mają znikomą społeczną szkodliwość czynu?

- Są głęboko szkodliwe - mówi dr Bilewicz. - Nie tylko zmieniają podświadomie nasze postrzeganie mniejszości. Wpływają też kolosalnie na same mniejszości. To przypomina każde inne traumatyczne przeżycie. Najpierw są silne reakcje emocjonalne, przygnębienie, gniew, smutek na skutek utraty godności. Po jakimś czasie następuje próba zrozumienia, co tak naprawdę się stało. Wtedy obrażony Żyd, czarnoskóry czy gej zaczynają obwiniać całą grupę za to, co ich spotkało. Jeśli więc nie chcemy słyszeć na świecie, że wszyscy Polacy to antysemici czy homofoby, jeśli obrażają nas filmy BBC o rasizmie na polskich stadionach - to postarajmy się zwalczyć mowę nienawiści. Bo jej ofiary mogą nie zgłosić sprawy na policję, nie pójść do sądu, jednak ich uraz pozostanie i wpłynie znacząco na wizerunek Polski i Polaków - kwituje Bilewicz.

- Mamy trudność z uznawaniem ludzi za przestępców za wypowiedziane w gniewie słowa. Ale muszą być podjęte inne formy działań niż penalizacja. To nie może się ograniczyć do tego, że bardzo trudny kulturowo problem zepchniemy do działki prawa karnego - mówi prof. Płatek. - Co my zrobiliśmy, żeby policjant był wyczulony? Co zrobiliśmy, by prokurator rozumiał, o co chodzi?

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM