Mamy wyniki kontroli w nadmorskich restauracjach. Jest źle. "Inspektorzy mają już dość tej gastronomii"

Stary, nawarstwiony brud w kuchniach, oszustwa na ilości alkoholu i jedzenia, brak książeczek sanepidu u pracowników - to tylko część nieprawidłowości, jakie wykazała kontrola w nadmorskich lokalach gastronomicznych. Co najgorsze, uchybienia stwierdzono we wszystkich sprawdzonych dotychczas knajpach.
- Inspektorzy mają już dość tej gastronomii, bo gdzie nie wdepną, to nieprawidłowości - mówi nam Waldemar Kołodziejczyk, naczelnik Wydziału Prawno-Organizacyjnego w Wojewódzkim Inspektoracie Inspekcji Handlowej w Gdańsku.

Nawiązuje tym samym, do wyników kontroli, jakie od początku czerwca przeprowadzają inspektorzy w nadmorskich placówkach gastronomicznych. Urzędnicy sprawdzają m.in. daty ważności sprzedawanych produktów, warunki przechowywania żywności oraz rzetelność obsługi. Łącznie udało się do tej pory przeprowadzić 58 kontroli. Ich wyniki są szokujące - we wszystkich placówkach stwierdzono nieprawidłowości.

Urzędnicy stwierdzili m.in.

- Niedolewanie alkoholu (od 10 do 31 ml)

- Sprzedawanie klientom potraw o zaniżonej wadze (od 30 do 50 g)

- Stosowanie przeterminowanych produktów

- Zatrudnianie osób bez książeczek sanepidu

- Zamrażanie upieczonych mięs, przechowywanie produktów spożywczych w nieodpowiednich temperaturach

- Brud w kuchniach (brudne zamrażarki, blaty do przygotowywania potraw, brudne i tłuste talerze, na których podawano potrawy)

- Przypalone, stare i zanieczyszczone tłuszcze, w których smażono ryby i frytki

- Podmienianie zamówionych produktów na tańsze (zamiast soku - nektar; stosowanie tańszych zamienników serów)

ZOBACZ PEŁNĄ TREŚĆ RAPORTU W PDF >>

"Brud, jeden wielki brud"

Anna Klecha, naczelnik Wydziału Kontroli Artykułów Żywnościowych i Nieżywnościowych, zwraca uwagę na ogólny brud jaki zastają inspektorzy w lokalach. - Podczas kontroli mieliśmy dwa takie lokale, które przypominały pod względem warunków w kuchni te pokazane w materiale TVN-u o smażalni ryb. Tam był brud, jeden wielki brud. Tłuszcz do smażenia frytek i ryb nie nadawał się do niczego. Właściciel na żądanie musiał go wymieniać przy inspektorze. W zamrażarkach i na blatach, na których przygotowywano posiłki, było dużo starego, nawarstwionego brudu, który na pewno nie powstał w krótkim czasie - wymienia.

Jak dodaje, tłumaczenie właścicieli było takie, jakie zwykle słyszą inspektorzy: - Że dużo pracy, że ruch jest i nie zdążyli posprzątać, że to wszystko do usunięcia. No i że to przez przypadek, że tak brudno, bo zawsze jest czysto, a tu akurat dzisiaj taka sytuacja się zdarzyła - opowiada Anna Klecha.

Inspekcja Handlowa w trakcie kontroli pobrała także do badań próbki dań mięsnych serwowanych w lokalach. Laboratorium już je sprawdziło, ale nie ma jeszcze ostatecznego orzeczenia, dlatego inspektorzy nie wypowiadają się na temat wyników. Anna Klecha wspomina jednak, że w poprzednich kwartałach zdarzało im się trafić na tego typu oszustwa na produktach. - Zdarzało się, że sałatki z serem Feta tak naprawdę były z innym serem. Albo na przykład w pierogach z mięsem cielęcym było stwierdzane DNA wieprzowiny czy drobiu - mówi.

"Kontrole powinny być niezapowiedziane"

Kontrole Inspekcji Handlowej były w każdym przypadku niezapowiedziane. Inspektorzy wchodzili do lokalu jako zwykli goście, zamawiali jedzenie oraz alkohol i dopiero po zapłaceniu rachunku ujawniali prawdziwy cel wizyty. Następnie wchodzili do kuchni, gdzie wszystko drobiazgowo sprawdzali. Zaskoczenie to duża zaleta ich wizyt, bo mogą zobaczyć lokal taki, jakim jest na co dzień.

Niedawno m.in. o kontrolach rozmawialiśmy z dyrektorem warszawskiego sanepidu, którego pracownicy prawie zawsze wcześniej informują restauracje o planowanej kontroli. Dyrektor tłumaczył się, że muszą tak robić, bo w razie braku osoby upoważnionej przy kontroli, ta jest nieważna. Inspekcja Handlowa radzi sobie z tym inaczej. - W 58 lokalach nie mieliśmy problemów z przeprowadzeniem kontroli. Jeżeli nie było właściciela, to prosiliśmy o kontakt do niego. Nikt nie robił z tym problemów. Dzwoniliśmy i albo właściciel sam po chwili przyjeżdżał, albo upoważniał jednego z pracowników. Ja uważam, i zresztą wszyscy też tak uważają, że kontrole powinny być niezapowiedziane i można je przeprowadzać przy pracowniku firmy - tłumaczy Klecha.

Jak dodaje, fatalne wyniki niedawnych kontroli wcale nie są dla niej nowością. - Niestety, cały czas jest w tej gastronomii sezonowej źle. Jak tylko zaczyna się robić ciepło, to te lokale zaczynają inaczej funkcjonować niż jesienią czy wiosną. Wszyscy gastronauci i personel chcą w te parę miesięcy po prostu nadrobić. Pamiętam, że przez parę lat wydawało się, że było lepiej. Ale nie dużo lepiej, bo była na przykład poprawa rzetelności, ale z kolei warunki sanitarne były bardzo złe. I to tak najczęściej wygląda, że zawsze coś gdzieś jest nie tak - mówi Klecha.

W wyniku 58 przeprowadzonych od czerwca kontroli na właścicieli lokali nałożono łącznie 43 mandaty na kwotę 11 450 złotych i skierowano 14 wniosków o ukaranie do sądu. Częścią skontrolowanych lokali mają także zająć się Inspekcja Sanitarna, Urząd Skarbowy i Urząd Miar.

Inspekcja Handlowa przyznaje, że planuje jeszcze kolejne kontrole. Część lokali ma już wybranych, a dojdą także te, na które konsumenci napiszą skargi.

DOSTĘP PREMIUM